niedziela, 19 lipca 2015

Święta Ziemia. Opowieści z Izraela i Palestyny

Nieczęsto coś wygrywam -- być może dlatego, że nieczęsto biorę udział w konkursach [jak w tym żarcie o Żydzie, któremu Bóg kazał iść i w końcu wysłać kupon lotto...]. Niewykluczone, że ta relacja działa także w drugą stronę. Anyway -- tym razem dałem się namówić, nawet coś wygrałem i zdecydowanie nie żałuję.

Którejś nocy w pierwszych dniach czerwca nie czując potrzeby snu, wałęsając się po internetach trafiłem na blog Łukasza Kędzierskiego i jego recenzję książki Marcina Gutowskiego. Jako że mowa o bliskowschodnim reportażu, w komentarzach szybko zeszło na Pawła Smoleńskiego, którego coś już tam przeczytałem. Łukasz za polecenie książki podziękował stwierdzając jednocześnie, że jeśli mam ochotę na przeczytanie pracy M.Gutowskiego to może wziąłbym udział w konkursie ogłoszonym na jego blogu. A że następnej nocy znów wcześnie nie zasnąłem...

Recenzja książki Marcina Gutowskiego bardzo zachwalająca, ale ja – mimo wszystko – jestem ciekawy, czy udało mu się zbliżyć do poziomu Smoleńskiego („przeskoczenie” Smoleńskiego byłoby dla mnie naprawdę dużym zaskoczeniem).

Wyznaję: jestem (pozytywnie) zaskoczony.

Trudno mi ocenić, czy Marcin Gutowski "przeskoczył" Smoleńskiego (tu już trzeba by pewnie bawić się w bardziej szczegółowe analizy tekstów obu autorów, w ostateczności zdać się na kwestię gustu) -- ale z pewnością popełnił coś równie dobrego i wartego przeczytania. To bez dwóch zdań.

Profesor miał też jedno marzenie - opowiada mi Sigalit. - Chciał, by za jego życia wypełniło się biblijne proroctwo głoszące, że w czasach mesjańskich wilk zamieszka razem z owcą. Umieścił więc owcę z wilkiem w jednej zagrodzie, a na ogrodzeniu zawiesi fragment z Księgi Izajasza [1]. Tyle że od czasu do czasu musiał wymieniać owieczkę. [wstęp]

Wstęp to majstersztyk. Co najlepsze, później wcale nie jest gorzej.

Smoleńskiemu -- który był moim dotychczasowym punktem odniesienia -- udało się dotrzeć do wielu ciekawych ludzi. Gutowski moim zdaniem go pod tym względem przebił. W "Opowieściach z Izraela i Palestyny" znajdziemy więc rozmowy z żołnierzem batalionu Necach Jehuda (Nahal Haredi) -- jednostki, w której służą ultraortodoksyjni żydzi [2], z religijnym gejem -- przewodniczącym organizacji Hawruta, zrzeszającej osoby homoseksualne zachowujące religijną tożsamość [s. 22-26], z kobietami z religijnej organizacji feministycznej Neszot HaKotel (Kobiety Muru) [s. 30-33].

Dla nas to widok nie do zniesienia - tłumaczy rabin. - Nie możemy nie reagować. To przeciwko halasze. Nie powinny tu przychodzić ze zwojami Tory, w kipach i tałesach. To miejsce publiczne. Nie może być tak, że każdy robi tu, co mu się podoba. To taka sama nieobyczajność, jakby przyjść na to święte miejsce bez spodni, rozumiesz? Kobieta w modlitewnym stroju modląca się pod Kotelem to taka sama anomalia jak człowiek gryzący psa. To wbrew naturze i zdrowemu rozsądkowi! [s. 31-32]

Autor dociera nawet i opisuje [s. 308-312] społeczność żyjącą w al-Sajid -- małej beduińskiej wiosce, w której wykształcił się odrębny język migowy ABSL (Al-Sayyid Bedouin Sign Language). A to tylko kilka z wielu rozmów, które przeprowadził i utrwalił na kartach swojej książki. Chapeau bas!

Nawet po przeczytaniu kilku innych książek o Izraelu z pracy Marcina Gutowskiego można wyciągnąć wiele ciekawych informacji. Poznałem dzięki niej kontekst historii-legendy (vel mitu założycielskiegoJosefa Trumpeldora [s. 377] -- autor dekonstruuje nawet legendę o ostatnich słowach tego pierwszego Żyda w armii carskiej, który uzyskał oficerskie szlify (o czym zresztą polskojęzyczna bieda-wiki milczy, przyjmując te słowa za pewnik). Dużym zaskoczeniem -- na plus -- było również opisanie wpływu aliji z terenów byłego ZSRR na politykę Izraela od pierwszej połowy lat 90. XX wieku [s. 92-95] (podstawą była rozmowa z Lily Galili, dziennikarką izraelskiego Haaretza, autorką książki The Million that Changed the Middle East [3]). 

