poniedziałek, 4 maja 2015

Rumunia. Koniec złotej epoki

Poza pracą Adama Burakowskiego "Geniusz Karpat. Dyktatura Nicolae Ceaușescu 1965-1989" z Biblioteki Uniwersytetu Łódzkiego przygarnąłem sobie również mniejszą objętościowo publikację Macieja Kuczewskiego "Rumunia. Koniec złotej epoki". Ciekawe jest to, że obie te publikacje zostały wydane w 2008 roku (w Warszawie) -- czyżby kwestia przygotowań wydawnictw do okrągłej, 20. rocznicy obalenia rumuńskiego dyktatora?

Książka A.Burakowskiego, wydana przez Instytut Studiów Politycznych PAN i Wydawnictwo TRIO, to publikacja naukowa w pełnym rozumieniu tego słowa. Książka Macieja Kuczewskiego zaś to jej świetne uzupełnienie -- pisana lekkim piórem opowieść o Rumunii oglądanej oczami korespondenta PAP.

Autor przez osiem końcowych lat panowania Ceaușescu był jedynym, stałym polskim korespondentem w tym kraju, a potem wielokrotnym specjalnym wysłannikiem. [informacja z okładki]

Perspektywa patrzenia godna uwagi z co najmniej dwóch powodów: z racji zawodowych autor musiał być "na bieżąco" oraz miał dostęp do sytuacji, miejsc i ludzi niedostępnych z poziomu zwykłego zjadacza chleba. Tym bardziej, że kontakty obcokrajowców z obywatelami Rumunii były od pewnego czasu znacznie utrudnione...

Tak właśnie działał Dekret nr 23, który zabraniał jakichkolwiek kontaktów z cudzoziemcami. W ostateczności można było się spotkać z obcokrajowcem, ale wcześniej należało uzyskać na to zgodę od zakładowej komórki bezpieki, tzw. protocolu. Po moim telefonie każdy powinien był napisać podanie o zgodę na spotkanie ze mną, opisując dokładnie przyczynę, dla której ktoś chce mu przekazać prezent*. Skąd go zna? Czy miał wówczas zgodę na spotkanie, gdy go poznał? Z czyjej inicjatywy odbyło się spotkanie? Czy miało miejsce w kraju, czy za granicą? Czy o jego przebiegu został poinformowany protocol? itd. [s. 47]
Dekret nr 23 o zakazie kontaktów z cudzoziemcami został w prawdzie podpisany przez prezydenta, ale nigdy nie został potem uchwalony przez parlament i nigdy nie został opublikowany; nigdy więc nie nabrał mocy prawnej. Nie przeszkadzało to bezpiece w szantażowaniu oraz represjonowaniu nim społeczeństwa przez kilkadziesiąt lat. [s. 54]

[* wyjaśnienie kontekstu: w związku z wyjazdem "na placówkę" autor był poproszony o przekazanie kilku przesyłek z Polski do Rumunii]

"Rumunia. Koniec złotej epoki" -- choć utrzymana w publicystycznym tonie -- naświetliła mi pewne aspekty, których zabrakło mi w naukowym opracowaniu "Geniusz Karpat", wyjaśniając chociażby tajemnicę zdjęcia opublikowanego w poprzednim wpisie.



Oszczędność na miejskiej komunikacji polegała na tym, że rano, gdy ludzie jechali do pracy - autobusy i tramwaje kursowały niemal jeden za drugim. Po południu, gdy ludzie wychodzili z pracy i chcieli dostać się do domów - na przystankach gromadziły się tłumy, na których obwieszone jak winogrona autobusy i tramwaje pojawiały się co 40-60 minut. Jeszcze gorzej było zimą, gdy trzęsące się z zimna na nieoświetlonych przystankach tłumy powiększały się o właścicieli samochodów. Zimą bowiem, pod pretekstem opadów śniegu - zakazywany był cały ruch samochodów osobowych. [s. 155]

Można się czasami do czegoś doczepić (dalej np. jest mowa o tym, że prywatne samochody jednak mogły jeździć -- tylko na zmianę, co drugi dzień: z rejestracją parzystą i nieparzystą [s. 156]), ale buduje to już jakiś obraz komunistycznej Rumunii.

