środa, 18 kwietnia 2018

Katolicyzm w doktrynach ugrupowań narodowo-radykalnych do roku 1939

Zdaje się, że już wieki temu JG-W wraz z Szanownym Małżonkiem oczyszczali jedno z łódzkich mieszkań, przy okazji przekazując w dalsze -- jak to w legendach bywa dobre -- ręce książki z domowej biblioteczki. W moje (czy dobre, nie mnie oceniać) ręce wpadła nieduża objętościowo publikacja autorstwa Bogumiła Grotta Katolicyzm w doktrynach ugrupowań narodowo-radykalnych do roku 1939. Autora nie kojarzyłem, ale tytuł brzmiał dobrze.

Książka swoje odleżała (żadna nowość!) aż w końcu do torby podróżnej potrzebowałem publikacji niedużej, a przenośnej, i trafiło na tę właśnie.

Jedną z pierwszych myśli było "ciekawe, co na ten temat napisałby endek", a tu proszę. Powiedzmy, że dobrze się złożyło -- nieznany mi wcześniej Bogumił Grott to publicysta Myśli Polskiej, Naszego Dziennika, jak również członek Komitetu Obrony Dobrego Imienia Polski i Polaków. Także trafiłem. dobrze.

Książka składa się z czterech rozdziałów:
  • I. Nacjonalizm narodowo-radykalny "nacjonalizmem chrześcijańskim"
  • II. Między tendencjami monarchistycznymi a koncepcją "totalizmu katolickiego" i "ideą wodzostwa"
  • III. Koncepcje gospodarczo-społeczne a katolicyzm społeczny.
  • IV Antysemityzm - stosunek do rasizmu - poglądy na dzieje i ich katolickie motywacje.
Całość wieńczy zamknięcie, które poza powtórzeniem kilku kwestii, wprowadza także co najmniej jeden, wcześniej nigdzie nie zaznaczony wątek.

