niedziela, 13 grudnia 2015

Zatańczą ci, co drżeli. Polska sztuka krytyczna

Książka, którą dostałem już jakiś czas temu od KJ, całkiem ciekawie wpisała się w obecny kontekst społeczno-polityczny (czy też ogólny klimat panujący wokół szeroko pojętej sztuki). Będąc niedawno w Zachęcie na "Zaraz po wojnie" zahaczyłem również o tegoroczną edycję konkursową "Spojrzenia 2015" i jednym z głównych wrażeń, jakie miałem (w związku z lekturą książki Karola Sienkiewicza -- jako, nie ukrywajmy tego, ignorant w kwestiach związanych ze sztuką) było to, że wiele z przedstawianych prac można określić jako spokojne / poprawne.

Tymczasem idąc tropem Hanny Wróblewskiej (tak swoją drogą: od 2010 r. dyrektorki tej galerii), można po raz kolejny przytoczyć jej słowa z chwili, kiedy wypowiadała się na temat awantury wokół działalności Zachęty na przełomie wieków:
(...) największym problemem polskich decydentów kultury wydaje się niemożność pogodzenia się z tym, że sztuka współczesna nie ma charakteru dekoracyjnego, a jej przesłaniem nie jest ładnie wyglądać ani sprawiać przyjemność wszystkim polskim podatnikom". [s. 346]

Czytając o dokonaniach artystów i artystek, które zdecydował się zrelacjonować Karol Sienkiewicz można uznać, że schlebianie gustom czy przypodobanie się szerokiej publiczności to jedne z ostatnich rzeczy, o które mógłbym ich posądzić.

W tym tekście (komentarzu do książki na blogu) nie będę nawet próbował stawać w szranki Izabelą Kowalczyk, która pod koniec zeszłego roku w obszernym artykule opublikowanym na stronie Obiegu zmierzyła się nią [1]. Co prawda trochę w niej napuszonego autopromo (no offence!), ale jeśli się je przetrawi, to autorka zawarła w nim kilka naprawdę celnych, krytycznych uwag pod adresem pracy K.Sienkiewicza.

Autor pokazuje, choć raczej w sposób niezamierzony, kto jest bardziej, a kto mniej ważny, kto tu rządzi i rozdaje karty, jakie galerie i muzea uznać należy za liczące się, kto ma wstęp na salony i do rządowego samolotu. Najbardziej liczy się udział w międzynarodowych wystawach typu Biennale w Wenecji czy documenta w Kassel, niekwestionowana jest władza Zachodu i zachodnich instytucji, które zatwierdzają to, co w polskiej sztuce uznać należy za ważne (udowadniają to opisane tu historie m.in. Zofii Kulik, Zbigniewa Libery i Katarzyny Kozyry). [1]

Pozwolę sobie jednak (mimo wszystko) nawiązać do jednego z wątków w/w tekstu:

Zachodzę w głowę, o co chodzi w tym tytule, po części odwołującym się do „Drżących ciał" Artura Żmijewskiego. Czy mają tańczyć tak, jak im się zagra? Dostosować się do panujących wymogów art-worldu? A może tańczą ci, którzy na to zasłużyli (czyli zostali dobrze wypromowani)? [1]

Moim pierwszym skojarzeniem po zobaczeniu na okładce pracy Artura Żmijewskiego "KR WP" z 2000 roku było powiązanie "drżenia" z musztrą, dyscypliną, zaś "tańczenie" z salą baletową, na której ta sama musztra była później wykonywana.

Nago utrzymanie dyscypliny przychodzi z trudem, zostaje wyśmiana, a ciała wcześniej zawłaszczone przez wojskowy dryl, zostają symbolicznie zwrócone żołnierzom. [s. 353].

Swoją drogą genialnie nakłada się na to praca Adama Broomberga i Olivera Chanarina "Rudiments" ("Podstawowe zasady"), prezentowana między czerwcem a wrześniem 2015 r. w CSW.

Kluczową pracą na wystawie jest film zatytułowany "Rudiments" ("Podstawowe zasady"), przy którego tworzeniu artyści współpracowali z grupą kadetów przebywających na obozie wojskowym na przedmieściach Liverpoolu. Nie jest do końca jasne, czy sceny, które oglądamy, zostały zaaranżowane przez artystów, czy też jedynie dokumentują rutynowe praktyki szkolenia. Absurdalna i niepokojąca obecność błazna – mrocznego klauna, którego występ balansuje na skraju wulgarności, radykalnie wystawia na próbę militarne kody i zakłóca starannie zaplanowane układy zbiorowej choreografii. [2]

Sporym zaskoczeniem było dla mnie odkrycie ciekawego epizodu z życia Włodka Adamiaka, z którym miałem przyjemność przez pewien czas pracować. Wiedziałem o grupie Urząd® Miasta, o Strychu na Piotrkowskiej 149, o Kulturze Zrzuty  -- ale o tym, że to między innymi dzięki Włodkowi Adamiakowi na światło dzienne wypłynął talent Zbigniewa Libery... O tym już nie wiedziałem.

