poniedziałek, 29 lutego 2016

Czy kobieta powinna mieć te same prawa co mężczyzna?

Ten wpis będzie mniej typowy, bo zamiast o współczesnej (czy też w miarę / stosunkowo współczesnej) literaturze chciałbym choć krótko wspomnieć o ciekawej publikacji, wydanej ponad 100 lat temu w Krakowie. Publikacji, która -- co ciekawe lub o zgrozo -- mimo upływu czasu tylko po części straciła na aktualności, tak więc przeczytałem ją jednym tchem.

Na książkę natknąłem się przypadkiem, czytając wyśmienitą pracę Urszuli Glensk Historia słabych. Reportaż i życie w Dwudziestoleciu (1918-1939) -- będącej, tak swoją drogą, jej pracą habilitacyjną. Trafienie na ten ponadstuletni traktat feministyczny Kazimiery Bujwidowej to także najlepszy dowód na to, że w dobrych opracowaniach naukowych nie warto ograniczać się do lektury tekstu głównego.

Wiemy dobrze, że inną moralność przepisuje mężczyzna sam sobie, a innej wymaga od kobiety. (...) „Prostytutka“ — to wyraz hańbiący. „Prostytutkę“ wyrzucono poza społeczeństwo. Ale mężczyźni z tej prostytutki korzystający, to nasi „ukochani“ ojcowie, mężowie, bracia, to nasi „szanowani“ posłowie, lekarze, kupcy, adwokaci. To też o zniesienie tej podwójnej moralności, tej obłudy obyczajowej walczy uświadomiona kobieta. [s. 13]
Sama autorka (tak samo zresztą jak jej mąż, Odo[n] Bujwid) była nietuzinkową postacią. Ukończyła kurs krawiectwa, a jako słuchaczka Uniwersytetu Latającego studiowała nauki biologiczne. W 1918 r. przejęła kierownictwo w prowadzonym przez jej męża Zakładzie Produkcji Surowic i Szczepionek. W 1908 zaangażowała się w kampanię przedwyborczą Marii Dulębianki herbu Alabanda -- pierwszej kobiety kandydującej do Sejmu Krajowego. W roku 1910 jako delegatka z Galicji wzięła udział w kongresie spraw kobiecych w Paryżu. W 1912 była delegatką na I Zjazd Austriacki w sprawie praw wyborczych dla kobiet [1].

W latach 90. XIX wieku oficjalnie wystąpiła z Kościoła rzymskokatolickiego i ogłosiła swoją bezwyznaniowość. Można się tylko domyślać, jaką burzę musiało to wywołać w Krakowie, jednej z ostoi polskiego konserwatyzmu. Nie przeszkodziło to jednak jej mężowi (który podzielał socjalistyczne i emancypacyjne poglądy żony [2]) zostać wybranym na krakowskiego radnego (1896 r.) czy stać się jednym z członków Rady Przybocznej Prezydenta (lata 1931–1933).
A jednak krew męczennic chrześcijanek obficie płynęła w obronie chrześcijaństwa, a 40% nagrobków w katakumbach rzymskich przypada na kobiety. Mimo to Sobory rozprawiały nad zagadnieniem: „czy kobieta ma duszę“, a ojcowie kościoła uznali kobietę za „bramę piekielną, przez którą wchodzi grzech“, za istotę „pozbawioną zmysłu moralnego“. [s. 18]

Swoją drogą życiorys jednej z trzech córek tego "lewackiego" małżeństwa to materiał na odrębną opowieść.
Córka Helena, po mężu Jurgielewiczowa, jako pierwsza kobieta otrzymała 5 maja 1923 dyplom lekarza weterynarii po ukończeniu z ogólnym wynikiem celującym Akademii Medycyny Weterynaryjnej we Lwowie. Helena była porucznikiem 11 Pułku Ułanów Legionowych, odznaczona czterokrotnie Krzyżem Walecznych za męstwo wykazane w czasie Obrony Lwowa. [4]
Publikację K.Bujwidowej -- a w zasadzie jej skan (z możliwością przeszukiwania tekstu) -- udało mi się odszukać na stronach Repozytorium Cyfrowego Instytutów Naukowych. Niestety przy próbie wejścia na główną stronę rcin.org.pl wyświetla się komunikat o podłożonym koniu trojańskim i połączenie zostaje przerwane. Gdyby ktoś szukał zeskanowanej wersji w papierze poniżej podaję namiary: 