Autor sporo miejsca poświęca kilku koncepcjom, kluczowym dla omawianego zagadnienia (relacji katolicyzmu i nacjonalizmu), które powracają w publikacji wielokrotnie. Pierwszą z nich jest kwestia utworzenia "państwa bożego" poprzez koncepcję "nowego średniowiecza" i pomysły powrotu do "średniowiecznego uniwersalizmu", jaki w swoich wyobrażeniach pielęgnowali przedwojenni narodowcy, odwołując się do myśli Nikołaja Bierdiajewa. Jak zauważa już na samym początku Bogumił Grott:
Według publicystów narodowo-radykalnych ideologia ta, przytłumiona w XIX w. przez rozwój "materialistycznego" indywidualizmu, współcześnie miała odradzać się właśnie w postaci "nacjonalizmu chrześcijańskiego" [s. 13]
Dużo miejsca autor poświęca także różnicom, jakie miały oddzielać polski ruch nacjonalistyczny od swoich odpowiedników w nazistowskich Niemczech i faszystowskich Włoszech. Różnice te miały wynikać głównie z katolickich odniesień polskich narodowców, którzy podkreślając istotę personalizmu (powołując się przy tym na pisma katolickich świętych -- Augustyn z Hippony oraz Tomasza z Akwinu) mieli odrzucać nacjonalistyczne koncepcje Włochów (oparte na neoheglizmie [s. 112] [1]) oraz Niemców. Autor niestety nie do końca dekonstruuje tę narrację... Albo inaczej -- to, że taka narracja mijała się z rzeczywistością, można wyczytać z książki w różnych jej miejscach, także autorowi zarzucić nie można tego, że to pominął.
Trzeba zaznaczyć jednak, że wbrew akceptacji zasad personalizmu przez RNR inne wypowiedzi wychodzące spod piór jego publicystów i teoretyków były z nim w swej istocie sprzeczne. (...) ideologia RNR na odcinkach, gdzie w grę musiały wchodzić uzasadnienia filozoficzne, była zbieżna z poglądami katolickimi. Tam zaś, gdzie dochodziło do sformułowań o walorze bardziej praktycznym, zaznaczał się w nich duch w swej istocie nie pokrywający się z katolickim personalizmem [s. 77-78]
Ten duch zaś nie pokrywający się z katolickim personalizmem to nic innego, jak pójście w stronę ustrojów znanych z Włoch i Niemiec (szczególnie w przypadku ONR-Falanga), ale o tym już autor nie napisał, zadowalając się eufemistycznym stwierdzeniem.
Czując potrzebę ciągłego podtrzymywania sugestii swojej katolickiej prawomyślności, piśmiennictwo Ruchu Narodowo-Radykalnego rozpowszechnia jako miarodajne we własnym środowisku potępienie przez rzymską kongregację dla seminariów i uniwersytetów katolickich podstawowych według niej cech hitlerowskiego rasizmy oraz statolatrii. (...) Powyższa lista potępianych przez Kościół katolicki elementów rasizmu niemieckiego oraz statolatrii miała na celu przekonywać katolików że ideologia Falangi, a w szczególności jej antysemityzm, miały inny charakter i opierały się na innych podstawach. [s. 98-99]
(...) uporczywe wyjaskrawianie negatywnego stanowiska do rasizmu wydaje się mieć charakter zasłony dymnej i było wyrazem obaw przed konfliktem z władzami Kościoła. [s. 101]
W publicystyce RNR stało się prawie regułą, iż po akcentach zalecających zwiększenie władzy państwa w stosunku do jednostki następowały wyrazy odcinania się od praktyk stosowanych na tym odcinku w Niemczech i we Włoszech. [s. 76]
Autor wzbraniał się z całych sił aby wprost napisać, że koncepcje ONR (czy szerzej -- ideologów ruchu narodowo-radykalnego, w szczególności ONR-Falangi) tworzyły idee zbieżne z włoskim faszyzmem i niemieckim nazizmem. W książce udało się wypuścić jedynie jedno zdanie na ten temat. I znów -- zarzucić, że kwestia przemilczana, nie można.
Można więc śmiało przyjąć tezę, że gdyby koncepcje ustrojowe Falangi zostały wprowadzone w życie, to dałyby one obraz w swej istocie zbliżony do praktyki włoskiego faszyzmu [s. 59]
Autor "delikatnie" obchodzi się także z kwestią niemieckich ustaw norymberskich, które oczywiście były według ONR złe, ale tak nie do końca.
(...) mimo potępień kierowanych pod adresem niemieckiego rasizmu, w Falandze nie wahano się pochwalać ustaw norymberskich, dopatrując się jednak w nich nie prawnego ukoronowania hitlerowskiego antychrześcijańskiego przecież rasizmu, lecz realizacji właściwego dla średniowiecza stosunku do Żydów. [s. 101]
Dodam jedynie, że w okresie międzywojennym posłowie Obozu Zjednoczenia Narodowego (wywodzący się z kolei z kręgów sanacyjnych) postulowali wprowadzenie w Polsce ustaw o podobnym brzmieniu, czemu przeszkodził głównie atak hitlerowskich Niemiec na Polskę we wrześniu 1939 r.
Reprezentanci tzw. obozu narodowego, a nawet pomniejsi działacze wchodzący w skład obozu rządowego lekceważyli natomiast wszelkie względy. W czasopiśmie „Jutro Polski”, wydawanym przez Służbę Młodych OZN, postulowano wprowadzenie ustaw antyżydowskich z następującą argumentacją: „Niemcy załatwiły się ze swoimi Żydami w sposób znany, radykalny i bez skrupułów. I dopiero wtedy opinia «humanitarnego» zachodu uznała za konieczne zająć się zagadnieniem żydowskim […]. Czy więc dopiero hitlerowskie metody zwracania uwagi na aktualność zagadnienia żydowskiego mogą przemówić do zrównoważonych reprezentantów opinii angielskiej i amerykańskiej? [2]
Tak zachowawczy i zdystansowany stosunek do formującego się nazistowskiego ustroju w Niemczech (jaki sugeruje autor opracowania) nie przeszkodził jak widać w publikacji przez ONR-Falanga tekstów jak poniższy [3]. Artykuł ukazał się na początku lutego 1937 roku, czyli długo po przyjęciu deklaracji ideowej ONR (14 kwietnia 1934 -- data uznawana za początek istnienia tej organizacji) oraz długo po dokonanym podziale ONR-u.

