czwartek, 28 maja 2015

Izrael już nie frunie

Kiedy po lekturze "Irak. Piekło w raju" pisałem o stylu smoleńskim (sposobie pisania Pawła Smoleńskiego) zabrakło mi odpowiednich słów, aby dobrze to opisać. Z pomocą przyszedł  Etgar Keret, którego Wydawnictwo Czarne zacytowało na obwolucie cyklu reportaży "Izrael już nie frunie".

Paweł Smoleński ma oko reportera, umysł naukowca i serce poety. Ta specyficzna anatomia rodzi wyjątkowe teksty, które wykraczają daleko poza dziennikarstwo. [Etgar Keret]
Lepiej bym tego nie ujął. Swoją drogą na półce leżą "Kolonie Knellera" oraz "Rury" E.Kereta -- być może to już czas, aby się z nimi zmierzyć.

Tymczasem po raz kolejny dałem się porwać Smoleńskiemu, tym razem wyruszając w podróż do Izraela. "Izrael już nie frunie" jest w jakimś stopniu drugą stroną "Arab strzela. Żyd się cieszy" (choć w zasadzie powinno być to powiedziane na odwrót -- pierwsze wydanie "Izraela" jest z 2006 r., książka "Arab strzela (...)" ukazała się 6 lat później). Autor oddał głos głównie żydom mieszkającym w Izraelu, przy czym nie traci on okazji do tego, aby porozmawiać z nimi niemal o wszystkich drażliwych tematach -- osiedlach budowanych na Zachodnim Brzegu i Strefie Gazy oraz ich częściowej likwidacji (w Strefie Gazy z 2005 roku), Izraelskim wojsku, wysiedleniach, konfliktach między żydami aszkenazyjskimi a sefardyjskimi, osadnikami i kibucnikami, problemami z rosyjską aliją. Smoleński rozmawia i próbuje zrozumieć, poznać intencje, motywację, poglądy -- ale w żadnym momencie nawet nie próbuje dać do zrozumienia, że już wie.

Czy tak samo jak ze mną, rozmawia z Palestyńczykami?
Przez internet bez przerwy. Ale twarzą w twarz ostatnio w Ameryce. Spotkał tam palestyńskiego pisarza z Ramallah. Chłopak zaproponował, żeby odwiedził go po powrocie. Etgar nie wiedział, co powiedzieć. Palestyńczykowi trudno jest wjechać do Izraela, ale jemu do Ramallah jeszcze trudniej. Mogą się spotkać w Paryżu, w Zurychu, wszędzie, ale nie u siebie. W USA byli najbliższymi przyjaciółmi, rozumieli w lot to, czego Amerykanie nie pojmowali, lubili to samo jedzenie, tę samą muzykę. Gdy Izrael bombarduje Ramallah, Etgar wysyła e-maila z pytaniem, czy wszystko w porządku. Gdy samobójca rozerwie się w Izraelu, dostaje list podobnej treści. Tak wygląda ich dialog. [s. 136]

W "Izrael już nie frunie" spotkamy Michaela, reprezentującego przed izraelskimi sądami palestyńskie wioski-enklawy wokół Alfe Menasze.

Sędzia spytał się go, jak wyobraża sobie przebieg muru. Odparł, że mur ma strzec bezpieczeństwa Izraela, więc powinienem stać na Zielonej Linii. Co wtedy - kontynuowano przesłuchanie - z osadnikami z Alfe Menasze? Jak będą bezpiecznie jeździć z Izraela do swoich domów? Wykopcie dla nich tunel - powiedział. - Taki sam, jak ten między Kalkilą i Hablą. Bo inaczej powstanie wrażenie, które niszczy wizerunek Izraela, że dla nas są drogi, a dla Palestyńczyków kanały. [s. 123]

Poznamy Jehudę z organizacji "Przełamać ciszę" -- byłego żołnierza IDF, który w szkołach młodzieży izraelskiej (przed obowiązkowym zaciągiem do wojska) opowiada o swoich doświadczeniach z tego okresu -- jak młodego człowieka zmienia karabin i poczucie nieograniczonej władzy (s. 151-152)

Nie uwierzysz - opowiada - lecz po pierwszym moim przeszukaniu umyliśmy z chłopakami podłogę, bo nie chcieliśmy zostawić śladów zabłoconych butów. A potem? Potem były Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej. Wpadliśmy do przypadkowego domu, zamknęliśmy przerażonych Palestyńczyków w jednym pokoju, a kiedy mecz się skończył, poszliśmy dalej. [s. 154]

Usłyszymy młodego Ariela z Netzer Hazani, krzyczącego do izraelskich policjantów i żołnierzy, którzy w 2005 roku na rozkaz jego imiennika -- Ariela Szarona -- rozpoczęli likwidację żydowskich osiedli w Strefie Gazy i na Zachodnim Brzegu. 