Digitalizacja:
Instytut Badań Literackich Polskiej Akademii Nauk
Lokalizacja oryginału:
Sponsor digitalizacji:
Program Operacyjny Innowacyjna Gospodarka, lata 2010-2014, Priorytet 2. Infrastruktura strefy B + R ; Unia Europejska. Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego

O co walczą zorganizowane kobiety dzisiejsze? Krakowski oddział Czytelni dla kobiet, noszący nazwę: „Oddział ochrony praw kobiety“, wydał celem pomnożenia funduszu agitacyjnego równouprawnienia kobiet książeczki, rodzaj bloczków do zdzierania pojedyńczych kartek, na których jest wydrukowany t. zw. elementarz kwestyi kobiecej.
Elementarz ten przedstawia się jak następuje:
Każda uświadomiona kobieta powinna się domagać:
1. Zupełnego równouprawnienia politycznego kobiet.
2. Wyzwolenia ekonomicznego przez zrównanie płacy za równą pracę, przez dostęp do wszystkich zawodów, przez wyszukanie nowych dróg zarobkowych oraz reformę gospodarstwa domowego.
3. Równouprawnienia kobiet w kodeksie cywilnym (prawo świadczenia, prawo opieki nad dziećmi, prawo małżeńskie itp.)
4. Bezpłatności nauczania oraz otwarcia dla kobiet wszystkich szkół istniejących.
5. Ochrony macierzyństwa przez odpowiednie ustawy ochronne, zabezpieczające kobietom w ostatnim miesiącu ciąży oraz pierwszym po porodzie całkowite utrzymanie oraz pomoc lekarską.
6. Ochrony dziecka przez zabezpieczenie każdej matce odpopowiedniej [błąd w tekście publikacji - JG] pomocy na wychowanie dziecka oraz przez zrównanie w prawach dzieci naturalnych z dziećmi ślubnemi.
7. Zniesienie administracyjnie uprawnionej prostytucyi.
8. Zniesienie wszystkich przywilejów płci, wyrażających się w prawach zarówno skodyfikowanych jak i obyczajowych. [str. 4]

Książka wydana w 1909 r., poza uwzględnieniem postulatów polskich feministek z samego początku XX wieku, zawiera także ciekawy opis przedstawiający ówczesną społeczno-polityczną sytuację kobiet w różnych krajach. Zastrzegając na wstępie, że nie weryfikowałem podawanych przez K.Bujwidową danych, muszę jednak przyznać, że są one imponująco dokładne -- autorka dopiero w następnym roku po wydaniu publikacji (1910) miała udać się do Paryża na kongres spraw kobiecych jako delegatka Galicji. Nakładam na tę ocenę oczywiste uwarunkowania, takie jak brak stosunkowo łatwego dostępu do wiedzy (m.in. możliwości, jakie daje nam dziecko nowoczesności -- internet), ale też kwestię o którą walczy autorka -- nierównouprawnienie kobiet w dostępie do edukacji. Chociaż -- z drugiej strony -- być może to jedynie nasza dwudziestopierwszowieczna megalomania, patrzenie "z góry" na ludzi żyjących ponad 100 lat temu i zakładanie a priori, że skoro nie mieli wujka Google i cioci Wikipedii to nie mogli wiedzieć tyle, co my [3]. Nie wykluczam, że sam jestem ofiarą tego typu myślenia. Rozsądnym kompromisem być może będzie stwierdzenie, że nowoczesne technologie o ile nie przysparzają nam wiedzy, to jednak czynią ją bardziej egalitarną / powszechnie dostępną. Jak by nie było mówiąc o Kazimierze Bujwidowej mówimy jednocześnie o czołówce polskiej inteligencji z przełomu XIX i XX wieku.
I tak w r. 1891 w Norwegii poraz pierwszy weszły kobiety do Rad gminnych, a w r. 1893 w Nowej Zelandyi weszły kobiety do parlamentu. Odtąd powoli liczba krajów, w których rządy są sprawowane przez obywateli płci obu, wzrasta powoli lecz stale. Obecnie mamy już zupełne polityczne równouprawnienie we wszystkich ciałach ustawodawczych: w 7-miu krajach Australii, 4-ch stanach północnej Ameryki, a w Europie: w Norwegii i Finlandyi. Świeżo całkiem zrównano w prawach kobiety odnośnie do ordynacyi wyborczej gminnej w Danii. (W dniu 12 Marca 1909 r. weszło 7 kobiet do Rady miasta Kopenhagi).

