poniedziałek, 22 kwietnia 2019

Rewitalizacja. Podejście partycypacyjne

Z pewnością część P.T. Czytelników i Czytelniczek zna ten specyficzny koloryt i dyskretny urok wydawnictw poprojektowych. Oszczędzę szczegółowych opisów tego, jak to z ich przygotowywaniem czasami bywa, zdarza się jednak, że zamiast stanowić ciekawy przyczynek do dyskusji, ich finalna wersja wygląda jak realizacja przykrego obowiązku, koniecznego do rozliczenia dotacji.

Publikacja Rewitalizacja. Podejście partycypacyjne (praca zbiorowa pod redakcją  Doroty Bazuń i Mariusza Kwiatkowskiego, naukowców związanych z Instytutem Socjologii Uniwersytetu Zielonogórskiego) trochę tak wygląda, mimo że na jej stronach nie znalazłem żadnego "znamiona projektowego".

Kwestia partycypacji w procesach rewitalizacji jest niesamowicie ważna -- a ze względu na swoje znaczenie była już wielokrotnie omawiana na niezliczonych panelach, konferencjach, zjazdach i warsztatach. Spotkałem się już nawet z zarzutami "przegadania" tematu, miałem też już niejednokrotnie wrażenie kręcenia się kolejnych paneli / panelistów wokół własnego ogona -- rozmawiania wciąż o tym samym, używania wciąż tych samych zwrotów, podawania wciąż tych samych argumentów. Ile tak można?

Z tych właśnie powodów Rewitalizacja. Podejście partycypacyjne to dla mnie duże rozczarowanie czytelnicze i poznawcze. Dwa lata (rocznikowo) po przyjęciu ustawy o rewitalizacji, wieńczącej pewien etap polskiej dyskusji o istocie procesów rewitalizacyjnych, Oficyna Naukowa wypuszcza na rynek książkę na takim poziomie, jakby tych miliona dotychczasowych dyskusji nie było. Pełną oczywistych oczywistości i wielokrotnie omawianych kwestii.

Jak bardzo ważne jest słuchanie mieszkańców w procesie rewitalizacji? Zalety i wady podejścia partycypacyjnego? Kwestia angażowania mieszkańców na każdym etapie? Rola diagnozy w procesach rewitalizacyjnych..? Halo, it was 2017!

Opisywana w drugiej części książki idea "bottom up", przedstawiana jako "duński model partycypacji" to nic innego jak podejście oddolne, omawiane w Polsce od lat. To właśnie z tego podejścia należałoby wywodzić kluczową rolę mieszkańców w procesach rewitalizacji, które po wielu latach "gadania" udało się usankcjonować w ustawie o rewitalizacji. Artykuł o idei projektowania w modelach "top-down" i "bottom-up" na Wikipedii wisi od marca 2002 roku. Musimy iść dalej -- nie tylko w działaniu, ale też w dyskusji na temat rewitalizacji. Takie książki tej dyskusji na pewno nie popchną.

Powiem więcej -- większym problemem w Polsce nie jest brak wiedzy czy doświadczenia realizatorów, ale brak -- z różnych przyczyn -- woli politycznej do realizacji projektów z poszanowaniem roli i woli lokalnych interesariuszy (mieszkańców, przedsiębiorców). A tymczasem Joanna Frątczak-Müller w tekście "Bottom up" - duński model rewitalizacji jako główne przyczyny małego zaangażowania się mieszkańców w wypracowywanie modelu zmian w przestrzeni publicznej wymienia niski poziom zaufania i zaangażowania obywatelskiego, brak zainteresowania sprawami lokalnymi, brak silnych liderów i brak dobrych praktyk [s. 108]. Ani słowa o:
  • wpływie sytuacji ekonomicznej mieszkańców obszarów zdegradowanych na ich możliwości angażowania się w polityki publiczne,
  • braku woli politycznej decydentów do uwzględniania lokalnych interesów w procesach rewitalizacyjnych oraz -- celowe lub nie -- ignorowanie tych interesów,
  • kwestiach nakładania się narracji na temat możliwych modeli rewitalizacyjnych,
  • wpływie zewnętrznych finansowań na przebieg procesów modernizacyjnych (słynne ryneczki z fontannami i duża pula środków z perspektywy 2014-2020).
Mieszkańcy są leniwi, nie interesują się, nie ufają i dlatego jest źle. I tyle. Dodatkowo kłania się kwestia analizy przyczynowo-skutkowej (co jest przyczyną -- a co skutkiem).

Przy tak niskim poziomie większości tekstów nie będę się już zanadto pastwił nad używanym wielokrotnie (i w wielu opublikowanych tekstach) zwrotem "rewitalizacja społeczna" -- zamiast "społecznych aspektów rewitalizacji" (laikom był całkowicie odpuścił, profesjonalnym tekstom socjologów już nie).