Wy i ja to jedno. Nic nas nie dzieli, prócz bariery niemoralnego, zbrodniczego rozkazu. Żyd nie powinien go wypełniać. Jeśli to robi jest gorszy od goja, od Araba, od Kozaka, od faszysty. Mówię wam to dlatego, że was kocham. I wiem, że wy mnie kochacie. (...) Jeśli dziś porzucimy Netzer Hazani, jutro odbiorą nam Jerozolimę. W diasporze - wiecie to dobrze - znów czeka nas nędza i upokorzenie. [s. 276]
Być może Ariela zobaczymy gdzieś na tym nagraniu.



Jest też miejsce dla Fatimy z Al-Ajzariji, która razem z innymi Palestynkami wybrała się do kobiet z kibucu Beri aby powiedzieć im, co czuje -- i dowiedzieć się, co czują one (czyż przypadkiem jest, że Al-Ajzarija to biblijna Betania z Martą i Marią...?).

Pojechałyśmy do Izraela zobaczyć, jak wyglądają i co czują tamte kobiety - wspomina Fatima. - I po to, żeby one zobaczyły nas, usłyszały o naszym strachu. [s. 217]

Te historie to tylko ułamek Izraela, wyrywek z reportaży Smoleńskiego. Izraelska rzeczywistość nie daje się ubrać w krótkie słowa. Jest gdzieś we wspomnieniach, wzajemnych wyrzutach, lęku. Tylko gdzieś w tle wciąż tli się tęsknota za pokojową koegzystencją, zrozumieniem i końcem bezsensownego konfliktu. Chociaż w ten koniec -- po tylu latach -- niewielu już potrafi uwierzyć.

Przeczytaj również:

Książka:
Paweł Smoleński: Izrael już nie frunie, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2011. ISBN: 978-83-7536-314-2.

czwartek, 14 maja 2015

Irak. Piekło w raju

Egzemplarz, który miałem w ostatnim czasie w ręce, to kolejna edycja książki Pawła Smoleńskiego z 2004 roku, wydanej wówczas przez Świat Książki. Nabyłem drogą kupna już jakiś czas temu przy okazji jakichś większych zakupów książkowych w wydawnictwie, swoje odleżała -- ale się doczekała. Biorąc pod uwagę moje wcześniejsze doświadczenia z tym autorem ("Arab strzela, Żyd się cieszy") sporo się po niej spodziewałem. Po raz kolejny nie zawiodłem się.

Książka utrzymana jest w smoleńskim stylu [Borze Tucholski, jak to brzmi], do którego zdążyłem się przyzwyczaić -- i który zdążyłem pokochać. Choć muszę przyznać, że jednak "czuć" różnicę -- między reportażem z Iraku a strzelającym Arabem i cieszącym się Żydem (pierwszym wydaniem) jest jednak te osiem lat różnicy. Może to tylko moje wrażenie, ale wydaje mi się, że przez ten czas Smoleński jako pisarz-reportażysta dojrzał.

Iracki reportaż składa się z rozmów przeprowadzanych przez autora, do których P.T. Czytelnika / Czytelniczkę jedynie wprowadza -- po czym staje dyskretnie z boku, tak jakby słuchał ich razem z nim. Jeżdząc po Bagdadzie z towarzyszącym mu Dżamalem Salmanem oddaje niemal całkowicie głos swoim bohaterom i bohaterkom, których dobiera w sposób zapewniający różnorodność spojrzeń, doświadczeń, poglądów. Banalne stwierdzenie, że każdy człowiek to inna historia w przypadku książek Pawła Smoleńskiego jest brane bardzo serio. Rozmawia z irackimi mudżahedinami i Ligą Kobiet Irackich (s. 222). Spotyka się z Salafitami (s. 126), by już w kilka stron dalej przenieść czytelnika w sam środek mistycznych rytuałów Sufich (s. 132).