Ceaușescu marzył, aby za jego sprawą Rumunia stała się pierwszym krajem na świecie, którego władca będzie znał myśli wszystkich swoich obywateli. [s. 96]

Rumunia widziana oczami Kuczewskiego (a właściwie przedstawiona na kartach jego książki) to kraj, w który w imię "rozwoju gospodarczego" oraz kultu przywódcy (i jego żony) został postawiony na głowie. Podsłuchiwanych -- zdaniem Iona Pacepy -- miało być niemal 90% społeczeństwa [s. 94] (zdaniem Kuczewskiego jest to wartość przesadzona, choć kilka opisanych w książce sytuacji udowadnia, że inwigilacja była posunięta naprawdę daleko). Aby -- w imię oszczędności mocno uszczuplonych zasobów -- nie dogrzewać mieszkań gazem jego ciśnienie było tak niskie, że czasami problemem było zagotowanie wody w większym garnku; gdy udało się zapalić piekarnik, spokojnie można było włożyć do środka zmarznięte nogi i je ogrzać [s. 195]. Z racji oszczędności energii kuchnie -- nawet w najlepszych, bukaresztańskich restauracjach -- były nieczynne. "Przysmak" w postaci czegoś, co miało być fasolą z boczkiem, rozwożono "gdzieś z centrum" do uprzywilejowanych knajp w olbrzymich, wojskowych termosach [s. 182]. Kiedy najmłodszym obywatelom Rumunii (wcielanym do organizacji "Sokoły Ojczyzny") nie udawało się w ramach "prac patriotycznych" wykonać planu zbiórki surowców wtórnych, rodzice wpłacali do kasy pieniądze, które rzekomo uzyskane były z ich skupu (na podstawie zgromadzonych pieniędzy szkoły informowały zwierzchność o wykonaniu i przekroczeniu planów zebrania surowców wtórnych, s. 139).

W tym wszystkim jednak nie zabrakło czarnego, rumuńskiego humoru z tamtego okresu (teraz już wiem, skąd Monika Milewska mogła je zapożyczyć do książki "Bogowie u władzy", kilka się powtarza).

Towarzysz zesłany do pracy w pobliże granicy z ZSRR ["zsyłki" na odległą placówkę były dość popularną metodą kary], przedstawiany na zebraniu partyjnym, zaczął wygłaszać oświadczenie:
- Chcę podziękować drogiemu towarzyszowi Stalinowi...
- ... towarzyszu, wszystko się wam pokręciło! Towarzysz Stalin już dawno nie żyje!
- Wiem co mówię, towarzysze: gdyby towarzysz Stalin nie zagarnął po wojnie Besarabii, zostałbym zesłany jeszcze dalej. [s. 63]

Rozwiązany został problem ogrzewania w szpitalach - informował jeden z dowcipów - chorych kładzie się do łóżka parami: jeden z gorączką, jeden bez. [s. 196]

Jadąca obok trumny zmarłego męża wdowa rozpacza: "Umarłeś, mój biedaku, teraz cię zamkną w ciemnym, zimnym i wilgotnym grobie!" Obserwujący z okna tę scenę mały chłopiec krzyczy: "Tato! Zamykaj drzwi, bo tego nieboszczyka do nas prowadzą!" [s. 200]

Jeżeli ktoś z P.T. Czytelników / Czytelniczek ma więc ochotę na niezobowiązujące spotkanie z Rumunią okresu rządów Nicolae i Eleny Ceaușescu, polecam M.Kuczewskiego. Połyka się błyskawicznie.

Książka:
Maciej Kuczewski, Rumunia. Koniec złotej epoki, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2008. ISBN: 978-83-06-03137-9.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zostaw słowo swoje.