Posty

Kreacje przeszłości. Szkice z antropologii historii

Obraz
Są książki, które biorę do ręki chcąc skonfrontować moją dotychczasową wiedzę lub poglądy z wizją autora lub autorki (ewentualnie podciągnąć się z tematu, uzupełniając swoje "zasoby"). Są też jednak książki, przy których wolę zamilknąć, wczytując się w to, co autor chce mi powiedzieć, chłonąc je jak uczniak . W związku z tym, że ani ze mnie antropolog, ani archeolog, próba dyskusji z tekstami dra. Jacka Kowalewskiego z książki Kreacje przeszłości. Szkice z antropologii historii mogłaby się zakończyć spektakularną klęską [jaka piękna katastrofa]. Ujmując to bardziej literacko -- przy okazji parafrazując słowa Konstantego Geberta z Podręcznika dialogu , skierowane w stronę prof. Baumana [s. 94] -- wiem, że wejście w tym przypadku w publiczną polemikę z Jackiem Kowalewskim byłoby szczególnie wyrafinowaną i perwersyjną formą samobójstwa. Za to pozwolę sobie napisać, że Kreacje przeszłości. Szkice z antropologii historii to skarbnica wiedzy, podana pięknym i starannym, nau...

Podręcznik dialogu. Zaufanie i tożsamość

Obraz
Książkę Podręcznik dialogu. Zaufanie i tożsamość dostałem od M. po jej powrocie z ośrodka  „Pogranicze – sztuk, kultur, narodów” w Sejnach - Krasnogrudzie. Choć pamięć u mnie dziurawa jak sito, jak dziś pamiętam jej powrót stamtąd i fascynację, z jaką opowiadała o tym miejscu. Miejscu, które niezmiennie udowadnia, że tworzenie wspaniałej kultury i sztuki jest możliwe wszędzie tam, gdzie są ludzie, którzy są gotowi to robić -- bez udawania, markowania i chodzenia na skróty (tak, szukałem Sejn i Krasnogrudy na mapie). Od tamtego czasu jestem skrytopodglądaczem sejneńskiego Wszechświata, licząc skrycie na to, że i mi będzie dane kiedyś tam dojechać -- doświadczyć tego miejsca, poznać tych ludzi i wypić z nimi herbatę w Dworze Miłosza w Krasnogrudzie - Międzynarodowym Centrum Dialogu (nie tylko z nazwy).   Powstanie tego miejsca wiąże się ściśle z postacią i ideami Czesława Miłosza , który -- jak czytamy we wstępie do Podręcznika : Podczas rozmowy z młodymi a...

Opowieść podręcznej

Obraz
Przyznam uczciwie, że po Opowieść podręcznej sięgnąłem ze względu na protesty zorganizowane z okazji wizyty [ buca [ 1 ]] Donalda Trumpa w Polsce [ 2 ], które -- jak się domyślam -- mogły być pokłosiem serialu stworzonego na podstawie książki Margaret Atwood, który od niedawna emituje jedna z popularnych platform VOD . Jak już się tu kiedyś przyznawałem z beletrystyką jestem na bakier, ale ze względu na ciepłe uczucia, które żywię w kierunku filmowego gatunku Sci-Fi, antyutopie / dystopie są bliskie mojemu sercu -- tym chętniej sięgnąłem po Opowieść podręcznej. Tym bardziej, że mam ochotę na sięgnięcie po jej ekranizację filmową z 1990 r. w reżyserii Volkera Schlöndorffa (twórcy m.in. ekranizacji Blaszanego bębenka Güntera Grassa z 1979 r. czy Dyplomacji z 2014 r.). Z uwagi na to, że nie mogłem doczekać się egzemplarza z łódzkiej biblioteki wojewódzkiej (obchodzącej w tym roku -- to tak swoją drogą -- stulecie swojej działalności), a potrzebowałem książki "na już...

Obraz miasta

Obraz
O braz m iasta to klasyka literatury w kategorii urbanistyka - ze względu na teorię tworzenia map pamięciowych (zob. mental mapping ) przez użytkowników przestrzeni publicznych i wpływu tychże na planowanie przestrzenne. Na półce stawia się ją obok Śmierci i życia wielkich miast Ameryki Jane Jacobs oraz Życia między budynkami [ wstęp, s. X ] Jana Gehla . Dla zrozumienia znaczenia Obrazu miasta dla światowej urbanistyki wystarczy wspomnieć, że Lynch wydał tę książkę w 1960 r. -- rok przed wspomnianą wcześniej książką J.Jacobs oraz aż 11 lat przed chętnie czytanym i cytowanym obecnie J.Gehlem. Ze wspomnianymi trzema książkami wiąże się jeszcze jeden ciekawy fakt -- choć w zasadzie kiedy o nim pomyślę, to nie wiem, czy przypisać go do kategorii "śmiać się", czy "płakać". Kiedy piszę te słowa (w połowie 2017 roku) polski czytelnik ma możliwość zapoznania się z każdym z tych "klasycznych" dzieł w swoim rodzimym języku. Jeszcze niedawno nie było to ...