Dlatego też Irak przedstawiony -- Irak z czasów Saddama Husajna z rodu Tikritich oraz ten w niedługi czas po obaleniu krwawego reżimu -- nie jest jednowymiarowy, płaski, bez smaku i zapachu. W jednym miejscu jest krajem bezsensownego cierpienia, tortur, dyktatury porównywanej do mocniejszej wersji Nicolae Ceaușescu (zainteresowanych Rumunią tego okresu odsyłam do "Geniusza Karpat"), a już kilka stron dalej czytamy o audiencji mieszkańców Bagdadu u Saddama Husajna, którzy wysłali do niego swoje skargi (troskliwym władcy, wymierzającym w imieniu swojego ludu sprawiedliwość i rekompensującym popełnione zbrodnie).

Latif Jahja był sobowtórem Udaja Husajna, pierworodnego syna dyktatora. (...) Jahja nie chciał być sobowtórem. Złamano go więzieniem i szykanami. A kiedy już się zgodził, w ramach szkolenia pokazano mu kilkadziesiąt filmów, jakich nie wyświetlano w irackiej telewizji. Filmy miały sprawić, by Latif służył reżimowi najlepiej, jak to możliwe (w podobny sposób, tyle że zamiast filmów zastosowano live show - zmuszono fizyka, doktora Dżafara do prowadzenia irackiego programu atomowego. Dżafar patrzył na ludzi zamęczonych na śmierć torturami ze świadomością, że jeśli zgodzi się zbudować bombę atomową, następny torturowany zachowa życie. Uległ po kilku dniach. Sobowtórowi Udaja pokazano trzydzieści pięć takich filmów. [s. 29]

Takie audiencje -- sądzi Umm Ali -- odbywały się w prezydenckim pałacu nawet trzy razy w tygodniu. Czy jest na świecie jakiś inny prezydent, który zarywa sen, by wysłuchać skarg swoich poddanych i zadośćuczynić ich krzywdom? [s. 53]
Meczet Ar-Rahman

Od czasu powstania reportażu w Iraku sporo się zmieniło. W grudniu 2011 roku -- kiedy Stanami Zjednoczonymi Ameryki Północnej rządzi już pierwszy czarnoskóry prezydent -- z Iraku wyjeżdża ostatni amerykański konwój (koszt inwazji i okupacji wyniósł USA 800 mld dol. [1]). Północ Iraku od pewnego czasu zajmują jakieś dziwne typy. Praca Smoleńskiego to migawka, która pozwala choć trochę zrozumieć skomplikowaną (z naszego punktu widzenia), bliskowschodnią rzeczywistość.

Dżamal do dziś nie odzyskał ani samochodów, ani pieniędzy. Dzieciaki z podwórka wołają za nim "żydowski szpieg". Kołacze do różnych urzędów, był w Ministerstwie Sprawiedliwości. Odpowiadają mu, że sprawa w toku. A skorumpowany sędzia? Sądzi, jak sądził.
- Co zamierzasz z tym wszystkim zrobić? - zapytałem.
- Gdybym nie mieszkał na Zachodzie, już dawno postąpiłbym po iracku.
- Czyli...
- ... Pistolet w garść i zastrzeliłbym tego skorumpowanego baasistowskiego psa. A potem zastrzeliłbym handlarzy, gdybym ich oczywiście znalazł, bo dziś Tikriti zapadli się pod ziemię. W Iraku strzela się nie za takie rzeczy. [s. 179]

Książkę kończy opowieść o wielkiej, hotelowej papudze (z hotelu Al-Fanar), która nauczyła się powtarzać dźwięki ją otaczające. Nie jest do śmiechu obecnym, kiedy postanowi odtworzyć dźwięk pobliskiej eksplozji (kulimy się, chowamy głowy, ze stołów spadają szklanki, s. 292).

Ale bywa i tak, że papuga rozśmiesza. Odgłos kałasznikowa, huk eksplozji, a za chwilę głośny krzyk: Irrraqi frrreedom i radosne, wesołe gwizdy. [s. 292]  

Tak mniej więcej wyglądał ten smoleński Irak. I śmieszno, i straszno.