U nas dotąd nie chcą władze jakoś zrozumieć, że naród to nie wyłącznie mężczyźni, lecz mężczyźni i kobiety i że te ostatnie zarówno z tytułu swego uzdolnienia jakoteż i z tytułu swej pracy mają najzupełniejsze prawo współuczestniczenia w sprawowaniu rządów ogółu ludności (a więc i kobiet) dotyczących. [str. 5]
Osobnym elementem publikacji, na który moim zdaniem warto zwrócić uwagę, jest część Indeks, czyli "słowniczek" wyjaśniającego, zamieszczona na końcu publikacji. To wyraźny dowód na to, że przynajmniej część ówczesnych publikacji poza celem uświadamiającym / ideologicznym miała także za zadanie edukować odbiorców w szerszym kontekście. To się nazywa podejście holistyczne. Z punktu widzenia współczesnego czytelnika ta część edukacyjna jest ciekawym źródłem wiedzy na temat ówczesnego postrzegania świata.

Alkoholizm (str. 6, w. 16) skłonność do używania i nadużywania napojów, zawierających (jak wódka, wino, piwo i t. p.) alkohol, zwany inaczej wyskokiem lub, z nieznaczną przymieszką wody, spirytusem. [str. I indeksu]

Berlin (str. 21, w. 24) stolica cesarstwa niemieckiego. Ma przeszło 2 miliony mieszkańców t. j. trzy razy tyle, co Warszawa, a dwadzieścia razy więcej niż Kraków. [str. II indeksu]

Entuzyastki (str. 21, w. 50) przyjaciółki i wielbicielki poetki polskiej Zmichowskiej, które wraz z nią dążyły do polepszenia obyczajów i położenia kobiety. [str. III indeksu]

Europa (str. 5, w. 22) czwarta co do wielkości, lecz najbardziej zaludniona i ucywilizowana z pięciu części świata. [str. III indeksu]
 
Dodam jeszcze tutaj krótką informację prawnoautorską dla tych, którzy mieliby jakieś wątpliwości dotyczące możliwości korzystania z tej publikacji (w jakimkolwiek celu i zakresie) -- w związku z tym, że utwór ten ma już 107 lat a sama autorka zmarła 84 lata temu -- zgodnie z polskim prawem -- utwór ten nie jest już objęty ochroną gwarantowaną dla autorskich praw majątkowych. Innymi słowy publikacja ta znajduje się w tzw. domenie publicznej i można z niej korzystać bez skrępowania. Z uwzględnieniem jednakże tego, że autorskie prawa osobiste w Polsce -- będące zgodnie z koncepcją dualistyczną praw autorskich prawem odrębnym od praw majątkowych -- są prawami bezterminowymi (nieograniczonymi w czasie) i niezbywalnymi (trwale związanymi z twórcą). W końcu autor / -ka (jak matka) może być tylko jeden / -na.

Na zakończenie jeszcze jeden z Czy kobieta powinna mieć te same prawa co mężczyzna? Z jednej strony pokazuje swoistą ponadczasowość przemyśleń Kazimiery Bujwidowej, z drugiej zaś strony ładnie domyka temat emancypacji kobiet.
Świadomość w kobiecie budzić się już wszędzie zaczyna. Świadome, wolne matki wychowają świadomych wolnych synów, a ci już przeciwnikami praw kobiety nie będą. Już dziś znajdują się mężczyźni, którzy swój stosunek do kobiety tylko jako współżycie dwu równych jednostek rozumieją i którzy upośledzenie kobiety jako osobiste upokorzenie odczuwają. Wewnętrznie odrodzony mężczyzna obok wolnej, świadomej kobiety nowemu życiu dadzą początek. [s. 15]

Publikacja (w oryginalnej formie) do przejrzenia / pobrania tutaj. Jeżeli ktoś preferuje czytanie z witryny internetowej całość tekstu (jednak bez indeksu, czyli słowniczka wyjaśniającego) opublikowano na portalu lewicowo.pl. Smacznego.