Są jeszcze (w różnych, opublikowanych tekstach) "wyższe standardy kulturowe" lokalnego ośrodka władzy w porównaniu do standardów kulturowych społeczności [s. 61], przekonanie, że budżet obywatelski zdominowały projekty, które powinny być realizowane z gminnej puli pieniędzy przeznaczonych na remonty i modernizacje [s. 52] czy też wyrażone przekonanie, że rewitalizacja jest dla samorządów lokalnych nie tylko szansą, ale i koniecznością z uwagi na (...) możliwość finansowania tego procesu ze środków unijnych -- żeby chwilę później narzekać na błędne koncentrowanie się głównie na projektach inwestycyjnych, tj. renowacji obiektów mieszkalnych, zabytkowych, dróg i placów [s. 182-183] (bez uwzględnienia tego, że większość tych wpływających do Polski środków unijnych to środki z EFRR).

Przedostatni zaś tekst w publikacji to opis projektu studenckiego słuchaczy studiów podyplomowych "Rewitalizacja społeczna". Z całym szacunkiem dla moich szanownych Koleżanek i Kolegi, ale projekty studenckie (czysto teoretyczne fantazje na temat...) są dobre co najwyżej do przećwiczenia kilku składowych elementów i myślenia projektowego.

Starając się jednak wyłapać plusy tej publikacji zwróciłbym uwagę na dwa teksty, które -- co prawda -- nie wyróżniają się szczególnie pod względem szczegółowości analizy, ale za to poruszają często pomijane w dyskusjach o procesach rewitalizacyjnych aspekty. Chodzi o teksty Porządek pod psem - rewitalizacja terenów miejskich a potrzeby psów i ich właścicieli Doroty Bazuń oraz Społeczna odpowiedzialność biznesu a rewitalizacja na przykładzie województwa lubuskiego Piotra Nieporowskiego.

Podsumowując: książkę mogę polecić osobom, które dopiero rozpoczynają swoje przygody z szeroko rozumianą partycypacją, tudzież rewitalizacją. Bardziej "zaawansowanym" Czytelnikom i Czytelniczkom -- jeżeli zależy im na pogłębieniu wiedzy z tego zakresu -- jednak odradzam.

Książka:
Rewitalizacja. Podejście partycypacyjne, praca zbiorowa pod redakcją  Doroty Bazuń i Mariusza Kwiatkowskiego, Oficyna Naukowa, Warszawa 2017. ISBN: 978-83-64363-72-6.

niedziela, 7 kwietnia 2019

Thomas Bernhard - dramaty

Thomas Bernhard chodził za mną już od bardzo dawna, zaś po zeszłorocznej wizycie w Wiedniu i zobaczeniu Placu Bohaterów potrzeba przeczytania jego dramatów tylko wzrosła. Dramaty jednego z najwybitniejszych reprezentantów literatury niemieckojęzycznej [1] w ramach zasobów bibliotecznych Łodzi można zdobyć jedynie w gmachu Biblioteki Uniwersytetu Łódzkiego (ze względu na działający na UŁ Instytut Filologii Germańskiej...?). Jedyny tak obszerny, polski przekład dramatów Bernharda, ukazał się nakładem Wydawnictwa Literackiego już prawie 20 lat temu -- i do dziś nie doczekał się wznowienia [2].

Dwutomowe wydanie dramatów Thomasa Bernharda, wybranych przez Krystiana Lupę, zawiera tłumaczenia ośmiu dzieł tego autora, napisanych w latach 70. (tom 1) oraz 80. (tom 2). Utwory w publikacji ułożono w kolejności ich powstawania.