Współczesne popłuczyny przedwojennego ONR-u -- jak się niedawno przekonaliśmy -- do dziś obchodzą hucznie temu podobne rocznice, świętując przy dźwiękach nazistowskich marszy i zajadając się tortem z wunderwaffel, ułożonymi w kształt indyjskiego symbolu szczęścia [4].

W kontekście relacji do oficjalnego nauczania Kościoła Katolickiego ciekawy jest także fragment dotyczący manipulowaniem treścią innej encykliki -- Quadragesimo Anno papieża Piusa XI [s. 87], także zainteresowanych tych wątkiem do niego odsyłam.

Sprawę sprzeczności między totalitaryzmem a nauczaniem Kościoła Katolickiego (personalizm) Falanga ugrywała koncepcją "nacjonalizmu chrześcijańskiego". Bogumił Grott podsumowuje to następująco:
Nacjonalizm Falangi, głosząc "misję narodu", która polegałaby na "narzucaniu światu" tegoż "nacjonalizmu chrześcijańskiego", miałby tym samym zniszczyć siły i prądy wrogie chrześcijaństwu. W ten sposób organizacja ta chciała uzyskać sankcję religijną dla swego nacjonalizmu i propagowanych przezeń celów. Równocześnie postulowała bardzo duże podporządkowanie jednostki państwu, co w rzeczywistości byłoby sprzeczne z założeniami respektowanego przez nią w swej propagandzie personalizmu. Usprawiedliwieniem takiego stanu rzeczy miałaby być "misja dziejowa" narodu, która zgodnie z zapewnieniami ideologów Ruchu Narodowo-Radykalnego miałaby przecież posiadać charakter chrześcijański. Tym sposobem tak projektowany nacjonalizm, choć w szczegółowych swych dyspozycjach niezupełnie zgodny z duchem chrześcijaństwa, miałby być zaakceptowany przez Kościół jako wykonawca zadań i realizator celów nominalnie dla niego korzystnych [s. 19]
Mimo bardzo silnie uwydatniającej się katolicyzacji ideologii Falangi, tak szczegółowe koncepcje, jak i praktyka codziennego działania czyniły ją ugrupowaniem najmniej katolickim spośród nurtów politycznych wywodzących się z byłego OWP. [s. 20]
Tak na boku -- i na zakończenie powyższego wątku -- przypomnę, że jednym z głównych ideologów Falangi (tych dzielnych antykomunistów ;-) ) był Bolesław Piasecki -- polityk nacjonalistyczny, twórca kolaborującego z polskimi komunistami Stowarzyszenia „PAX” (linia polityczna PAX-u zmieniła się dopiero po śmierci Piaseckiego), poseł na Sejm PRL IV, V, VI i VII kadencji, w latach 1971–1979 członek Rady Państwa. To od jego nazwiska falangistów nazywano również bepistami, w opozycji do rossmanowców, czyli grupy ABC (tu z kolei chodziło o Henryka Rossmana).

Niezwykle ciekawym i dokształcającym wątkiem jest kwestia różnic programowych, które autor w wielu miejscach wspomina, a które doprowadziły do podziału ONR w kwietniu 1935 r. (na stronnictwa ONR-Falanga oraz ONR-ABC). Oczywiście w wielu miejscach obie te organizacje się ze sobą zgadzały -- wspólnymi polami były między innymi kwestie antysemityzmu [5] czy poglądy na "obcy kapitał" [s. 83-85]. Rozbieżności okazały się jednak znacznie ciekawsze niż podobieństwa.

