piątek, 29 listopada 2019

Blade Runner. Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?

Większość tego, co ostatnio czytam, nie nadawałoby się do publikacji, w związku z czym blog poszedł na dłuższy czas w odstawkę. Musiałem jednak zrobić sobie przerwę i w ramach odskoczni sięgnąłem po książkę, na którą już dawno miałem ochotę -- a i okazja ku niej nadarzyła się odpowiednia. Dla tych, których ominęła ta informacja -- akcja pierwszej ekranizacji Blade Runnera w reżyserii Ridley'a Scotta (1982), znanego w naszym kraju również jako Łowca androidów, rozgrywa się w listopadzie 2019 roku. Czyli mniej więcej teraz.


Jednak jeżeli mamy odwoływać się do literackiego pierwowzoru, to należy zaznaczyć, że akcja  powieści została osadzona nieco później: jedynym punktem odniesienia może być data 3 stycznia 2021 roku [s. 10], według której główny bohater (łowca Rick Deckard) chce nastawić modulator nastroju. W filmie zmieniono także miejsce akcji -- z San Francisco na Los Angeles.

Co jednak ważniejsze (najpewniej w celach marketingowych) zmieniono tytuł. W końcu Blade runner (czy nawet rodzimy Łowca androidów) brzmi tak jakoś bardziej zaczepnie niż Czy androidy marzą o elektrycznych owcach? (Do Androids Dream od Electric Sheep?). Przez to scena z pytaniami o żółwia przewróconego na pustyni na samym początku filmu może być niezrozumiała, zaś sens tytułu oryginału może powodować wystąpienie objawów charakterystycznych dla wtf.

W powieści Philipa K. Dicka Czy androidy marzą o elektrycznych owcach? zwierzęta pełnią zaś kluczową rolę. To właśnie stosunek do zwierząt ma być jednym z głównych kryteriów odróżniających empatycznych ludzi od pozbawionych wszelkich rozterek moralnych androidów.
Zastanawiał się, podobnie jak czyniło to od czasu do czasu wiele innych osób, dlaczego poddawane pomiarom empatycznym androidy okazują się całkowicie bezradne. Najwyraźniej empatia istniała jedynie w ludzkiej społeczności, podczas gdy inteligencję można było znaleźć we wszystkich biologicznych gromadach i rzędach, nie wyłączając pajęczaków. [s. 35]
Stosunek do zwierząt był istotny ze względu na fakt, że przy życiu pozostały jedynie nieliczne okazy z wybranych gatunków, którym udało się przetrwać katastrofę atomowej wojny światowej (nazywanej Ostatnią Wojną Światową) lub późniejsze promieniowanie ze spowijającego wszystko radioaktywnego pyłu. Posiadanie zwierzęcia stało się w świecie wykreowanym przez P.K. Dicka symbolem statutu jednostki, jej poziomu empatii oraz zamożności. Dla tych mniej zamożnych mieszkańców Ziemi (którym jednak udało się zgromadzić jakiś majątek) pozostawały elektryczne zwierzęta. Na przykład elektryczne owce.

Powieść jest swego rodzaju traktatem moralno-filozoficznym o istocie Człowieczeństwa. O istnieniu jego niepodważalnych wyznaczników, o jego definiowaniu oraz kwestionowaniu. W tym kontekście kluczowy jest bohater drugiego wątku, toczącego się równolegle do historii Ricka Deckarda -- John R. Isidore. Postać ta wydaje się być antytezą łowcy -- ograniczony umysłowo, niezbyt lotny, zepchnięty (w przenośni oraz dosłownie) na granice człowieczeństwa, wykonujący najprostsze prace. Sławomir Kędzierski w tłumaczeniu nadał mu określenie "kurzego móżdżka" -- swoją drogą dość dwuznaczne w kontekście przedstawionej w fabule relacji do zwierząt. Po Johnie Isidorze nikt nie spodziewa się niczego, on sam zrezygnowany zdaje się czekać jedynie na swój nędzny koniec na zdegradowanej przez radioaktywny pył planecie.

I to właśnie on niczego nie rozumie z "polowania na androidy". Powolna przemiana, jaka zdaje się być udziałem Ricka Deckarda, jest naturalnym sposobem postrzegania świata Johna Isidora -- prostodusznego, pozornie niezniuansowanego człowieka. A w zasadzie, jak moglibyśmy przyjąć, Człowieka.
- Jesteś wielkim człowiekiem, Isidore - oznajmiła Pris. - Jesteś chlubą swojego gatunku. [s. 160]
Nawet jeżeli -- patrząc z perspektywy dalszej fabuły -- w tych słowach wybrzmiał jedynie koniunkturalizm, biorąc pod uwagę kryterium poziomu empatii to pogardzany przez wszystkich Isidor okazał się być jedynym skłonnym do bezinteresownego odczuwania i współczucia. Także w stosunku do zwierzęcia.
- Czy kiedykolwiek słyszałeś, żeby andek hodował jakieś domowe zwierzę? - zapytał Phil Resch.
(...)
- W dwóch znanych mi przypadkach andki posiadały zwierzętai opiekowały się nimi. Ale to rzadkość. Z tego, co wiem, wynika, że zazwyczaj im się to nie udaje. Andek nie potrafi utrzymać zwierzęcia przy życiu. Zwierzęta, żeby istnieć, muszą być otoczone atmosferą ciepła. Oczywiście, poza owadami i gadami. [s. 130]
[edit: 02.02.2020]

Dopiero dzisiaj usiadłem do tekstu Adriana Sikorskiego Łowca Androidów. Film przełomowy, opublikowanego w maju 2017 roku na film.org.pl, którego lekturę od dawna miałem w planach. Zainteresowanym filmem mogę polecić z czystym sumieniem. Podrzucę tu jednak otwierające zdanie, bo jest kluczowe także w kontekście książkowego pierwowzoru. Warto więc, żeby wybrzmiało:
Film Ridleya Scotta z 1982 roku jest ekranizacją powieści P.K. Dicka p.t. Czy androidy marzą o elektrycznych owcach. „Jednak Blade Runner nie jest naprawdę adaptacją, film jest raczej zbudowany na kilku pomysłach wyszczególnionych z powieści. Jego cel, teza i atmosfera są tak odmienne, że lepiej jest odbierać go jako dzieło samodzielne.”
Książka:
Philip K. Dick: Blade Runner. Czy androidy marzą o elektrycznych owcach? (ang. Do Androids Dream od Electric Sheep?), przełożył Sławomir Kędzierski, Wydanie I, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 1995. ISBN: 83-85661-98-0.