poniedziałek, 31 lipca 2017

Obraz miasta

Obraz miasta to klasyka literatury w kategorii urbanistyka - ze względu na teorię tworzenia map pamięciowych (zob. mental mapping) przez użytkowników przestrzeni publicznych i wpływu tychże na planowanie przestrzenne. Na półce stawia się ją obok Śmierci i życia wielkich miast Ameryki Jane Jacobs oraz Życia między budynkami [wstęp, s. X] Jana Gehla. Dla zrozumienia znaczenia Obrazu miasta dla światowej urbanistyki wystarczy wspomnieć, że Lynch wydał tę książkę w 1960 r. -- rok przed wspomnianą wcześniej książką J.Jacobs oraz aż 11 lat przed chętnie czytanym i cytowanym obecnie J.Gehlem.

Ze wspomnianymi trzema książkami wiąże się jeszcze jeden ciekawy fakt -- choć w zasadzie kiedy o nim pomyślę, to nie wiem, czy przypisać go do kategorii "śmiać się", czy "płakać". Kiedy piszę te słowa (w połowie 2017 roku) polski czytelnik ma możliwość zapoznania się z każdym z tych "klasycznych" dzieł w swoim rodzimym języku. Jeszcze niedawno nie było to jednak tak oczywiste.
Wersję polskojęzyczną Życia między budynkami J.Gehla (przetłumaczoną z VI. wydania angielskiego) wydało -- 38 lat po premierze -- Wydawnictwo RAM w 2009 r. w tłumaczeniu Marty A. Urbańskiej. Pierwsze polskie wydanie Obrazu miasta K.Lyncha (przekład Tomasza Jeleńskiego) to 2011 r. -- 51 lat po premierze. Premiera pierwszego polskiego wydania Śmierci i życia wielkich miast Ameryki odbyła się 19 listopada 2014 r. (53 lata po premierze światowej). Jedyne co może pocieszać to zawołanie lepiej późno niż wcale.

Koncepcja opiera się na pięciu elementach, częściach składowych przestrzeni: drodze, krawędzi, rejonie, węźle i punkcie orientacyjnym, które należy traktować z prostotą jako praktyczne, empiryczne kategorie, wewnątrz i wokół których można zgrupować mnóstwo informacji [s. 127] (szerszy opis poszczególnych elementów autor przedstawił na str. 54-55).
Elementy te nie tylko ułatwiają codzienne przemieszczanie się po mieście, podtrzymują określone znaczenia i wrażenia, ale także mogą stać się przewodnikiem i bodźcem do nowych poszukiwań [s. 128].
Elementy te -- jak sam autor przyznaje -- są pewnym uproszczeniem obrazu miasta [s. 9], jednak (co warto podkreślić) te hipotetyczne typy elementów obrazu miasta zostały w dużej mierze potwierdzone w badaniach praktycznych, opisanych w pracy [s. 185]. Oczywiście badania te miały liczne niedostatki, na które zwrócił uwagę sam autor (m.in. zbyt mała populacja badanych, brak losowego rozkładu miejsc pracy i miejsc zamieszkania respondentów - por. s. 182-183), jednak sam pilotaż metody został -- jak się wydaje -- przeprowadzony całkiem rzetelnie, szczegółowo opisany w Obrazie miasta jest niezłym punktem wyjścia.

Jako miejsce sprawdzania koncepcji wybrane zostały trzy północnoamerykańskie miasta: Boston, Jersey i Los Angeles. I tu uwaga czytelnicza -- dla nieurbanisty (lub osoby niezainteresowanej wcześniej wspomnianymi miastami) ich bardzo szczegółowe opisy (uzasadnione celami badania) mogą być nużące. Z drugiej strony -- nie ukrywam -- z chęcią przeczytałbym kiedyś taką analizę dla miasta, które znam. W przypadku Obrazu miasta lekturę ograniczyłem więc do wyciągania generalnych wniosków dot. funkcjonowania struktury miejskiej. Niestety opisy uroczego Beacon Hill na obecnym etapie niewiele wniosą do mojego życia.