A w kolejce na półce czekają jeszcze "Izrael już nie frunie" oraz "Oczy zasypane piaskiem". Bliskowschodniego Pawła Smoleńskiego ci u nas dostatek.

ps. Współpracujący z Pawłem Smoleńskim Dżamal Salman został zamordowany pod koniec sierpnia 2004 roku, o czym autor zdążył jeszcze wspomnieć w książce przed jej wydaniem (s. 294). Echa tej historii można nadal znaleźć w anglojęzycznych źródłach [2].


Przeczytaj również:

Źródła:
[1Ostatni amerykańscy żołnierze opuszczają Irak, Polskie Radio, 18.12.2011.
[2] Dead 'US spy' worked for paper, news24.com, 2004-08-26.

Książka:
Paweł Smoleński, Irak. Piekło w raju, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2012. ISBN: 978-83-7536-392-0.

poniedziałek, 4 maja 2015

Rumunia. Koniec złotej epoki

Poza pracą Adama Burakowskiego "Geniusz Karpat. Dyktatura Nicolae Ceaușescu 1965-1989" z Biblioteki Uniwersytetu Łódzkiego przygarnąłem sobie również mniejszą objętościowo publikację Macieja Kuczewskiego "Rumunia. Koniec złotej epoki". Ciekawe jest to, że obie te publikacje zostały wydane w 2008 roku (w Warszawie) -- czyżby kwestia przygotowań wydawnictw do okrągłej, 20. rocznicy obalenia rumuńskiego dyktatora?

Książka A.Burakowskiego, wydana przez Instytut Studiów Politycznych PAN i Wydawnictwo TRIO, to publikacja naukowa w pełnym rozumieniu tego słowa. Książka Macieja Kuczewskiego zaś to jej świetne uzupełnienie -- pisana lekkim piórem opowieść o Rumunii oglądanej oczami korespondenta PAP.

Autor przez osiem końcowych lat panowania Ceaușescu był jedynym, stałym polskim korespondentem w tym kraju, a potem wielokrotnym specjalnym wysłannikiem. [informacja z okładki]

Perspektywa patrzenia godna uwagi z co najmniej dwóch powodów: z racji zawodowych autor musiał być "na bieżąco" oraz miał dostęp do sytuacji, miejsc i ludzi niedostępnych z poziomu zwykłego zjadacza chleba. Tym bardziej, że kontakty obcokrajowców z obywatelami Rumunii były od pewnego czasu znacznie utrudnione...

Tak właśnie działał Dekret nr 23, który zabraniał jakichkolwiek kontaktów z cudzoziemcami. W ostateczności można było się spotkać z obcokrajowcem, ale wcześniej należało uzyskać na to zgodę od zakładowej komórki bezpieki, tzw. protocolu. Po moim telefonie każdy powinien był napisać podanie o zgodę na spotkanie ze mną, opisując dokładnie przyczynę, dla której ktoś chce mu przekazać prezent*. Skąd go zna? Czy miał wówczas zgodę na spotkanie, gdy go poznał? Z czyjej inicjatywy odbyło się spotkanie? Czy miało miejsce w kraju, czy za granicą? Czy o jego przebiegu został poinformowany protocol? itd. [s. 47]
Dekret nr 23 o zakazie kontaktów z cudzoziemcami został w prawdzie podpisany przez prezydenta, ale nigdy nie został potem uchwalony przez parlament i nigdy nie został opublikowany; nigdy więc nie nabrał mocy prawnej. Nie przeszkadzało to bezpiece w szantażowaniu oraz represjonowaniu nim społeczeństwa przez kilkadziesiąt lat. [s. 54]

[* wyjaśnienie kontekstu: w związku z wyjazdem "na placówkę" autor był poproszony o przekazanie kilku przesyłek z Polski do Rumunii]

"Rumunia. Koniec złotej epoki" -- choć utrzymana w publicystycznym tonie -- naświetliła mi pewne aspekty, których zabrakło mi w naukowym opracowaniu "Geniusz Karpat", wyjaśniając chociażby tajemnicę zdjęcia opublikowanego w poprzednim wpisie.



