niedziela, 28 stycznia 2018

My


Zanim Aldous Huxley napisał w 1931 r. Nowy wspaniały świat (Brave New World), zanim w 1949 r. ukazało się pierwsze wydanie Roku 1984 (Nineteen Eighty-Four) George'a Orwella, Jewgienij Iwanowicz Zamiatin -- pisarz, który obserwował terror rodzącego się państwa bolszewickiego -- napisał antyutopijną powieść My (Мы). Powieść, która miała stać się inspiracją dla Huxley'a oraz pierwowzorem dla Orwella [s. 182].

Litewski eseista, filozof oraz polityk Leonidas Donskisa odniósł również treść utworu Zamiatina do koncepcji panoptykonu Michela Foucaulta:
Zamiatin, którego powieść My (1921) wywarła wpływ na Nowy wspaniały świat Huxleya (1932) i Rok 1984 Orwella (1949), opisuje świat przezroczystych szklanych domów, w których mieszkańcy Państwa Jedynego zobowiązani są mieszkać i być ciągle na widoku. Powieść ukazała się na pół wieku przed ogłoszeniem teorii Panoptikonu Michela Foucaulta, opisanej w Nadzorować i karać, gdzie nowoczesność ukazana jest jako ucieleśnienie obsesji posiadania nieograniczonej władzy i kontroli. [1]
Będąc przy nawiązaniach literackich, zastanawiam się także nad możliwością wykorzystania koncepcji zamiatinowskich szklanych domów przez Stefana Żeromskiego w wydanym w 1924 roku Przedwiośniu. Co prawda brak mi w tym momencie dobrych źródeł na poparcie tej śmiałej teorii, jednak byłbym w stanie koncepcyjnie wybronić takie powiązanie.
Wracając jednak do Zamiatina. W ręce wpadło mi świetnie zachowane, drugie polskie wydanie powieści z 1989 r. [2], tłumaczone na język polski przez Adama Pomorskiego.

