piątek, 28 grudnia 2018

Mniej. Intymny portret zakupowy Polaków

Potrzebowałem inspiracji do pracy, dlatego szperanie po półkach zacząłem od szukania czegoś z kategorii "ekonomia". Poza Ekonomią dobra i zła Tomáša Sedláčka w ręce wpadła mi książka o obiecującym tytule Mniej. Intymny portret zakupowy Polaków Marty Sapały. Wypożyczyłem.

Nie pamiętam, co dokładnie miałem w głowie wyobrażając sobie treść książki o tym tytule, ale to było coś innego, niż dostałem (niezobowiązująca atmosfera biblioteki pozwala na tę nonszalancję związaną z przypadkowym wyborem książek).

Mniej. Intymny portret zakupowy Polaków to książka z cyklu "eksperymentów społecznych", realizowanych w ciągu jednego roku. Coś leżącego obok Roku biblijnego życia A.J. Jacobs, tylko w nurcie Za grosze. Pracować i (nie) przeżyć Barbary Ehrenreich. Najbliżej zaś zapewne do Not Buying It: My Year Without Shopping Judith Levine -- z tym że zamiast po raz kolejny nurkować w odległym społecznie i kulturowo środowisku Ameryki Północnej, lądujemy w kraju nad Wisłą. Dobrze -- przede wszystkim "nad Wisłą".

Ciekawą perspektywę wprowadza do książki Islandia -- miejsce zamieszkania jednej z rodzin biorących udział w eksperymencie. Miejsce o zupełnie innych wzorcach życia stanowi ciekawy kontrapunkt dla polskiej perspektywy, która jest w książce dominująca.
Lansinoh, Bebilon, Hipp, Ketonal - z tymi markami zetknęłam się w szpitalu, gdy rodziłam syna. I takie później wybierałam. Nawet podkładów poporodowych szukałam identycznych. Szpital był nienachalny, położne - starały się nie robić ideologicznych wcisków. Czy nie jest tak, że przyjmujemy rozwiązania podsuwane nam w trudnych momentach przez osoby, którym ufamy?

***

"Gdy rodziłam Rysia" - wspomina Islandka Magda - "przy wypisie ze szpitala nie dostałam nic. Tylko pięknie zapakowaną czapeczkę z delikatnej wełny. Teraz, gdy pracuję w domu starców, wiem, że dzierganiem tych drobiazgów zajmują się ich pensjonariusze. Ci, którzy za chwilę odejdą, witają w ten sposób tych, co właśnie przyszli". [s. 123-124]

W rocznym eksperymencie (anty)zakupowym, poza autorką i jej najbliższą rodziną, bierze udział 12 osób o różnym statusie majątkowym i różnej sytuacji życiowo-rodzinnej (single, pary, rodziny wielodzietne, duże miasta i małe miejscowości, polska ściana wschodnia i zachodnia -- a nawet zagranica). Od 1 kwietnia, przez rok, będą podejmowali próby maksymalnego ograniczenia konsumpcji, ograniczając ją jedynie do najbardziej potrzebnych rzeczy. Tu zaś pojawia się główny obszar negocjacji, który stanowi oś eksperymentu (a co za tym idzie -- książki): procesualne definiowanie "niezbędności".