Koncepcje ONR-Falanga spokojnie można porównać do idei, które do dzisiaj funkcjonują w reżimach totalitarnych (m.in. w Chińskiej Republice Ludowej) -- stworzenia "narodowej gospodarki planowanej" [s. 82], powołania "nowego człowieka" [s. 23], stworzenie obowiązkowej -- do 21 roku życia -- młodzieżowej organizacji polityczno wychowawczej (postulat Bolesława Piaseckiego, s. 35), rugowanie ze szkół nieodpowiednich według kryteriów narodowo-radykalnych sił pedagogicznych, kontrolę środków masowego przekazu [s. 37]. Wisienką na torcie może być koncepcja monopartii (określanej dla niepoznaki jako "organizacja narodu"), która niepodzielnie sprawowałaby władzę [s. 37] [6].
Zwolennicy Bolesława Piaseckiego zamierzali poddać gospodarkę ścisłej kontroli państwa, podobnie jak i inne sektory życia społecznego. Do tego miałaby właśnie służyć OPN [Organizacja Polityczna Narodu, czyli "monopartia" - JG]. Jej ekspozyturą w dziedzinie życia gospodarczego stałaby się Narodowa Organizacja Pracy (...). Na terenie poszczególnych zakładów istniałyby Narodowe Załogi Robotnicze, mające za zadanie współpracować z przedsiębiorcą w celu realizacji zadań gospodarczych przypadających mu w udziale zgodnie z obowiązującym planem gospodarczym. Narodowa Załoga Robotnicza byłaby podporządkowana OPN posiadającemu w każdym zakładzie swego delegata [7] dysponującego dużym zakresem władzy normowanej przez kodeks pracy. [s. 53]
Nic zatem dziwnego, że Bolesławowi Piaseckiemu tak bliskie mogły być koncepcje tworzącej się po wojnie w Polsce władzy ludowej.

Grupa ABC w swoich koncepcjach odwoływała się bardziej do tradycji przedrozbiorowych [s. 42] (całkowicie odrzucając koncepcje wodzowskie czy pomysły stworzenia monopartii). Postulowali, aby posłowie nie rekrutowali się spośród zawodowych polityków (izba poselska miałaby stanowić miernik opinii publicznej), chcieli także zabronić agitacji przedwyborczej "(...) będącej według opinii panujących w grupie ABC sposobem wywierania sugestii przez ośrodki polityczne /partie/ na ogół społeczeństwa" [s. 43]. Grupa rossmanowców postulowała także -- w opozycji do bepistów -- rozwój różnego rodzaju związków społecznych, niezależnych od opieki państwa, co ich zdaniem miało "wpłynąć korzystnie na stan i pomyślność społeczeństwa" [s. 44]. Nie oznacza to jednak -- co należy mocno podkreślić -- że koncepcje grupy ABC ciążyły ku jakimkolwiek formom demokracji liberalnej.
Jednostka, według teoretyków grupy ABC, winna w początkowym okresie swego rozwoju, pozostając pod opieką rodziców, podlegać indywidualizacji. Ta jednak miałaby zamykać się w ściśle określonych ramach wyznaczanych przez panujący w państwie system ideowy. [s. 45]
(...) ideolodzy grupy ABC uskarżali się nieraz na nadmierne, ich zdaniem, przesiąknięcie współczesnego im systemu wychowawczego w Polsce wpływem racjonalizmu z uszczerbkiem dla interesów Kościoła i katolicyzmu. (...) Szkoła winna być szkołą religijną, gwarantującą wpojenie młodzieży moralności wyższej od panującej powszechnie w kraju. [s. 45]
Chciałoby się dodać -- w kraju z dominującym odsetkiem katolików.