Jewgienij Iwanowicz Zamiatin (Евгений Иванович Замятин) w powieści My (Мы) opisał do bólu racjonalny, poukładany, niemal w 100% zestandaryzowany świat, który -- jak to w przypadku antyutopii bywa -- miał być odpowiedzią na wszystkie bolączki ludzkości (projekcją świata -- w oczach jego twórców -- idealnego). Główny bohater Д-503 [3], którego Notatki składają się na treść powieści, to wysoko postawiony członek społeczeństwa Państwa Jedynego: matematyk, inżynier, główny konstruktor Integralu (projektu mającego na celu rozszerzenie światłych idei twórców tysiącletniego [s. 5] Państwa Jedynego we wszechświecie [4]). Д-503 wydaje się być doskonałym produktem systemu.
Przed wami jeszcze chlubniejsze zadanie: narzucić dobroczynne jarzmo rozumu nieznanym istotom z obcych planet - być może pozostającym jeszcze w dzikim stanie wolności. Jeżeli nie zdołają pojąć, że przynosimy im matematycznie bezbłędne szczęście, obowiązkiem naszym będzie zmusić je do szczęścia. Pierwszym naszym orężem będzie jednak słowo. [s. 5]
System Państwa Jedynego jest wynikiem zakończonej Wielkiej Wojny Dwustuletniej (określonej jako wojna między miastem a wsią [s. 20]). Życie mieszkańców reguluje Dekalog Godzinny (nie mają czasu na zbędne działania), zawiść z namiętności została wyeliminowana przez Godziny Seksualne oraz lex sexualis (każdy numer ma prawo do każdego numeru jako produktu seksualnego -- prawo ogłoszone około 300 lat przed akcją powieści [s. 21]). Jednak to właśnie wokół relacji damsko-męskich toczy się główna oś powieści -- dokładnie zaś wokół relacji łączących Д-503 z numerami kobiecymi I-330, О-90 oraz pracowniczką Zakładu Wychowu Dzieci -- Ю. Jak zauważa w posłowiu tłumacz Adam Pomorski:
Motorem akcji są wyłącznie kobiety, płeć bierze górę nad mózgiem aż po końcową katastrofę. Trzy samogłoskowe kryptonimy kobiet stoją jakby u trzech wierzchołków trójkąta-delty, symbolizującej bohatera: przeciwstawne sobie I i O sumują się w Ю. Może to zresztą oznaczone graficznie cyrylicką literą działanie odejmowania? I, pozbawiona tego ludzkiego pierwiastka, który wnosi O, odmienia się w zimne rybie monstrum owej Ю. [s. 182]
W zmechanizowanym społeczeństwie, zorganizowanym na wzór maszyn (precyzyjnych, bezdusznych -- wszystkim żywiołom wytyczono koryta [s. 22]), tlą się namiętności, postrzegane jako choroba. Główny bohater słyszy diagnozę: źle z Wami! Widocznie wytworzyła się wam dusza [s. 73]. Sposobem na ostateczne wyeliminowanie tych słabości ma być amputacja wyobraźni [s. 68]
Nie wasza to jednak wina - jesteście chorzy. Imię tej choroby: wyobraźnia. To robak, który wyżera czarne zmarszczki na czoło. To gorączka, która pędzi Was coraz dalej - chociażby owo "dalej" zaczynało się tam, gdzie kończy się szczęście. To ostatnia barykada na drodze do szczęścia. Cieszcie się: już wysadzono ją w powietrze. Droga wolna. Oto ostatnie odkrycie Nauki Państwowej: ośrodek wyobraźni to żałosny zwoik mózgu w pobliżu mostu Varola. Wystarczy trzykrotne przypalenie tego zwoiku promieniami X - i już jesteście uleczeni z wyobraźni - Na zawsze. [s. 141]
Jewgienij Iwanowicz Zamiatin nie ma jednak dla P.T. Czytelnika / Czytelniczki budzącego nadzieję przesłania. Rodząca się rewolucja, skierowana przeciwko Państwu Jedynemu, na której czele staje I-330, wydaje się być równie cyniczna i bezwzględna jak ustrój, przeciwko któremu walczy. Postać Д-503 wydaje się być uwodzona przez I-330 jedynie w celu wykorzystania jego możliwości w odniesieniu do Integralu. Sposób działania organizacji, podpisującej się jako Mefi (Мефи), jest równie cyniczny i bezwzględny. Oddając ponownie głos tłumaczowi:
(...) w tym zamiatinowskim Kandydzie nie ma bohaterów pozytywnych. Żadna z części rozpołowionego świata nie reprezentuje dobra w walce ze złem. Terroryzm "Mefi" i ludobójstwo Państwa są zjawiskami komplementarnymi (...). Jeśli więc miałaby to być satyra, to nie tylko na totalitarne państwo, ale też na totalitarny ruch, spisek. (...) Zamiatinowska wizja świata koncentracyjnego nie pozostawia złudzeń: utopia przeradza się w despotyzm, dobro zorganizowane staje się złem. Państwo Jedyne i spisek "Mefi" - to nie dwa przeciwieństwa, to tylko dwa stadia: terror buntowniczego ruchu, z chwilą zwycięstwa przeistacza się w terror inkwizycji Państwa-Boga, który z kolei rodzi terror buntu i tak da capo [s. 183].
Nie wykluczam, że taka wizja Zamiatina mogła wynikać z rozczarowania autora rewolucją bolszewicką. Autor powieści My w 1906 r. został członkiem partii bolszewickiej oraz brał czynny udział w spotkaniach studentów na rzecz rewolucji, jednak już dwa lata później (w 1908 roku) opuścił partię bolszewików.

Zacząłem notatkę nawiązaniami literackimi, zakończę zaś nawiązaniami filmowymi. Niemalże 100 lat po ukazaniu się powieści My (a być może nawet bardziej po ukazaniu się późniejszych utworów Huxley'a i Orwella) temat antyutopii został już niejednokrotnie eksploatowany filmowo -- a w każdym z tego typu filmów z pewnością odnajdziemy rysy nakreślone przez Jewgienija Iwanowicza Zamiatina. Dlatego też w szczególny sposób zwrócę uwagę na dwa bezpośrednie nawiązania filmowe do powieści Zamiatina:
  • niemiecki film Wir Clausa Hubalka z 1982 r. W miarę dokładne odwzorowanie książki, chociaż brakuje kilku kluczowych dla narracji momentów (a i niektóre wątki mogą być trudniejsze do zrozumienia bez znajomości tekstu).



  • oraz francuski obraz o angielskim tytule The Glass Fortress (2016 r., reżyseria: Alain Bourret), będący zdecydowanie luźniejszym (ponadto krótkometrażowym i niskobudżetowym) odniesieniem do prozy Zamiatina.


Bardzo czytelnych nawiązań możemy doszukiwać się także w -- zapewne lepiej znanym P.T.Czytelnikom i Czytelniczkom -- filmie George'a Lucasa THX 1138 z 1971 r.

Miłego!