Miasto w mojej pamięci. Powojenne wspomnienia Niemców z Łodzi

Obraz
M iasto w mojej pamięci. Powojenne wspomnienia Niemców w Łodzi pod redakcją Moniki Kucner i Krystyny Radziszewskiej zakupiłem dobrze ponad rok temu w ramach "pakietu" zamawianego z Wydawnictwa Uniwersytetu Łódzkiego . Książka na półce swoje odleżała, ja zresztą też mam już tutaj opóźnienia we wpisach na temat przeczytanych książek -- także wszystko w niedoczasie. Wspaniale. [Niedoczas] Jest to skrót wyrażenia „niedostatek czasu”, stworzony w latach 50. przez dziennikarza piszącego o szachach, niewystępujący w tekstach z zakresu literatury czy nauki i nieznany polszczyźnie potocznej. [ 1 ] Bardzo się cieszyłem na tę książkę -- żyłem przekonaniem, że może ona ciekawie uzupełniać pewien istotny element narracji o mieście z trudnego dla niego okresu II wojny światowej, wraz z jej następstwami. Kto, co i dlaczego w czasie II wojny światowej -- to dobrze tutaj wiemy, dlatego w tym miejscu odsuwam kwestię oceny, uznając także prawo Niemców do posiadania własnej narra...

Lustro Zachodu. Nazizm i cywilizacja zachodnia

Obraz
Przekonanie o całkowitej wyjątkowości nazistowskiego systemu III Rzeszy to całkiem wygodne rozwiązanie. Europa w pewnym stopniu odetchnęła z ulgą, kiedy winę za powszechnie rosnący przed wojną w siłę nacjonalizm i antysemityzm mogła scedować na przegrane Niemcy. "Chcemy, żeby początkiem i końcem ludobójstwa był nazizm. Tak jest najwygodniej" – te słowa szwedzkiego pisarza i reportera Svena Lindqvista tu nie padają, ale cała książka jest jedną z ich możliwych interpretacji. [ 1 ] Od czasu do czasu ktoś psuje powietrze , jak David Rieff w 1995 r., pisząc przy okazji kończącej się wojny w Bośni i Hercegowinie , że "nigdy więcej" znaczy już co najwyżej "nigdy więcej Niemcy nie będą zabijali Żydów w Europie w latach 40. XX wieku" [ 2 ] -- ale brzydki zapach szybko się ulatnia, o ile w ogóle zostaje przez kogokolwiek zauważony. Mimo upływu 22 lat od pierwszego wydania Slaughterhouse: Bosnia and the Failure of the West ten mocny cytat nie zrobił ...

Sny i kamienie

Obraz
Z beletrystyką jestem na bakier, dlatego też rzadko pojawiają się na tym blogu takie pozycje jak Sny i kamienie Magdaleny Tulli. Na publikację trafiłem jednak w mniej "nietypowym" dla mnie miejscu -- szukając informacji na temat Roberta Mosesa dotarłem do fragmentu utworu, wykorzystanego przez Łukasza Stępnika jako wstęp do wydania kwartalnika architektonicznego Rzut z 2015 r. [ 1 ]. Nikt już nie wiedział, czy doskonałość tego miasta ma spłynąć na mieszkańców, czy też – na odwrót – musieliby osiągnąć doskonałość, żeby w ogóle móc w nim wytrzymać. W chwilach rozpaczy zapytywali samych siebie, czy lenistwo jest defektem rasy, czy skutkiem urbanistycznego błędu. Mieszkańcy miasta, choć niewiele rzeczy ich obchodziło, głęboko odczuwali drażliwość tej kwestii. Kiedy siedzieli przy kuchennych stołach nad stygnącą herbatą, wiedzieli dobrze, że nie są tymi, dla których miasto zostało zbudowane. Ciała mieli miękkie, kości kruche, ich umysły zbyt łatwo się męczyły, a ich pr...