Tak czy inaczej: inaczej wędruje się po mieście, kiedy elementy zaproponowane w Obrazie miasta (droga, krawędź, rejon, węzeł i punkt orientacyjny) przestają być "anonimowe". W koncepcji bardzo ważną kategorią jest postrzeganie, tworzenie środowiskowego obrazu jako proces dwustronny między obserwatorem i obserwowanym (zindywidualizowany proces -- co podkreślane jest wielokrotnie). Po stronie odbiorcy jest interpretacja, organizowanie oraz kierowanie uwagi -- wpływające na to, co się widzi [s. 155].
Sam fakt, że wprawna nawigacja pojawiła się właśnie w tych środowiskach, które wydają się być postrzeżeniowo trudne, świadczy o oddziaływaniu zewnętrznych uwarunkowań [s.158]
Książka ma trzy aneksy, które są ciekawym (otwierającym umysł) uzupełnieniem dla głównej części rozprawy.
  • Aneks A "Kilka odniesień do orientacji" [od s. 143] -- wciągający opis kwestii postrzegania przestrzeni w trudnych obszarach. Daje ciekawą perspektywę związaną ze społecznym odbiorem przestrzeni w kulturze.
Wysepka Tikopia (...) jest na tyle niewielka, że rzadko jest się z dala od widoku albo odgłosu morza i wyspiarze wykorzystują wyrażenia w głąb lądu albo w stronę morza do wszystkich rodzajów przestrzennych odniesień. W ten sposób zorientowana jest choćby siekiera leżąca w domu na podłodze, a Firth odnotował, przypadkiem zasłyszany, taki fragment dialogu: "Masz plamę błota na policzku od strony morza". [s. 152]
  • Aneks B "Zastosowanie metody" [od s. 168] -- opis metod badawczych, których zastosowanie przyczyniło się do powstania publikacji Obraz miasta. Część istotna dla praktyków (urbanistów / badaczy). Być może dla części osób na poziomie zaawansowanym może trącić myszką, ale swój urok (i wartość) ma.
  • Aneks C "Dwa przykłady analizy" [od s. 193] -- w zasadzie uzupełnienie do Aneksu B.
Postać Kevina Lyncha dołącza do loży hańby polskojęzycznej Wikipedii: listy osób zasłużonych bez swojego polskojęzycznego hasła. Trochę wstyd, ale u mnie już mniej sił i chęci niż kiedyś do ciągłego nadrabiania różnic cywilizacyjnych w tym zakresie.

Źródła:
[Wstęp, s. X] W ramach ciekawostek przyrodniczych: we wstępie do Obrazu miasta prof. Wojciech Kosiński zwraca uwagę na to, że tytuł książki J.Gehla Życie między budynkami jest niepoprawnym tłumaczeniem duńskiego Livet mellem husene, co oznacza "Życie między domami". Cóż, wersja z "budynkami" już się zapewne dość dobrze przyjęła.

Książka:
Kevin Lynch: Obraz miasta (ang. The image of the city), przekład Tomasz Jeleński, Wydawnictwo Archivolta Michał Stępień, wydanie I, Kraków 2011. ISBN: 978-83-931118-0-0.

środa, 26 lipca 2017

Miasto w mojej pamięci. Powojenne wspomnienia Niemców z Łodzi

Miasto w mojej pamięci. Powojenne wspomnienia Niemców w Łodzi pod redakcją Moniki Kucner i Krystyny Radziszewskiej zakupiłem dobrze ponad rok temu w ramach "pakietu" zamawianego z Wydawnictwa Uniwersytetu Łódzkiego. Książka na półce swoje odleżała, ja zresztą też mam już tutaj opóźnienia we wpisach na temat przeczytanych książek -- także wszystko w niedoczasie. Wspaniale.
[Niedoczas] Jest to skrót wyrażenia „niedostatek czasu”, stworzony w latach 50. przez dziennikarza piszącego o szachach, niewystępujący w tekstach z zakresu literatury czy nauki i nieznany polszczyźnie potocznej. [1]
Bardzo się cieszyłem na tę książkę -- żyłem przekonaniem, że może ona ciekawie uzupełniać pewien istotny element narracji o mieście z trudnego dla niego okresu II wojny światowej, wraz z jej następstwami. Kto, co i dlaczego w czasie II wojny światowej -- to dobrze tutaj wiemy, dlatego w tym miejscu odsuwam kwestię oceny, uznając także prawo Niemców do posiadania własnej narracji z tego okresu. Autorki opracowania wyszły z podobnego założenia, pisząc
Zebrane tu opowieści, z reguły krótkie epizody, ukazują subiektywny wizerunek miasta, często nieobecny w dokumentach czy opracowaniach naukowych, które badacze powinni poddać krytycznej refleksji. [s. 9]
Wartością publikacji jest z pewnością fakt, że część zamieszczonych wspomnień łódzkich Niemców była tłumaczona z tekstów pisanych "na użytek niemiecki" (m.in. publikowanych w kolejnych wydaniach rocznika Landsmannschaft Weichsel-Warthe). Teksty Niemców dla Niemców -- zupełnie inna perspektywa.

Jak ogólne wrażenia? Średnio. Publikacja ciekawa, ale z pewnością nie obowiązkowa.

Pierwszy, najdłuższy tekst (wspomnienia Ericha von Luckwalda -- niemieckiego dyplomaty, urzędnika konsularnego i prawnika, konsula w Łodzi w latach 1926-1931 [2]) dawał nadzieję na naprawdę ciekawą lekturę. Wspomnienia Ericha von Luckwalda pisane są nie tylko z pozycji członka niemieckiej elity, bywalca tzw. środowiska, ale również osoby, której celem była ochrona niemieckiego interesu narodowego. Musiał on też -- z racji obowiązków służbowych -- wyjeżdżać na prowincję (głównym przyczynkiem do wyjazdów były inspekcje niemieckich cmentarzy wojennych), skąd pochodzi część jego obserwacji.