Warta uwagi jest także dyskusja na temat polskiego charakteru, która stanowiła kolejną kość niezgody między Falangą a grupą ABC (wątek był sygnalizowany już wcześniej). Falanga zdecydowanie odrzucała "polski charakter narodowy" jako bierny, pozbawiony jaskrawych barw, zmienny, koniunkturalny [8]. Postulowała -- jak wspomniałem wcześniej -- stworzenie nowego człowieka [9].
W związku z imputowanymi Polakom cechami nawoływano w obrębie Falangi do wpajania "ducha agresji", jako rzekomo wysokiej wartości o własnościach sprawczych niezbędnych przy realizacji celów na wielką skalę, zwłaszcza o charakterze imprialistycznym. W środowisku Falangi mówiono nawet o potrzebie "rewolucji wewnętrznej", a więc psychicznej, likwidującej istniejący według ideologów tej grupy stan apatii i bierności, oraz konieczności wychowania "nowego człowieka". [s. 23]
Grupa ABC -- odwołująca się do przedrozbiorowych tradycji -- widziała w polskim charakterze narodowym potencjał, wynikający z charakterystycznego dla Polaków miksu silnego indywidualizmu oraz poczucia wspólnoty.
Zupełnie inaczej przedstawia się sprawa na tle polskiej psychiki. Jest ona właśnie w takich dziedzinach całkowicie zaprzeczeniem niemieckiej. Przy dużej więc dezorganizacyjności i pewnej trudności w kierowaniu, przy buńczucznym i szkodliwym nieraz indywidualizmie - jak to diagnozowali ONR-owcy z ABC - stać nas również na dokonywanie wspólnymi siłami rzeczy wielkich, jednak nigdy na rozkaz i nigdy pod groźbą kary czy represji, ale zawsze dobrowolnie i ochoczo. [s. 46]
W części poświęconej koncepcjom gospodarczo-społecznym w kontekście katolicyzmu społecznego autor również zgrabnie ujął kwestie antysemickie. Oczywiście zaznaczone w publikacji zostało, że wsparciem miałyby zostać objęte jedynie formy działalności prowadzone przez Polaków, jednak ani słowem nie została wspomniana kwestia rosnącego antysemityzmu w kontekście bojkotu ekonomicznego Żydów (propagowanego przez środowiska endeckie), prowadzącego do aktów agresji wobec mniejszości żydowskiej. Co jednak ciekawe, autor wspomniał o tym, że "zajadły antysemityzm" stanowił w polskich ugrupowaniach nacjonalistycznych "istotny element tworzonych koncepcji gospodarczych" [s. 85], nie zdecydował się -- mimo tak dużego znaczenia elementu -- rozwinąć tego wątku (np. napisać o sposobach realizacji antysemickich założeń gospodarczych środowisk ONR).

W publikacji trudno doszukać się również informacji na temat tego, jak nauczanie Kościoła Katolickiego odnosiło się / wpływało na antysemityzm propagowany przez środowiska ONR -- choć kilka innych, równie istotnych wątków (jak wspominana wcześniej relacja między personalizmem chrześcijańskim a koncepcjami totalitarnymi) znalazło swoje poczesne miejsce w książce Bogumiła Grotta. Dopiero w ostatniej części publikacji ("Zamknięcie") znalazło się jedno lapidarne zdanie, które wskazuje wprost powiązanie między nauczaniem Kościoła Katolickiego a międzywojennym, polskim antysemityzmem. Autor -- co oczywiste -- nie zdecydował się na rozwinięcie tego wątku.
Natomiast znacznie lepsze oparcie w katolicyzmie znajdował antysemityzm narodowych radykałów, który, podobnie jak i jego młodoendecki odpowiednik, szeroko posługiwał się argumentacją zaczerpniętą tak z tradycji Kościoła, jak i postaw oraz opinii współczesnego kleru. [s. 120]
Tak czy inaczej -- ten czarno-brunatny romans ma się dobrze także dzisiaj (chociaż precyzyjniej rzecz ujmując, w tej konkretnej sytuacji biało-brunatny) [10].
Mimo wszystko publikacja jest niezwykle cenna (m.in. na całkiem bogate uźródłowienie pracy -- szczególnie w kontekście jej niewielkiej objętości). Warto było ją dołączyć do mojej międzywojennej półki książkowej.

Przypisy:
[1] Autor niestety pominął fakt, że także Włosi -- poza powrotem do filozofii Hegla -- odwoływali się, tak samo jak polscy nacjonaliści, m.in. do encykliki Rerum novarum papieża Leona XIII.
[2] Jerzy Tomaszewski: Wokół obywatelstwa Żydów polskich (1918–1939) [w:] Żydzi w II Rzeczypospolitej, wybór i opracowanie Artur Markowski, Szymon Rudnicki, Instytut Historyczny Uniwersytetu Warszawskiego i Wydawnictwo Neriton, Warszawa 2016, s. 112.
[3] Artykuł "W rocznicę zwycięstwa rewolucji hitlerowskiej" pochodzi z czasopisma „Falanga. Pismo Narodowo-Radykalne” nr 5 (31), 10 luty 1937 roku. To tak, gdyby ktoś chciał napisać, że fake news.
[4] Zostawię to tutaj. Mam nadzieję, że kiedyś jakieś przyszłe, polskie społeczeństwo (którego już pewnie nie doczekam) popatrzy na ten fragment polskiej historii i stwierdzi: niektórzy nasi przodkowie musieli być idiotami. Kamil Sikora, Swastyka to nie symbol nazizmu, ale… szczęścia. Tak twierdzi prokuratura w Białymstoku, naTemat, 25 czerwca 2013. Dla potomnych -- tym prokuratorem był Dawid Roszkowski.
[5] Autor nazywa go nawet "zajadłym antysemityzmem" [s. 85].
[6] Od koncepcji "monopartii" vel "organizacji politycznej narodu" miała się odcinać frakcja ABC.
W obrębie grupy ABC uznano, iż "jedyną naturalną hierarchiczną organizacją polityczną narodu jest państwo narodowe". Tworzenie obok niego innej hierarchii politycznej mogłoby doprowadzić jedynie do "anarchii". Odżegnywano się więc formalnie od rządów monopartii jako obcego wzorca. [s. 41]
Nie jednak muszę dodawać, że również grupa ABC członków wspólnoty, tworzących "państwo narodowe", klasyfikowała raczej zawężająco niż inkluzywnie -- wyłączając z niej (co oczywiste) mniejszość żydowską.