Wynosząc książkę Marty Sapały z lokalnej biblioteki -- zupełnie nieświadomie -- idealnie wpisałem się w jej ducha. Bohaterowie i bohaterki książki w ciągu roku wykorzystując najróżniejsze sposoby na ograniczenie konsumpcji, dzieląc się swoimi obserwacjami z autorką. Sposoby radzenia sobie z wyzwaniem, jakiego podjęli się uczestnicy projektu,  były różne: uczestniczenie w procesie wymiany (w tym banki czasu), rezygnacja z samochodu na rzecz komunikacji zbiorowej / roweru / piechtolotu, odmawianie sobie "drobnych przyjemności", regularnie nadszarpujących nasze domowe budżety (częste kawy na mieście, nieprzemyślane / spontaniczne zakupy). Kooperatywy, działkowcy, spółdzielnie. Znalazło się nawet miejsce dla biblioteki jako cichego -- i co istotniejsze dla książki: bezpłatnego -- miejsca pracy (alternatywy dla kawiarni czy odpłatnych przestrzeni coworkingowych).
Wcześniej w poszukiwaniu bezpłatnej przestrzeni do pracy, która nie będzie moim własnym domem, wypełnionym energiczną obecnością 2,5-letniego chłopczyka, tułam się po parkach, ławkach, zaprzyjaźnionych redakcjach, znajomych mieszkaniach i biurach, moszczę się z laptopem na dworcach, lotniskach, w środkach publicznego (długodystansowego) transportu i we własnym, zaparkowanym w bezpłatnej strefie aucie. Testuję każde rozwiązanie, jakie mi przyjdzie do głowy. Ponieważ jednak żadne z nich mnie nie satysfakcjonuje, pierwszym pomysłem, który niezmiennie do mnie puka, gdy mam pracować poza domem, jest kawiarnia. (...) Dopiero jakiś czas temu, gdy mam do zagospodarowania trzy godziny - rozciągnie w szpagacie między Mokotowem a Żoliborzem, bez szansy na skorzystanie z żadnego z przetestowanych miejsc - doznaję iluminacji. Gdy po przeanalizowaniu wszystkich możliwych scenariuszy, które podsuwa mi moja własna głowa, dochodzę do wniosku, że czas się przeprosić z darmową przestrzenią któregoś z warszawskich centrów handlowych (...), przychodzi myśl tak świeża, że aż niedorzeczna: czytelnia w bibliotece! [s. 346]
Przejście przez dwunastomiesięczny cykl miało w eksperymencie nie tyle wymiar symboliczny, co praktyczny. Z jednej strony pozwoliło to na zahaczenie nie tylko o cztery pory roku, ale też o wszystkie newralgiczne (pod względem zakupowym) okresy w ciągu roku -- organizacje wakacji, urodzin i świąt, początek roku szkolnego. Z drugiej strony zaś początkowo wysoki poziom adrenaliny, towarzyszący eksperymentowi, stopniowo opadał, zgromadzone przed eksperymentem zapasy topniały, sytuacja życiowo-konsumpcyjna się stabilizowała, motywacja spadała. Nie wszyscy w wytrwali.

Żeby jednak nie było: książka nie jest wyłącznie apoteozą ruchu zero waste z przyległościami. Poza zwykłymi kalkulacjami, związanymi z "tradycyjnym" [?] rynkiem wymiany dóbr i usług (kupno-sprzedaż), autorka -- ale też inni współuczestniczący w eksperymencie -- zwracają uwagę na pozafinansowe kwestie. Jest miejsce na sianie wątpliwości, w każdą stronę. Mają w tym pomóc często zadawane pytania, w domyśle skierowane zapewne do P.T. Czytelnika / Czytelniczki, które w największym skrócie i uproszczeniu można sprowadzić do: "czy na pewno...?".
(...) w każdym akcie wymiany (a więc i wymiany monetowo-towarowej) mieści się społeczny potencjał, także ten pozytywny. Budowania zaufania. Ustanawiania więzi. Sklejania społeczności. Inwestowania - choćby przez system podatkowy - w miejsce, w którym się żyje. Kusząca jest myśl, że portfel może być narzędziem wywierania wpływu na to, jak funkcjonuje i wygląda najbliższe sąsiedztwo. Czy jest w nim lokalna piekarnia, bazarek (...), kawiarnia, której właścicielem jest sąsiad. Nie jesteśmy samowystarczalni, potrzebujemy innych nie tylko po to, żeby przeżyć, ale i by dodać charakteru swojej egzystencji. [s. 169]
Wszystko to podane zostało w stosunkowo lekkiej, rzekłbym: lifestylowej formie. Ku przyjemności połączonej z refleksją nad życiem (codziennymi, konsumpcyjnymi wyborami). W wolnej chwili -- warto.