Przypisy:
[1] Fragment dotyczący historii życia Kazimiery Bujwidowej zaczerpnąłem z poświęconego jej hasła na polskojęzycznej Wikipedii. Swoją drogą jestem bardzo ciekawy czy -- oraz ewentualnie ile miejsca -- poświęcono jej historii w innej publikacji, która wciąż czeka na mojej półce: Wpływowe kobiety drugiej Rzeczyspospolitej Sławomira Kopera.
[2] Z innych źródeł na temat Odona Bujwida: Lewicowe przekonania ściągały na prof. Bujwida represje ze strony władz austriackich. Hasło Bujwid Odon (1857-1942) na Otwock - HiStory; wpis dodano: 13 lutego (2016?).
[3] Jedną z sytuacji, w której złapałem się na tym -- być może naiwnym -- zdziwieniu było to, kiedy w wycinku z krakowskiej prasy datowanej na 18 stycznia 1939 r. trafiłem na informację o tym, że dowódcy niemieckiej armii żądali gwałtownie reformy w wyszkoleniu i umundurowaniu armii, której wypadnie walczyć w Europie wschodniej w toku uciążliwej kampani zimowej. Zobacz wpis: [wycinki z prasy] Niemieckie braki w umundurowaniu do walki na wschodzie (styczeń 1939 r.).
[4]  Fragment ten pochodzi z hasła Odo Bujwid na polskojęzycznej edycji wikipedii. Co ciekawe w haśle poświęconym jego żonie nie ma obecnie ani słowa o dzieciach z tego małżeństwa.

Książka:
Kazimiera Bujwidowa: Czy kobieta powinna mieć te same prawa co mężczyzna?, cykl: Kwestya kobieca, wydanie nakładem Towarzystwa Wydawniczego "Encyklopedyi Ludowej", Kraków 1909 r.

[wpis datowany na 29 lutego. Szansa na kolejny taki dopiero za cztery lata]

środa, 10 lutego 2016

Religia, media, mitologia

Nieczęsto zdarza mi się przeczytać coś,czego przeczytanie będę później raczej odradzał niż do niego zachęcał. Cóż, zawsze musi być ten pierwszy raz. Trafiło na książkę profesora Józefa Majewskiego.

Książkę nabyłem drogą kupna już dość dawno temu w warszawskim Dedalusie. Podzieliła los wielu innych książek, które najczęściej swoje muszą odleżeć zanim po nie sięgnę -- w końcu jednak się zebrałem. Temat wydaje się niezwykle interesujący (szczególnie obecnie). Indeks osób, obszerna bibliografia, przypisy -- są. Na dodatek publikacja wydana została przez słowo / obraz terytoria, czyli -- w moim prywatnym rankingu -- jedno z najlepszych polskich wydawnictw. Wszystko zapowiadało naprawdę ciekawą lekturę. Masz ci los!

Po pierwsze książka powinna w tytule nawiązywać do chrześcijaństwa (a może nawet katolicyzmu), nie zaś do religii. Także nie dajcie się zmylić. W niektórych momentach miałem wrażenie czytania nie naukowego opracowania, ale lektury religijnej.

Problem, który nas tutaj szczególnie interesuje, wiąże się z pytaniem: czy charyzmaty mają charakter wyłącznie wewnątrzkościelny czy też mogą przekraczać granice Kościoła, w tym sensie, że mogą być życiowymi powołaniami chrześcijan realizujących się w świecie? (...) Charyzmaty - życiowo-zawodowe powołania darowane przez Ducha Świętego - nie muszą mieć wyłącznie charakteru kościelnego, mogą być również czysto światowe. Nie oznacza to wcale, że nie mają one związku z Kościołem. Przeciwnie - charyzmat światowy ze swej istoty jest kościelny, gdyż w jakimś sensie zawsze jest dla dobra Kościoła. To, co nie służy dobru Kościoła, zwyczajnie nie może być charyzmatem. [s. 100]

Po drugie w książce nie czułem tego, co by ją spajało. Miałem wrażenie obcowania z dość swobodnym potokiem myśli (nie mylić ze stream of consciousness), które w którymś momencie dochodziły do tego, co powinno być sednem danego rozdziału. Dla przykładu: w rozdziale czwartym Ponowne zaczarowanie świata. Mitologiczna funkcja mediów od strony 73 do 87 brnąłem przez rozważania na temat tabloidów / tabloidyzacji mediów, żeby dopiero na stronie 88 dotrzeć do kwestii teorii odczarowania świata Maxa Webera, która -- jak na mój gust -- powinna stanowić punkt wyjścia oraz oś całości rozdziału.