[7] Podobny system -- mutatis mutandis -- działa współcześnie w Chińskiej Republice Ludowej, gdzie komórki Komunistycznej Partii Chin działają w strukturach większości chińskich spółek, angażując się m.in. w ich decyzje strategiczne. Inaczej rzecz ujmując: nie jest praktycznie możliwe robienie większych interesów z ChRL bez otarcia się o partię.
[8] Wyliczenie za Wojciechem Kwasieborskim [s. 23].
[9] Czyż to nie zabawne, że powołanie do życia "nowego człowieka" było także celem ruchu komunistycznego?
[10] "Młodość, wiara, nacjonalizm". Narodowcy na Jasnej Górze, fakty.interia.pl [dostęp: 17 kwietnia 2018]

Książka:
Bogumił Grott: Katolicyzm w doktrynach ugrupowań narodowo-radykalnych do roku 1939, Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 1987. ISBN: 83-233-0182-4; ISSN: 0137-2432.

niedziela, 8 kwietnia 2018

Z problematyki cyberpunku. Literatura - sztuka - kultura

Jako kryptofan filmów science fiction, oglądanych pokątnie nocami w domowych pieleszach (filmowy skrytożerca?), postanowiłem nieco podciągnąć swoją wątpliwej jakości wiedzę z przedmiotowego zakresu. Lektura książki Adam Mazurkiewicz: Z problematyki cyberpunku. Literatura - sztuka - kultura (nabytej wieki temu w ramach zakupów w Wydawnictwie Uniwersytetu Łódzkiego) wydawała mi się w tej kwestii całkiem dobrym pomysłem. Liczyłem też po cichu na podpowiedzi po co powinienem jeszcze sięgnąć jeżeli chodzi o kinematografię. Tak, wiem, cyberpunk to w tym aspekcie nisza nisz, pył gwiezdny i tak dalej -- ale od czegoś trzeba zacząć. Odczucia po lekturze? Niestety -- głównie niedosyt.

Jeżeli chodzi o stronę formalną publikacji, podzielona została na trzy części: rozbudowany wstęp, Historia i teoria problematyki cyberpunkowej oraz Hasła (stanowiące największą część publikacji).

Część Hasła (strony od 111 do 411) zorganizowana została w formie encyklopedii, gdzie pod kolejnymi hasłami kryją się dłuższe lub krótsze notatki wyjaśniające poszczególne zagadnienia, kluczowe według autora publikacji dla tematyki cyberpunku. Wykaz haseł, który pozwoli poruszać się po tej części, umieszczony został dopiero na końcu publikacji (s. 513). Tematyka haseł to zupełny freestyle: od zagadnień problemowych (m.in. cyberpunk w komiksie polskim, cyberpunk w filmie, cyberpunk a metafizyka), po omówienia poszczególnych utworów (m.in. cykl Sprawl, Czy androidy marzą o elektrycznych owcach [1], Neuromancer, OverKill 2021) aż po hasła związane z pojedynczymi zagadnieniami (m.in. przemoc, nanotechnologia, miasto, cyborg). Encyklopedyczna część pozwala traktować książkę jako narzędzie, po które można sięgnąć w przypadku chęci odwołania się do danego zagadnienia. Przydatny z pewnością okaże się również niezwykle rozbudowany indeks osobowo-rzeczowy (s. 475-512).