Książka:
Marta Sapała: Mniej. Intymny portret zakupowy Polaków, Grupa Wydawnicza Relacja, Warszawa 2014. ISBN: 978-83-64270-03-1.

poniedziałek, 10 grudnia 2018

Ekonomia dobra i zła

Z przekonaniem graniczącym z pewnością można założyć, że książka napisana przez człowieka, który prowadził zajęcia z filozofii ekonomii, nie może być zwykłym traktatem ekonomicznym. Tomáš Sedláček swoją książką wkłada do naszego codziennego myślenia o ekonomii perspektywę, od której -- jak sam twierdzi -- odeszliśmy na rzecz wskaźników i wzorów (oka i szkiełka). Ekonometria skutecznie wypiera z myślenia o ekonomii inne obszary, a tymczasem (jak możemy przeczytać w Ekonomii dobra i zła) ekonomia jest w lwiej części dyscypliną normatywną [s. 19], nauką o relacjach międzyludzkich [s. 27].

Wychodząc z założenia, że świat składa się z opowieści (jedną z nich zaś jest opowieść o ekonomii [s. 15]), Tomáš Sedláček rozpoczyna od jednej z najstarszych z nich -- eposu o Gilgameszu. Nie wiem, czy P.T. Czytelnicy i Czytelniczki kupili / kupiły by taką opcję, ale dla mnie ta perspektywa wydała się odświeżająca intelektualnie: odczytywanie historii Gilgamesza i Enkidu w perspektywie ekonomicznej. Autor "przetłumaczył" część opisanych w eposie wydarzeń na kategorie, które znamy ze współczesnego żargonu ekonomicznego; rozważał przy tym także kwestie, których doniosłość dla relacji ekonomicznych nie jest już dziś tak oczywista (znaczenie instynktów, emocje a racjonalizacja, znaczenie przyjaźni).
Najwyraźniej istnieją w człowieku dwie skłonności - ekonomiczna, racjonalna skłonność do kontroli, optymalizacji, poprawy wydajności itd., a druga dzika, zwierzęca [1], nieprzewidywalna i brutalna. Być człowiekiem znaczy być gdzieś pomiędzy albo być i jednym, i drugim. [s. 39]
T.Sedláček zaznaczył przy tym, że w swoich książkowych refleksjach korzystał jedynie z zachodniego dziedzictwa kulturowego i cywilizacyjnego [s. 24] -- skutkiem czego przy omawianiu kwestii ekonomicznych w religiach autor opisał chrześcijaństwo i judaizm [2], zupełnie pomijając (istotny także dla europejskiego kręgu kulturowego) islam. Rozumiem jednak, że gdzieś granicę postawić zawsze trzeba.

Poza bezpośrednim odwołaniem do świętych ksiąg chrześcijaństwa i judaizmu, autor Ekonomii dobra i zła omawia także dość szeroko nauczanie Tomasza z Akwinu, pisze o ekonomicznych implikacjach sporu stoików z epikurejczykami, przywołuje teorię wartości Ksenofonta [s. 115] (wiążącego wartość z umiejętnością efektywnego używania rzeczy!), a nawet -- z mojej perspektywy -- odczarowuje nadużywanego Adama Smitha [3], wskazując na znaczenie jego Teorii uczuć moralnych, zepchniętej do kąta przez Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów.
Adam Smith, Thomas Malthaus, John S. Mill i John Locke - ojcowie klasycznej ekonomii liberalnej - byli przede wszystkim filozofiami zajmującymi się moralnością. Upłynął wiek i ekonomia stała się nauką przesiąkniętą matematyką i alokacjami, pełną wykresów, równań i tabel, zupełnie pozbawioną etyki. [s. 197]
Tomáš Sedláček stara się skłonić do (ponownego) myślenia o ekonomii jako nauce społecznej. Wskazuje na matematykę (czy może szerzej: narzędzia ekonometryczne) jako niezwykle istotne narzędzie poznawcze, jednak wciąż _jedynie_ narzędzie, które w części ważnych [4] rozważań o ekonomii może okazać się zupełnie nieprzydatne. Autor pokazuje, że we współczesnym (naukowym) myśleniu o ekonomii równie istotna jest rola wiary w ekonomiczne dogmaty (modele ekonomiczne [por. s. 190-191]) [5].
Tę książkę można odebrać jako postmodernistyczną krytykę mechanistycznej i imperialnej ekonomii tradycyjnej. [s. 331].
(...) książka ta stanowi  próbę przekonania, że ekonomia  ma do zaprezentowania opowieść znacznie szerszą  i bardziej fascynującą niż tylko jej matematyczny aspekt. [s. 336]
Kulturowa różnica między podejściem przednaukowym a naukowym polega na tym, że w tym pierwszym przypadku człowiek dokładnie wiedział, do jakich założeń się odwołuje (czyli mitów i wierzeń) i świadomie je akceptował (lub odrzucał). Natomiast człowiek nowożytny przyjmuje wierzenia (naukowe) mniej lub bardziej nieświadomie. [s. 192-193].
Z wieloma twierdzeniami z książki można by było gorąco i długo polemizować (jednym z przykładów jest ostatni z cytowanych powyżej fragmentów, dotyczący [nie]świadomości wiary), ale o to najpewniej w tym wszystkim właśnie chodziło. Pod tym względem Ekonomię dobra i zła postawiłbym na półce -- jako wstęp -- do świetnej pracy Kacpra Pobłockiego Kapitalizm. Historia krótkiego trwania.