Momentami pojawiają się też naprawdę dziwne teorie autora bez jakiegokolwiek (dodatkowego) komentarza, powodujące bezwarunkowy odruch wtf?! (który pogłębia się po uświadomieniu sobie profesorskiego tytułu naukowego autora).

Kościół na najgłębszym poziomie żyje tym, co niewidzialne i duchowe, media zaś tym, co widzialne i zjawiskowe, sensacyjne. Kościół ma strukturę hierarchiczną, tymczasem medialnym kryterium oceny działalności wszystkich instytucji jest demokratyczność... Ergo: media informacyjne - z natury rzeczy - nie są w stanie przekazywać pełnej prawdy o Kościele (religii), a nawet są skazane na jej zniekształcanie. [s. 32]
Po pierwsza - naiwnością jest sądzić, że media-narzędzia/urządzenia techniczne są aksjologicznie neutralne czy "dobroduszne". Każde medium-narzędzie, można by tak rzec, jeszcze przed jego użyciem służy albo dobrej, albo złej sprawie. Tertium non datur. Dominujące dziś media wizualne czy audio-wizualne (z akcentem na drugą część) mają taką naturę, że mogą służyć tylko złej sprawie. [s. 57]
Jeśli medium technologiczne ma naturę wizualną lub z przewagą visio, to z góry wiadomo, że medialny dyskurs religijny źle służy religii, można jedynie badać rozmiary zniszczenia [s. 64]
 W książce znajdziemy też co najmniej kilka niezwykłych odkryć...

Media informują o wydarzeniach/sprawach religijnych, bo ich widzowie / czytelnicy / słuchacze należą do konkretnych religii instytucjonalnych, bardziej lub mniej zażyle identyfikują się z jakąś religią albo, nie należąc do żadnej religii, przyjmują istnienie lub nie odrzucają istnienia (różnie rozumianej) Rzeczywistości Transcendentnej: Boga, Absolutu, Ducha, Mocy, Nadprzyrodzoności itp. [s. 15]
Wyliczanki, która następuje zaraz po tym cytacie (str. 15-16) nawet nie mam ochoty ani czytać, ani tym bardziej komentować.

Jedyny rozdział naprawdę warty uwagi i polecenia to ten dotyczący pamiętnego wykładu Benedykta XVI w Ratyzbonie (warto dodać, że jest to przedostatni rozdział...). Autor w ciekawy sposób pokazał zarówno kwestię samego wykładu, jak i jego przedstawienia (wykorzystania?) przez media, reakcję zainteresowanych stron (przedstawicieli wspólnot chrześcijan i muzułmanów) oraz skutki [1]. Lekturę tej części potraktowałem jako swego rodzaju nagrodę za to, że książka po pierwszych kilkunastu stronach nie wylądowała na półce.

Kolejny (ostatni już) rozdział "Religia w mediach", w którym autor wnikliwie pochylił się nad smutnym losem współczesnej teologii katolickiej -- w tym niedocenianym w kościele katolickim środowiskiem świeckich teologów (do których zresztą sam należy) -- przywrócił rzeczom ich właściwe miejsce. Dwa wciągające rozdziały w jednej książce? To byłaby rozpusta.

Ostatnia sprawa, która wydała mi się na tyle ciekawa, aby o niej wspomnieć -- autor, mimo swoich konserwatywnych poglądów, w dość konsekwentny sposób używa zwrotu teolodzy / teolożki. Od razu widać, że zbrodnicza ideologia gender długo zdobywała kolejne przyczółki, by ostatecznie zaatakować i stać się słowem 2013 roku [2].

Na plus dla autora konsekwentne używanie zwrotu teologowie i teolożki. Gender się zakradał/

Źródło:
[1] Jednakowe słowo dla nas i dla was, czyli list 138 uczonych i zwierzchników muzułmańskich do przywódców chrześcijaństwa -- który w 2008 roku próbowało spopularyzować czasopismo Więzi --  to dziś już praktycznie zapomniany dokument. Z całością polskiego tłumaczenia listu można zapoznać się tutaj (.pdf). W internecie jest też anglojęzyczna strona przedsięwzięcia.
[2] "Gender" słowem roku 2013!, Focus.pl, 8 stycznia 2014 [dostęp: 10.02.2016]

Książka:
Józef Majewski, Religia, media, mitologia, wydawnictwo słowo / obraz terytoria, Gdańsk 2010; ISBN: 978-83-7453-961-6.