Wśród dłuższych haseł w książce znalazły się też takie, które -- proszę mi wybaczyć -- można potraktować jako krótkie zapychacze, choć każde z nich mogłoby stać się zapewne kanwą do niezwykle ciekawych rozważań. Tak jest m.in. z hasłami przemoc (s. 370-371), "podrasowanie" ciała (s. 369), narkotyki (jako motyw tekstów kultury cyberpunkowej) (s. 355-356). Niejednokrotnie miałem wrażenie ślizgania się autora po powierzchni -- i byłbym kontent, gdyby w słowniku znalazło się nawet 50% mniej zagadnień, ale z większą głębią.

Jeżeli chodzi o odwołania do utworów cybepunkowych, dużo uwagi (przynajmniej w zakresie wspomnienia o...) poświęcono klasyce, czyli Trylogii ciągu Williama Gibsona (z naciskiem na  Neuromancera), Duchowi w pancerzu / Ghost in the Shell Masamunego Shirow, Pieprzonemu losowi Kataryniarza Rafała Ziemkiewicza, Perfekcyjnej niedoskonałości Jacka Dukaja oraz cyklowi Matrixa Lany i Lilly Wachowskich.

Ach, i te zwielokrotnione określenie "magia krzemu" / nurt fantastyki spod znaku "magii krzemu" (jak się wydaje licentia poetica autora, choć sądząc po samym googlaniu sformułowanie jakoś szczególnie się nie przyjęło -- poza tekstami autora).

Autor nie boi się także stawiania dość kategorycznych tez, dość nietypowych jak na publikację akademicką. Jeden z ciekawszych przykładów mocnego postawienia sprawy znalazłem w haśle poświęconym Neuromancerowi
Tak zwani wewnętrzni krytycy (tj. miłośnicy fantastyki bądź jej twórc, publikujący szkice popularyzujące) nie wahają się określać Neuromancera mianem powieści wzorcowej, kodyfikującej istotę fantastyki cyberpunkowej. Opinia ta wydaje się jednak przesadzona. Jakkolwiek powieść Gibsona jest warsztatowo sprawnie napisana i z pewnością nowatorska, określenie jej mianem "kanonicznej" należy uznać za przejaw egzaltacji krytyka-fana, niepotrafiącego zdystansować się wobec obiektu swych fascynacji. [s. 357]
Wiem, że można -- święte prawo autora (a i być może lepiej byłoby napisać klasyczny, nie kanoniczny). Ale mimo wszystko nie spodziewałbym się w takiej publikacji.

Powody, dla których powstała ta publikacja, autor wyjaśnia na samym początku
Podstawową motywacją przyświecającą pracy nad tematem było przekonanie o randze problemów ewokowanych przez kulturę cyberpunkową, zwłaszcza jej obieg popkulturowy. Popularność - jaką cyberpunk od lat cieszy się wśród twórców fantastyki naukowej - zaowocowała zarówno w obcojęzycznym (głównie anglosaskim), jak i rodzimym literaturoznawstwie dość licznymi pracami teoretyczno- i krytycznoliterackimi, o różnej wartości merytorycznej. Jednakże ich lekturze towarzyszyło wrażenie niewystarczalności i niekompletności. Trudno znaleźć w nich odpowiedzi na wiele pytań, zwłaszcza związanych ze społecznymi aspektami istnienia cybepunku. [s. 9]
Cóż, mam podobne wrażenia po lekturze książki Adama Mazurkiewicza.

Podsumowując -- można mieć na półce, żeby od czasu do czasu sięgnąć, ale w zasadzie po lekturze i zrobieniu sobie kilku notatek można spokojnie udać się po nią do biblioteki (w razie potrzeby).

[4 lutego 2019]
W ramach cyklu 7 wspaniałych na Filmwebie powstało zestawienie siedmiu najlepszych filmów cyberpunkowych. Poleca się poszukującym inspiracji.

Przypisy:
[1] Dla mniej zorientowanych -- chodzi o powieść, która stała się kanwą dla znanego szerzej filmu Ridley'a Scotta Łowca androidów.

Książka:
Adam Mazurkiewicz: Z problematyki cyberpunku. Literatura - sztuka - kultura, Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź 2014. ISBN: 978-83-7969-357-3.