Źródło / przypisy
[1] Leonidas Donskis: Refleksje na temat kanonu, tożsamości i polityki pamięci [w:] Podręcznik dialogu. Zaufanie i tożsamość, s. 218
[2] Pierwsze polskie wydanie powieści Jewgienija Zamiatina z 1985 r. ukazało się nakładem Niezależnej Oficyny Wydawniczej NOWA, będącej w latach 70. największym wydawnictwem tzw. drugiego obiegu. Tłumaczem pierwszego (nieoficjalnego) wydania był również Adam Pomorski (tłumaczący wówczas pod pseudonimem Barbara Sentencja).
[3] W polskojęzycznym tłumaczeniu postać Д-503 (być może dla uproszczenia kwestii redakcji tekstu -- choć w kontekście powieści można temu zabiegowi nadać także inne znaczenia) została opisana jako Δ-503.
[4] Budowa Integralu wyznacza też mniej więcej ramy czasowe powieści, której akcja rozgrywa się w czasie nieco ponad 120 dni. Pierwsze słowa powieści mówią właśnie o 120 dniach do zakończenia budowy tego projektu [s. 5].

Książka:
Jewgienij Iwanowicz Zamiatin: My (ros. Мы), przełożył Adam Pomorski, Wydawnictwo Alfa, Warszawa 1989. ISBN: 83-7001-293-0.

poniedziałek, 8 stycznia 2018

Ciągłość miasta. Prolegomena

Za mną jedna z najdłuższych przerw w tworzeniu wpisów na blogu. Czas od października zeszłego roku był u mnie niesamowicie aktywny zawodowo, dodatkowo zaś -- co okazało się w trakcie lektury -- zabrałem się za niezwykle wartościową, ale też niezwykle wymagającą pozycję autorstwa doktora Mikołaja Madurowicza Ciągłość miasta. Prolegomena.

Zacznę od jej polecenia -- ta książka to absolutne must have na półce każdego urbanisty / miastofila / badacza miast. Z jednej strony ogromne wrażenie robi metodyka i skrupulatność autora w podejściu do tego, skądinąd, niezwykle złożonego zagadnienia ciągłości miasta (jako idei, jako formy, jako przestrzeni, jako miejskiego genius loci). Z drugiej strony ogromne wrażenie robi erudycja, z jaką autor przedstawił szereg zagadnień, szeroko odwołując się do autorów i autorek na przestrzeni wieków. Chapeau bas! Sprawy z pewnością nie ułatwiał fakt, że -- o ile wiem -- jest to publikacja pionierska na polskim rynku wydawniczym, co jeszcze bardziej podniosło autorowi poprzeczkę (myślę, że przeskoczył ją ze sporym zapasem). Jednocześnie jednak postawił tę poprzeczkę bardzo wysoko P.T. Czytelnikom i Czytelniczkom. Lektura tej publikacji to ogromne wyzwanie intelektualne, ale także... językowe. Bez dobrego słownika wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych chwilami jest naprawdę trudno. W zasadzie zaczynając od podtytułu książki.
prolegomena
1. «wstępne rozważania wprowadzające do jakiegoś zagadnienia»
2. «przedmowa zawierająca uwagi ułatwiające czytelnikowi zrozumienie treści danego dzieła»
Dużą barierą może być zatem język publikacji. Fragmenty, takie jak poniżej cytowane, nie należą do rzadkości. O ile można się zmierzyć z jakąś liczbą podobnych zdań, wyrażeń czy zwrotów, o tyle ich niezwykłe nasycenie w tej publikacji czyni ją chwilami bardzo nieczytelną. W zawiłej terminologii, wielu przykładach i cytowaniach łatwo gubi się narracja. Nie zmienia to jednak faktu, że pozycja ta to niezwykła przygoda i dobra okazja do poszerzenia swojego zasobu leksykalnego. Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali.
Immanentna koherencja formalna zostaje zweryfikowana tutaj transcendentnie. [s. 135]

Skłanianie się do wielowątkowości wykładni miasta znamionuje poznawczą inklinację ku synkretyzmowi, lecz celowa kontaminacja filtrów identyfikacyjnych skutkować może rozbieżnością implikacji; oto widząc miasto w kategoriach relacji społecznych, procesów ekonomicznych, form urbanistyczno-planistycznych i architektonicznych, a także w wymiarze kulturowym i religijnym, na poziomie klasyfikacyjnych konkluzji wpadamy w konfuzję, jako że taka procedura definicyjna nierzadko rodzi syntezę oczekującą na kolejne postępowanie eksplikująco-określające zamiast przynosić zdobycz analityczną. [s. 186]
Ciągłość miasta to książka, która nie tylko operuje zagadnieniami na poziomie eksperckim, ale też na tym samym poziomie je prezentuje. Unifikacja jako preludium do rozpadu kręgu cywilizacyjnego [s. 171], miasto jako palimpsest, koncepcja miast słońc i miast planet, relacja między urbs a civitas [s. 188] czy zerwanie jako element ciągłości, jak również ciągłość zrywania. Uczta intelektualna każdego urbanofila. Poza zaawansowaną treścią niezwykle przedstawia się także poziom zamieszczonych map, wykresów czy zestawień (w zdecydowanej większości odrysów autorskich).