Analizując dzieła w muzeum, Libera sam zaczał rysować i malować. Zauważył go mąż lekarki, koleżanki jego matki z pracy, Włodzimierz Adamiak, architekt. Pod jego okiem malował. Za radą Adamiaka w 1978 roku wyjechał studiować wychowanie plastyczne w Toruniu. Ale wrócił po strajkach sierpniowych 1980 roku i rejestracji Solidarności. (...) Przerwał studia, ale dzięki Adamiakowi wszedł w środowisko łódzkiej Kultury Zrzuty. Zrzuty od zrzutki - w grupie odmieńców różnego autoramentu, operujących żartem, skandalem, a nawet szyderstwem i żenadą, niezależnych i od państwa, i od Kościoła, każdy dorzucał coś od siebie. W pracowni Adamiaka przy Piotrkowskiej 149 na początku maja 1982 roku zainaugorowano Strych, legendarne miejsce dla łódzkiej kultury w latach 80. (...) U Adamiaka na Struchu, bardziej miejscu spotkań niż galerii, w czerwcu 1982 roku Libera zadebiutował jako artysta. (...) Jego wystawę zrzutowcy ze Strychu wprawdzie krytykowali, ale zaakceptowali go jako jednego z nich. Tak Libera został satelitą Łodzi Kaliskiej, bliskiej Strychowi łódzkiej grupy artystycznej, która stanowiła też trzon Kultury Zrzuty. [s. 10-11]

Praca Karola Sienkiewicza jest też -- poza agredatem wspomnień o jakimś wycinku polskiej sztuki krytycznej (mniej więcej od czasów duetu KwieKulik, przez Kowalnię po początek lat dwutysięcznych) -- ciekawą retrospekcją obrazu polskiego społeczeństwa i różnych wydarzeń społecznych tego okresu. W aktualnym, obfitującym w ciekawe wydarzenia w pogranicza sztuki i polityki czasie, warto się czasami zatrzymać i spojrzeć na to wszystko z dystansu.

"Dwa dni po Cejrowskim szacowny gmach Zachęty nawiedziła dwójka posłów Porozumienia Polskiego, Halina Nowina-Konopczyna i Witold Tomczak. Posłanka odwróciła uwagę ochrony, dzięki czemu poseł przesunął trzydziestokilowy kamień przygniatający figurę papieża, uszkadzając przy tym rzeźbę. (...) Tomczak wspominał: Było ciężko. Ten meteor nie był ze styropianu, jak myśleliśmy, ale to był ciężki głaz, który na wózku wwoziło dwóch ludzi. Z bożą pomocą dałem sobie radę. Ojciec święty obrócił się przy tym na plecy."
"(...) innym razem [poseł Tomczak] jechał pod prąd i nie chciał się poddać badaniu alkomatem. Twierdził, że policjanci zachowywali się agresywnie na widok nalepki Radia Maryja na szybie jego samochodu."
"Po wyczynach w Zachęcie odbierał gratulacje. Zapowiadał kolejne interwencje: wycieczkę do Krotoszyna, gdzie - jak mu doniesiono - prezentowano obraz, na którym Chrystus pił z apostołami wódkę."
"Już dwa dni przed oficjalnym otwarciem wystawy Tomczak wystosował list adresowany do premiera Jerzego Buzka, ministra kultury Kazimierza Michała Ujazdowskiego oraz ministra sprawiedliwości Lecha Kaczyńskiego (a do wiadomości nuncjusza apostolskiego w Polsce arcybiskupa Józefa Kowalczyka, kardynała Józefa Glempa oraz mediów), w którym określał Rottenberg jako 'urzędnika państwowego żydowskiego pochodzenia' (...). Dalej pisał: 'Wyrażam ubolewanie, iż Anda Rottenberg nie chce realizować swoich kontrowersyjnych pomysłów w Izraelu, za pieniądze tamtejszych podatników'." [s. 337, 339-340]

Jest też kilka ciekawych wątków i ciekawostek, jednak brak jakichkolwiek przypisów w pracy (na co zwróciła uwagę w cytowanym wcześniej tekście Izabela Kowalczyk [1]) utrudnia lub nawet uniemożliwia ich dalsze wykorzystywanie. Trudno oddzielić interpretacje autora od faktów.