Tom 1
  • Ein Fest für Boris (Święto Borysa, przekład Moniki Muskały)
  • Immanuel Kant (przekład Jacka St. Burasa)
  • Vor dem Ruhestand. Eine Komödie von deutscher Seele (Przed odejściem w stan spoczynku. Komedia o duszy niemieckiej, przekład Danuty Żmij-Zielińskiej)
  • Der Weltverbesserer (Naprawiacz świata, przekład Danuty Żmij-Zielińskiej)
Tom 2
  • Über allen Gipfeln ist Ruh. Ein deutscher Dichtertag um 1900 (Na szczytach panuje cisza, przekład Jacka St. Burasa)
  • Der Theatermacher (Komediant, przekład Jacka St. Burasa)
  • Ritter, Dene, Voss (Rodzeństwo, przekład Jacka St. Burasa)
  • Heldenplatz (Plac Bohaterów, przekład Grzegorza Matysika)
Niezwykle cenne dla recepcji dramatów może okazać się posłowie Krystiana Lupy, zamieszczone na końcu pierwszego tomu, gdyż sam Bernhard w odbiorze prosty nie jest.
W swej ostatniej powieści (Auslöschung) rezygnuje Bernhard nawet z ostatniej pozy literata - pozy człowieka, który tym różni się od innych, że potrafi "pięknie" pisać. (...) Teraz bez reszty oddaje się bezradnemu, jałowo powtarzającemu, w biednych, nieudolnych, skarżących się lub agresywnych frazach, w nie kończących się litanijnych perseweracjach - językowi grafomanii... (...) Bernhard odrzuca! To jego najistotniejsza, zakorzeniona u samego dołu jego stosunku ze światem cecha. [z posłowia Krystiana Lupy, t. 1, s. 400]
Charakterystyczne dla dramatów są despotyczne postaci, szaleńcy terroryzujący otoczenie (Dobra ze Święta Borysa, Immanuel Kant, Naprawiacz Świata, Rudolf Höller z Przed odejściem w stan spoczynku czy Ludwik z Rodzeństwa). Postaci dramatu często wygłaszają długie monologi, przybierające formę zbliżoną do strumienia świadomości. Kolejne zdarzenia dramatyczne wydają się ciągnąć w nieskończoność, nie prowadząc do żadnej puenty. Czasami dramat zakończy się niespodziewanym wydarzeniem (Immanuel Kant), czasami tekst (a może nawet bardziej didaskalia) zagęszczają atmosferę, budując napięcie wokół zakończenia (Komediant), czasami zaś długo oczekiwany finał w zasadzie nie nadchodzi, pozostawiając P.T. Czytelnika / Czytelniczkę z poczuciem nienasycenia, potęgowanego znużeniem (Naprawiacz świata).
Bernharda zdają się w ogóle nie interesować tak zwane pracujące (popychające rozwój intrygi) kwestie. Po długim czytaniu sztuk Bernharda dostrzegam schematyczność dialogu sztuki intrygi, jakąś pragmatyczność posługiwania się ludzkim dialogiem do opowiadania zdarzenia... Rzecz w tym, że dziewięćdziesiąt procent dialogu toczy się nadaremnie. Trwa przechodzenie słów w z głowy do głowy... tam w głowach dokonują się utajone, utajone nawet przed właścicielami głów, duchowe procesy... Jakaż ogromna masa słów marnuje się na ludzkie konflikty, na wzajemne dezakceptacje, na pretensje, urazy, żale, nieufności, lęki i agresje... [z posłowia Krystiana Lupy, t. 1, s. 398]
Thomas Bernhard, dworując z teatru i sztuki scenicznej (Komediant), intelektualistów (Immanuel KantNa szczytach panuje ciszaNaprawiacz świata) w szczególny sposób znęca się nad Wiedniem  oraz całą Austrią. Widzi w tym kraju zdegenerowane społeczeństwo, które przez lata nie potrafiło rozliczyć się ze swojej nazistowskiej przeszłości. Mało tego, ta nazistowska i antysemicka "przeszłość" stanowi w sztukach Bernharda austriacką codzienność -- tymczasowo ukrytą pod płaszczykiem tego, co wypada. Rudolf (główna postać z dramatu Przed odejściem w stan spoczynku), szanowany obywatel, prezes sądu, poseł do parlamentu krajowego oraz miejski radny rok rocznie w mundurze SS świętuje urodziny Heinricha Himmlera. Jego siostra (przygotowująca doroczną, uroczystą kolację -- i szykująca dla brata mundur SS-mana) oczekuje dnia, kiedy tę "okazję" świętować będzie można jawnie.
I te piękne ordery na piersi
Ty jesteś prawdziwym Niemcem Rudolfie
Ty jesteś wzorem
to że musisz ten mundur wkładać po kryjomu
to że po kryjomu musisz nosić ordery
(...)
gdybym z tobą tak jak teraz wyglądasz
mogła wyjść z domu udać się do miasta
pójść do opery do środkowej loży
Ach Rudolfie czy my tego jeszcze dożyjemy
Nie sądzę by miało to potrwać długo
znów będziemy mogli całkiem otwarcie wyznać czym jesteśmy
prawo znów zapanuje nad światem [Przed odejściem w stan spoczynku, t. 1, s. 269]
Mocnym uderzeniem jest także scena przeglądania w III akcie pamiątkowego albumu ze zdjęciami -- doroczna tradycja sędziego Rudolfa Höllera i jego siostry. W albumie tym wojenna przeszłość Rudolfa występuje jako idylliczna opowieść o wakacyjnej przygodzie, zdjęcia z obozu przedstawiają "śliczne drzewa" oraz "uroczy krajobraz" [s. 274].