Przy takim poziomie merytorycznym sytuacja wygląda podobnie do tej, którą opisałem przy okazji wpisu na temat książki Kreacje przeszłości. Szkice z antropologii historii Jacka Kowalewskiego. Ujmując sprawę literacko -- przy okazji parafrazując słowa Konstantego Geberta z Podręcznika dialogu, skierowane w stronę prof. Baumana [s. 94] -- wiem, że wejście w publiczną polemikę z autorem byłoby szczególnie wyrafinowaną i perwersyjną formą samobójstwa. Były jednakże fragmenty, przy których stawiałem znaki zapytania. Ot, chociażby przy opisie roli przyjezdnych w życiu miasta, gdzie nie do końca było dla mnie jasne, czy dr Madurowicz (cytując fragment opracowania Fernanda Braudela) odnosi go jedynie do historii (na co wskazywałby cytowany autor -- przedstawiciel szkoły „Annales”), czy również do teraźniejszości.
Jeśli miasto rośnie, nie może tego czynić tylko własnym sumptem. Również ze społecznego punktu widzenia potrzebuje przybyszów do najniższych posług; potrzebuje proletariatu, który szybko się zużywa i musi się szybko odnawiać, podobnie jak dzisiejsze gospodarki państw wysoko rozwiniętych potrzebują na swoje usługi przybyszów z Afryki Północnej i Portoryko - konstatuje F.Braudel [s. 369]
Zagadką jest dla mnie również praktyczny brak obecności Łodzi. To nie tak, żebym był jakimś szczególnym fanem tego miasta (mimo tego -- a może z powodu tego? -- że w nim mieszkam). Nie jest też tak, że Łodzi w książce w ogóle nie ma. Pierwsza wzmianka o tym mieście (Łódź wyliczona razem z innymi miastami z wymieszaną tkanką społeczną) pojawia się na stronie 303. Inne dwie wzmianki o Łodzi dotyczą okresu po  1945 r. w kontekście tymczasowego przejęcia roli stolicy Polski (s. 313 oraz s. 405). Jest jeszcze jedno miejsce, w którym Łódź wspomniana została w ramach odmienności od... Kartaginy.
Godzi się tutaj odnotować, że długie trwanie jednak nie przesądza o ciągłości, gdyż wystarczy zestawić młode miasto nadal funkcjonujące, "wychylone w przyszłość", pozbawione dotąd doświadczeń rewidujących jego status lub kondycję, z miastem dawnym i już skrzętnie wymazanym z atlasu historii osadnictwa, acz niegdyś legitymującym się długą i intensywną żywotnością. Porównajmy w tej mierze chociażby Łódź i Kartaginę [s. 352]
Z polskiej perspektywy Łódź wydaje mi się jednym z ciekawszych, dużych miast, jeśli chodzi o kwestie trwałości i ciągłości -- w relacji przestrzeń-ludzie (szczególnie w kontekście jej dynamicznej i dramatycznie przerwanej wojną historii rozwoju). Ale być może to ten fragment z Kartaginą jest jakąś odpowiedzią na jej nieobecność. Przy tak odległej perspektywie czasowej (kilkakrotne wspominane w pracy Çatalhöyük -- niemal dziesięciotysięcznej osady, założonej między 7400 a 7300 rokiem p.n.e.), Łódź jest drobnym okruchem w urbanistycznej galaktyce. Choć tu znów [szczególnie wyrafinowana i perwersyjna forma samobójstwa?] mógłbym polemizować z autorem na temat pozbawienia Łodzi jak dotąd doświadczeń rewidujących jego status lub kondycję. To widocznie kwestia perspektywy. Lub też skali.

Na sam koniec, bo o mały włos bym zapomniał: olbrzymia bibliografia, indeks miast (w przypadku tej książki rzecz nie do przecenienia!) oraz spisy 5 fotografii, 28 map, 51 planów, 8 rycin, 9 schematów, 21 tabel i 11 wykresów (w układzie: numer, nazwa, strona). Pozazdroszczenia godna skrupulatność i precyzja autora / wydawnictwa.


Książka:
Mikołaj Madurowicz: Ciągłość miasta. Prolegomena, wydanie I, Wydawnictwo Uniwersytety Warszawskiego, Warszawa 2017. ISBN: 978-83-235-2717-6.