niedziela, 25 listopada 2012

Kochaj Rewolucję!

Dwudziestotrzyletni matematyk Gleb Nierżin, idealista, pragnący z całego serca nieść wszechświatową rewolucję komunistyczną trafia prosto pod rozpędzony pociąg historii, który wciąga wszystkich zawsze, mając za nic ich plany, przekonania i ambicje. Agresja III Rzeszy na Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich zastaje go w Moskwie.

Na ulicach już pojawiły się gazety z dwudziestego trzeciego czerwca - jakże niepodobne do swoich beztroskich sióstr z dwudziestego drugiego! Jeszcze wczoraj, między wierszami widniało milczące poparcie dla Niemców i nikt nie podejrzewał tego, co dzisiaj wykrzyknęły ponure, czarne nagłówki bezspornej "Prawdy" - że Europa jęczy pod butami niemieckiego okupanta. [s. 15]
Szybko okazuje się, że wcześniejsze zaklasyfikowanie go na przymusowych badaniach wojskowych jako "niezdolnego do służby w czasie pokoju, w czasie wojny - służba na tyłach" nie było najlepszą z rzeczy, jaką mogła spotkań Nierżina.

Po aresztowaniu przez służby milicyjne za wywoływanie niepokojów społecznych w czasie wojny (próba wywalczenia miejsca w kolejce po chleb) [Słuszne rozkazy, dotyczące panikarzy, które tak niedawno sam popierał i aprobował, nie mogły przecież dotyczyć jego samego!, s. 31], licznych perypetiach w ramach "czegoś", co z założenia miało być siłami zaopatrzenia na tyłach radzieckiej armii, w końcu udało mu się dotrzeć do miejsca, w którym miał być odpowiedzialny za coś więcej niż pilnowanie konia, wozu i szabrowanie kolejnych, mijanych kołchozów.

- W naszym batalionie? A to dobre, a ja nic nie wiedziałem! Do licha, już dawno bym ci pomógł. Jesteś szeregowcem oczywiście?
- Szeregowcem.
- No, to da się zmienić. Wezmę cię na instruktora sanitarnego.
Instruktora? W rocie było to niesłychane stanowisko, z czterema trójkątami. Instruktor sanitarny był osobą szanowaną, wolną od obowiązków, Gleb mógłby czytać książki choćby cały dzień!
- Ale ja się zupełnie nie znam na medycynie!
- Nie ma takiej potrzeby, no bo ile tam jest do rozumienia. Mam nawet takiego instruktora, który nie potrafi odczytać termometru. A to dobre! Załatwione. To bliskie specjalności, matematycy często chodzą z medyczkami. [s. 135]

Pourywana, niedokończona historia była początkiem pisarskiej przygody Sołżenicyna. Polskie tłumaczenie -- zgodnie z notą wydawcy -- miało być drugim po tłumaczeniu na język francuski. W zasadzie z zachowanych fragmentów wyszła w miarę lekka, niezobowiązująca historyjka z przygodami młodego żołnierza, osadzona w realiach radzieckiego chaosu (spotęgowanego wojną), bez szczególnie mocnego przesłania bądź rewolucyjnego zacięcia (chwytliwy tytuł pozostał). Ale jako "wstęp do Sołżenicyna" może być.

By the Way

Bonus z dedykacją dla miłośników kolei.
Staruszek poruszył ogromnymi, krzaczastymi, siwymi brwiami:
- Jak dadzą lokomotywę, to pojedzie.
- A skąd ją dadzą?
- A to już jak znajdą.
- A jeśli nie znajdą?
- Jeśli nie znajdą? To i z tydzień tu postoimy.
Na twarzy starca, już chyba z pół wieku pracującego na kolei, wypisana była głęboka czećś dla kolejowych żywiołów. Jak u starożytnego kapłana wobec woli bogów. [s. 159]
Książka:
Aleksander Sołżenicyn (ros. Александр Исаевич Солженицын), Kochaj rewolucję! Niedokończona opowieść (ros. Люби революцию!), wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2009, ISBN 978-83-7648-123-4.