Refleksje Ericha von Luckwalda z jednej strony pokazują, jak daleko sięgała część z rozpowszechnianych wówczas w Łodzi mitów (m.in. o przewożeniu przez ludność żydowską nocą zwłok na cmentarz w dorożkach i ich grzebaniu w pozycji siedzącej -- s. 41), z drugiej zaś strony demaskują inne mity, którymi dzisiaj żyje część mieszkańców tego miasta (np. o zgodnej koegzystencji i powszechnej współpracy "czterech kultur"). Dla osób lepiej znających historię Łodzi to z pewnością żadna nowość, jednak -- jak się domyślam -- nadal część mieszkańców może być karmiona niemal idylliczną wizją przedwojennego, fabrycznego miasta.
Jednak w kontaktach z łódzkimi rodzinami należało przestrzegać dwóch rzeczy i obie ściśle rozgraniczać: nie każdy pasował tu bowiem do każdego. Po pierwsze linie podziału wyznaczały pieniądze, oddzielające bogatych od tych mniej bogatych, po drugie zaś poszczególne grupy narodowościowe, a więc Polacy, Niemcy i Żydzi, nie utrzymywały wzajemnych stosunków. Kontakty z Polakami chętnie nawiązywali jedynie właściciele najbogatszych niemieckich zakładów, mając na względzie zabezpieczenie swych olbrzymich fortun. Warstwa średnia niemieckich przemysłowców, których firmy także osiągały milionowe zyski, pielęgnowała więzi wyłącznie w kręgach niemieckich, podobnie jak nauczyciele, pastorzy, kupcy i rzemieślnicy niemieckiego pochodzenia. [s. 31]
Warty wspomnienia jest także wątek wybudowania dzisiejszego Wojewódzkiego Specjalistycznego Szpitala im. Mikołaja Pirogowa na ul. Wólczańskiej 191/195. Jak się okazuje -- co być może dla części P.T. Czytelników i Czytelniczek nie będzie zaskoczeniem -- jego powstanie wiąże się z konfliktem wewnątrz wspólnoty przedwojennych łódzkich Niemców, który ogniskował się wokół osoby duchownego ewangelickiego Juliusza Bursche oraz sytuacji w ewangelickim Szpitalu (Domu) Miłosierdzia -- dzisiejszy Szpital MSW w Łodzi na ul. Północnej 42. Wspomnienia konsula von Luckwalda odsłaniają kulisy tej sprawy.
Powstał pomysł, by w duchu niezależności od wspomnianej wcześniej polityki Warszawy i tamtejszego zwierzchnika kościoła dra Bursche, wybudować w Łodzi nowy szpital ewangelicki. (...) Znając go [dra Bursche -- JG] można było oczekiwać, że któregoś dnia wymieni cały niemiecki personel na ludzi o niemieckich korzeniach, ale bezwzględnie propolskim nastawieniu, żeby w niedalekiej przyszłości szpital [Miłosierdzia -- JG], niczym dojrzały owoc, wpadł w ręce Polaków! [s. 41-42]
Niestety kolejne opowieści zamieszczone w publikacji (jest ich łącznie 11) nie przedstawiają już takiej wartości poznawczej. Nie chodzi w żadnym wypadku o ich długość (część z nich to zaledwie dwustronicowe, nigdzie wcześniej niepublikowane opisy, dostarczone redaktorkom wydania przez ich autorów i autorki). Z pewnością przedstawiają one z chwile dramatyczne i znaczące z punktu widzenia autorów oraz ich najbliższych, jednak z perspektywy polskiego czytelnika / polskiej czytelniczki Anno Domini 2017 mogą one nie być zbyt znaczące. Większość z nich w znikomym stopniu odnosi się też do samego miasta, które stało się jedynie delikatnie zarysowanym tłem dla prywatnych dramatów związanych z wojną, ucieczką itd.

Podsumowując: można, ale nie trzeba.

Źródła:
[1] Uniwerbizacja "niedoczas" na stronie Obcy język polski, wpis Macieja Malinowskiego z 28 maja 2014 r. (aktualizacja: 9 lipca 2016 r.).
[2] Z przypisu tłumaczki Małgorzaty Półroli: wspomnienia zostały opublikowane pierwotnie w ramach zbioru wspomnień Politisches Archiv Auswärtiges Amt, sygnatura Zb8/81-02/3394 63]. Konsulat niemiecki mieścił się na al. Kościuszki 85.

Książka:
Miasto w mojej pamięci. Powojenne wspomnienia Niemców z Łodzi, praca pod redakcją Moniki Kucner i Krystyny Radziszewskiej, Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź 2014. Tłumaczenia z języka niemieckiego: Małgorzata Półrola. ISBN (wersji papierowej): 978-83-7969-534-8