Jest też niezły łódzki smaczek. Nie miałem pojęcia, że chłopiec, którego historia stała się kanwą książki -- później zaś filmu -- "Biegnij, chłopcze, biegnij", po wojnie studiował matematykę na Politechnice Łódzkiej, zaś z okna łódzkiego tramwaju wypatrzył kilkunastoletnią wówczas Sonię -- swoją późniejszą żonę.

Pewnego dnia szesnastoletnia Sonia szła do klubu młodzieży żydowskiej, gdy o osiem lat starszy Jurek po zdanym egzaminie jechał z kolegą tramwajem do knajpy.
- Zobaczyłem przez szybę dziewczynę w bordowym płaszczu - wspomina. Powiedziałem tylko "Karol, trzymaj teczkę, ja wyskakuję z tramwaju". Kumpel odparł: "Idioto, zginiesz!". "Dotąd nie zginąłem, to i tym razem się uda". Wyskoczyłem - ciągnie opowieść Joram [4]. - Odwróciła się. Zobaczyłem jej twarz. Prawie zemdlałem.
- Rozpoznałam go. Był dość znany. Napisali o nim w gazecie, bo uratował nad Bałtykiem tonącego człowieka - tłumaczy Sonia, jakby wszystko to zdarzyło się wczoraj. - Najbardziej jednak zaimponował mi tym, że zabrał mnie, nastolatkę przecież, do klubu studenckiego. [s. 105]

Na koniec warto wspomnieć jeszcze o samym wydaniu -- czyli dobrej robocie, jaką wykonał Społeczny Instytut Wydawniczy Znak. Poza tym, że książka wydana jest estetycznie, jest atrakcyjna wizualnie, opublikowana z dbałością o szczegóły (jak przystało na dobre, szanujące się wydawnictwo), w treść książki wpleciono wiele ciekawych zdjęć; ponadto każdy z siedmiu rozdziałów zaczyna się dwustronnym zdjęciem /nie umiałem dobrze opisać to zrobiłem zdjęcie/.


Czymś co jednak w pełni kupiło moje serduszko jest fakt zamieszczenia w publikacji dwóch map (mapy Izraela i mapy Jerozolimy) -- a także słownika trudniejszych pojęć, kalendarium ważniejszych wydarzeń oraz kalendarza świąt (żydowskich, muzułmańskich i chrześcijańskich). Zaledwie kilka stron więcej, ale jaka wartość dodana! Ktoś w wydawnictwie naprawdę się postarał.

Reasumując: zdecydowanie warto mieć na półce.

A na koniec sam autor o książce -- polecam relację ze spotkania z autorem w Centrum Myśli Jana Pawła II w Warszawie: Marcin Gutowski o swojej książce o Ziemi Świętej (ekai.pl, 2015-04-21).

Przypisy:
[2] Ultraortodoksyjni żydzi odrzucają koncepcję współczesnego państwa Izrael (tak, tego samego, które ich utrzymuje w Mea Szearim). Co za tym idzie co do zasady nie podejmują obowiązkowej dla większości obywateli tego kraju służby w CaHaL. Z tego to względu batalion piechoty Necach Jehuda jest naprawdę wyjątkowy. Zobacz także: Żołnierze ortodoksyjni w Cahalu, izrael.org.il, 26.10.2013. (tłumaczenie tekstu Maayan Miskin i Ariego Soffera Hareidi Soldiers Among Most Active in Fighting Terror z izraelnationalnews.com).
[3] O książce można co nieco przeczytać w tekście Mashy Zur Glozman The million Russians that changed Israel to its core na stronie Haaretz.com. Polecam także ciekawy materiał Rosyjskojęzyczni Żydzi zmieniają Izrael: Nacjonalizm i choinki, opublikowany 29.12.2013 w Newsweek Polska.
[4] Po emigracji do Izraela Jurek Staniak (pod takim imieniem i nazwiskiem jako chłopiec ukrywał się w czasie wojny) przybrał imię Yoram Friedman.

Książka:
Marcin Gutowski, Święta Ziemia. Opowieści z Izraela i Palestyny, Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, Kraków 2015. ISBN: 978-83-240-3390-4.