Już latem 1990 roku zapadła decyzja o wprowadzeniu religii do szkół. Na tym, że w tej sprawie nie odbędzie się referendum, zaważył głos Jana Pawła II, który twierdził, że najlepszym referendum jest metryka chrztu, a przecież każdy ochrzczony ma obowiązek pogłębiania wiary. [s. 93]

Oczywiście dla części wydarzeń można znaleźć alternatywne źródła je potwierdzające...

Pamiętam, że przed wprowadzeniem religii do szkół przy stole zrodziła się dyskusja na temat słuszności referendum w tej sprawie. Papież się bardzo obruszył i powiedział: „Referendum? Metryka chrztu jest referendum!”. [3]

...ale nie zmienia to faktu, że reszta wydaje się bardziej lub mniej trafną interpretacją autora. Tym bardziej, że autor ten nie potrafił w swojej pracy powstrzymać się od kilku/ -nastu /-dziesięciu uszczypliwości pod adresem różnych osób, z którymi nie było mu po drodze. Zawsze można też powiedzieć, że to realizacja idei Artura Żmijewskiego, zgodnie z którą "za najlepszą strategię artystyczną"  miał uważać

(...) wchodzenie z ludźmi w konflikty, dlatego że konflikt jest relacją zmierzającą do przełomu, [...] do tego, aby ludzie za czymś się opowiedzieli. Jest to rodzaj gry, w której prowokuje się innych, by dokonali wyboru." [s. 202]

Kończąc -- gorąco polecam (jako świetne uzupełnienie do książki) tekst Pawła Leszkowicza "Czy twój umysł jest pełen dobroci?", opublikowany z Obiegu 18 lipca 2006 r. W naprawdę dobrym stylu poddaje on krytyce niektóre prace Katarzyny Kozyry, Zbigniewa Libery czy Artura Żmijewskiego, wychodząc w swojej krytyce z pozycji etyki humanistycznej.

Sugeruję, że artyści nie powinni przekraczać praw człowieka, gdyż są one fundamentem, na którym i ich prawa są ufundowane w demokratycznym społeczeństwie. Jeśli to jednak czynią to akurat w Polsce nie są żadną alternatywą, awangardą, eksperymentem lub krytyką systemu, ale jego biernym trybikiem. Pora pozbyć się wówczas iluzji niewinności i niezależności.

Sprzeciw wobec cenzury politycznej jest równie ważny jak refleksja nad artystycznym nihilizmem i dehumanizacją. To bowiem dwie strony tego samego układu i załamanego kontraktu społecznego. [4]

A już rzeczywiście na sam koniec coś, co przed chwilą znalazłem -- i co chciałbym zachować także tutaj (być może komuś się przyda). Na stronie 167 Karol Sienkiewicz publikuje wiersz trzech Marcinów (Świetlickiego, Barana i Sendeckiego), opublikowany w Brulionie.

Napisalibyśmy wiersze
pełne niezłych idei
lub jakichkolwiek.
Ale, drogi Julianie,
żadna nie stoi za oknem.
Tak, za oknem ni chuja idei
.

Niestety wiersz ten został przez K.Sienkiewicza zupełnie wyjęty z kontekstu -- a zaciekawiło mnie to, kim był ów "Julian". Z pomocą przyszła mi blogerka Marta, która w czerwcu 2010 roku opublikowała na swoim blogu wa-wrzosowisko krótką notatkę (dziękuję!). Pozwolę ją sobie przytoczyć w całości.

Podstawowym zarzutem pod adresem nowej poezji (grupa brulionu '80/ '90) sformułowanym przez Juliana Kornhausera jest bezideowość. Świetlicki z innymi poetami, Marcinami -- Sendeckim i Baranem, odgryźli się Kornhauserowi w wierszu. [5]

Tak, Julianem z wiersza trzech Marcinów jest nie kto inny, jak teść obecnego Prezydenta RP, ojciec jego małżonki -- Agaty Kornhauser-Dudy. Tak to się czasem w życiu dziwnie układa.

Źródła:
[1] Izabela Kowalczyk, Tzw. książka o tzw. sztuce krytycznej, Obieg,
Czy twój umysł jest pełen dobroci?, Obieg, 18.07.2006 [dostęp: 13.12.2015]
[5] wa-wrzos, za oknem ni chuja idei, wa-wrzosowisko.blogspot.com, 29.06.2010

Książka:
Karol Sienkiewicz, Zatańczą ci, co drżeli. Polska sztuka krytyczna, wydawnictwo Karakter oraz Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, Kraków-Warszawa 2014. ISBN: 978-83-62376-67-4; 978-83-64177-22-4.