Bernhard nie bawi się w subtelności czy dwuznaczności, wyrzucając z całą mocą swoje oskarżenia względem Austrii i austriackiego społeczeństwa. Nawiasem mówiąc Austria do dziś ma ogromny problem z mówieniem o swojej przeszłości -- znalezienie w Wiedniu muzeum poświęconego współczesnej historii Austrii nie jest łatwą sprawą, zaś na scenie politycznej kolejne sukcesy świętuje powstała w 1945 roku Austriacka Partia Ludowa (ÖVP), wchodząca w koalicyjne układy z powstałą w 1955 roku Wolnościową Partią Austrii (FPÖ) -- w której z kolei nacjonalistów, rasistów, negacjonistów czy antysemitów nie brakuje. W wyborach parlamentarnych w Austrii w 2017 roku FPÖ uzyskała trzeci wynik, zgarniając ponad 1/4 oddanych głosów.
Zdjęcie z wystawy w Jüdisches Museum Wien (2018)

Tłem społeczno-politycznym dramatów Thomasa Bernharda była też sprawa Kurta Waldheima, sekretarza generalnego ONZ (1972- 1981) i prezydenta federalnego Austrii (1986–1992). Podczas jego prezydentury Bernhard wydał swój ostatni, a jednocześnie najpopularniejszy dramat Heldenplatz (1988 rok). Waldheim stał się najgłośniejszym przykładem -- a przez to również symbolem -- tego, co ciążyło (oraz nadal ciąży) nad austriackim społeczeństwem, które w kontekście wydarzeń z 12 marca 1938 r. starało się pozycjonować jako "pierwsza ofiara Adolfa Hitlera". W te punkty bezwzględnie uderza Bernhard, wprowadzając w Placu Bohaterów postać profesorowej Jadwigi Schuster, która cierpi słysząc (w głowie?) coraz donioślejsze krzyki tłumu Austriaków, wiwatujących w marcu 1938 r. na Heldenplatz. O ile w dramacie Przed odejściem w stan spoczynku mogłem wyłapać pojedyncze uderzenia, nasilające się wraz z gęstniejącą atmosferą -- o tyle Plac Bohaterów to już nieustająca seria wyrzutów, w której niemal namacalnie czuć bezsilny żal i wściekłość autora.
w Oxfordzie nie ma Placu Bohaterów
w Oxfordzie nigdy nie było Hitlera
w Oxfordzie nie ma wiedeńczyków
w Oxfordzie nie wrzeszczą tłumy [Plac Bohaterów, t. 2, s. 355]
W Austrii musisz być albo katolikiem
albo narodowym socjalistą
wszystko inne nie jest tolerowane
wszystko inne jest niszczone
i to stuprocentowym katolikiem
i stuprocentowym narodowym socjalistą [Plac Bohaterów, t. 2, s. 391]
Ostatnią wolą Thomasa Bernharda było zaprzestanie wystawiania jego sztuk na terenie Austrii (do 2059 roku). Zabronił także wydawania dotąd nieopublikowanych dzieł. Informację o śmierci autora -- zgodnie z jego wolą -- upubliczniono dopiero po pogrzebie [3].

W Placu Bohaterów brat zmarłego profesora Schustera wypowiada kwestię:
Wielu wreszcie odetchnie
jak usłyszą że profesor Schuster nie żyje [Plac Bohaterów, t. 2, s. 461]
Być może te słowa -- w kontekście Thomasa Bernharda -- powinniśmy być traktowane autobiograficznie...

Przypisy:
[1] Hasło Thomas Bernhard w polskojęzycznej odsłonie projektu Wikipedia.
[2] Katalog Biblioteki Narodowej mówi o jeszcze jednej publikacji -- "Dialog Jesienny wieczór i inne dramaty" (Instytut Książki, 2013), w której opublikowano tłumaczenie dramatu Vor dem Ruhestand (Przed odejściem w stan spoczynku) Danuty Żmij-Zielińskiej. I to by było na tyle jeśli chodzi o dramaty Bernharda.
[3] Zapowiedź ostatniej woli autora -- post factum -- możemy odnaleźć w tekście Plac Bohaterów, gdzie ostatnią wolą profesora Schustera było, aby podać informację o jego śmierci po pogrzebie
Mój mąż zadecydował
żeby jego śmierć dopiero tydzień po pogrzebie
podać do wiadomości [Plac Bohaterów, t. 2, s. 461]
Książka:
Thomas Bernhard - Dramaty (cz. 1), wybrał i posłowiem opatrzył Krystian Lupa, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2001. ISBN: 83-08-02999-X.
Thomas Bernhard - Dramaty  (cz. 2), wybrał Krystian Lupa, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2004. ISBN: 83-08-03685-6.