Na sam koniec zaś jedna z ciekawszych myśli, które będę próbował przeciągnąć do swojego zestawu podręcznych mądrości życiowych:
(...) naukowcy nie powinni  zaokrąglać nieprawidłowości, ale wręcz przeciwnie - poświęcać im maksimum uwagi, bo najprawdopodobniej w nich znajdują się zalążki zupełnie nowego (...) systemu. [s. 326]
Wyjątki nie powinny potwierdzać reguł, ale je podważać i skłaniać do dalszych poszukiwań.

[19 grudnia 2018 r.]

Dla lubiących słuchanie polecam nagranie ze spotkania z autorem w ramach promocji książki na Uniwersytecie Warszawskim (11 stycznia 2012 roku).


Przypisy:
[1] Przy okazji: ciekawe jest to, że do tak (wydawałoby się) odległego z dzisiejszego (ekonomicznego) punktu widzenia pojęcia jak zwierzęce instynkty odwoływał się jeden z klasyków nowożytnej ekonomii, John Maynard Keynes w Ogólnej teorii zatrudnienia, procentu i pieniądza.
[2] Z religii, poza tytułowymi pojęciami dobra i zła, autor wyprowadza też wiele innych, ciekawych przemyśleń. W odniesieniu do ekonomii sensu stricto warto wspomnieć o tłumaczeniu snu faraona przez Józefa (Egipskiego) o siedmiu krowach tłustych i siedmiu krowach chudych, który jest jednym z najwcześniejszych (pierwszym?) przekazów o cyklach koniunkturalnych w gospodarce (a przy okazji przepis  na cykliczne bilansowanie budżetu w gospodarce). Z zakresu ekonomii sensu largo upamiętnię tutaj cytat z 1 Księgi Samuela o Izraelitach, którzy domagali się powołania nad nimi króla (1 SM 8). Zdanie będziecie sami narzekali na króla, którego sobie wybierzecie, ale Pan was wtedy nie wysłucha rezonowało we mnie naprawdę długo.
[3] Odczarowywanie Adama Smitha dotyczy także jego klasycznej już niewidzialnej ręki rynku. Autor precyzyjnie wylicza (oraz cytuje) trzy przypadki użycia przez A.Smitha tego terminu (w Teorii uczuć moralnychBadaniach nad naturą i przyczynami bogactwa narodów oraz w Astronomii), za każdym razem zaś w innym kontekście [s. 212-213]. Zdaniem Tomáša Sedláčka koncepcja ta została w późniejszym czasie strywializowana i całkowicie obdarta z wymiaru etycznego [s. 197-198]. Poza tym, idąc dalej za wnioskowaniem autora Ekonomii dobra i zła, przypisywanie autorstwa koncepcji niewidzialnej ręki Adamowi Smithowi jest błędem [m.in. s. 197, s. 333]
[4] Autor rozprawia się w książce z kwestią (nie)naukowości metod innych niż szeroko rozumiane metody matematyczne.
[5] Gdzieś z tyłu głowy w takich momentach gra bardzo chwytliwe zawołanie Marcina Napiórkowskiego z Mitologii Współczesnej: Nie obalajcie mitów! Zakładajcie własne!

Książka:
Tomáš Sedláček: Ekonomia dobra i zła. W poszukiwaniu istoty ekonomii od Gilgamesza do Wall Street, Wydawnictwo Studio EMKA, Warszawa 2012. ISBN: 978-83-62304-44-8.