Oszczędność na miejskiej komunikacji polegała na tym, że rano, gdy ludzie jechali do pracy - autobusy i tramwaje kursowały niemal jeden za drugim. Po południu, gdy ludzie wychodzili z pracy i chcieli dostać się do domów - na przystankach gromadziły się tłumy, na których obwieszone jak winogrona autobusy i tramwaje pojawiały się co 40-60 minut. Jeszcze gorzej było zimą, gdy trzęsące się z zimna na nieoświetlonych przystankach tłumy powiększały się o właścicieli samochodów. Zimą bowiem, pod pretekstem opadów śniegu - zakazywany był cały ruch samochodów osobowych. [s. 155]

Można się czasami do czegoś doczepić (dalej np. jest mowa o tym, że prywatne samochody jednak mogły jeździć -- tylko na zmianę, co drugi dzień: z rejestracją parzystą i nieparzystą [s. 156]), ale buduje to już jakiś obraz komunistycznej Rumunii.

Ceaușescu marzył, aby za jego sprawą Rumunia stała się pierwszym krajem na świecie, którego władca będzie znał myśli wszystkich swoich obywateli. [s. 96]

Rumunia widziana oczami Kuczewskiego (a właściwie przedstawiona na kartach jego książki) to kraj, w który w imię "rozwoju gospodarczego" oraz kultu przywódcy (i jego żony) został postawiony na głowie. Podsłuchiwanych -- zdaniem Iona Pacepy -- miało być niemal 90% społeczeństwa [s. 94] (zdaniem Kuczewskiego jest to wartość przesadzona, choć kilka opisanych w książce sytuacji udowadnia, że inwigilacja była posunięta naprawdę daleko). Aby -- w imię oszczędności mocno uszczuplonych zasobów -- nie dogrzewać mieszkań gazem jego ciśnienie było tak niskie, że czasami problemem było zagotowanie wody w większym garnku; gdy udało się zapalić piekarnik, spokojnie można było włożyć do środka zmarznięte nogi i je ogrzać [s. 195]. Z racji oszczędności energii kuchnie -- nawet w najlepszych, bukaresztańskich restauracjach -- były nieczynne. "Przysmak" w postaci czegoś, co miało być fasolą z boczkiem, rozwożono "gdzieś z centrum" do uprzywilejowanych knajp w olbrzymich, wojskowych termosach [s. 182]. Kiedy najmłodszym obywatelom Rumunii (wcielanym do organizacji "Sokoły Ojczyzny") nie udawało się w ramach "prac patriotycznych" wykonać planu zbiórki surowców wtórnych, rodzice wpłacali do kasy pieniądze, które rzekomo uzyskane były z ich skupu (na podstawie zgromadzonych pieniędzy szkoły informowały zwierzchność o wykonaniu i przekroczeniu planów zebrania surowców wtórnych, s. 139).

W tym wszystkim jednak nie zabrakło czarnego, rumuńskiego humoru z tamtego okresu (teraz już wiem, skąd Monika Milewska mogła je zapożyczyć do książki "Bogowie u władzy", kilka się powtarza).

Towarzysz zesłany do pracy w pobliże granicy z ZSRR ["zsyłki" na odległą placówkę były dość popularną metodą kary], przedstawiany na zebraniu partyjnym, zaczął wygłaszać oświadczenie:
- Chcę podziękować drogiemu towarzyszowi Stalinowi...
- ... towarzyszu, wszystko się wam pokręciło! Towarzysz Stalin już dawno nie żyje!
- Wiem co mówię, towarzysze: gdyby towarzysz Stalin nie zagarnął po wojnie Besarabii, zostałbym zesłany jeszcze dalej. [s. 63]

Rozwiązany został problem ogrzewania w szpitalach - informował jeden z dowcipów - chorych kładzie się do łóżka parami: jeden z gorączką, jeden bez. [s. 196]

Jadąca obok trumny zmarłego męża wdowa rozpacza: "Umarłeś, mój biedaku, teraz cię zamkną w ciemnym, zimnym i wilgotnym grobie!" Obserwujący z okna tę scenę mały chłopiec krzyczy: "Tato! Zamykaj drzwi, bo tego nieboszczyka do nas prowadzą!" [s. 200]

Jeżeli ktoś z P.T. Czytelników / Czytelniczek ma więc ochotę na niezobowiązujące spotkanie z Rumunią okresu rządów Nicolae i Eleny Ceaușescu, polecam M.Kuczewskiego. Połyka się błyskawicznie.

Książka:
Maciej Kuczewski, Rumunia. Koniec złotej epoki, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2008. ISBN: 978-83-06-03137-9.