środa, 31 sierpnia 2016

Robot

Beletrystykę w rękach mam niezwykle rzadko, ale jednak się zdarza. Aż sprawdziłem -- ostatnim razem to był Władca much Williama Goldinga, w okolicach stycznia tego roku.

Robot Adama Wiśniewskiego-Snerga wpadł mi w ręce -- już dość dawno temu -- zupełnym przypadkiem. Swoje na półce odleżał, ale i na niego przyszła pora. Od samego początku wiedziałem, że mam do czynienia z jakimś bardzo ciekawym egzemplarzem /i jeszcze ten zapach starej książki/. Kiedy trochę pogrzebałem w sieci okazało się, że do ręki wpadł mi prawdziwy unikat -- doskonale zachowane, pierwsze wydanie Robota z 1973 r.


Jedyne ślady użytkowania to pozostałości po Miejskiej Bibliotece Publicznej w Pabianicach, która wypuściła ten egzemplarz w ramach kiermaszu książek wycofanych (informacja z pieczątki na pierwszej stronie wraz z resztką przyklejonej niegdyś do książki karty bibliotecznej). Książka najprawdopodobniej przeleżała przez kilkanaście lub kilkadziesiąt lat na bibliotecznych półkach -- ewentualnie jej kolejni czytelnicy byli nad wyraz delikatni.



Z jednej strony wydaje się, że początek lat 70. XX wieku to żadna prehistoria książkowa (kryptoantykwariuszem domowym nie jestem, nie kolekcjonuję najstarszych okazów). Jednak numery ISBN zaczęto nadawać w Polsce dopiero (?) rok po jej publikacji.
Numer ISBN (czyli International Standard Book Number) nadawany jest w Polsce od 1974 r. Używanie ISBN w opisie bibliograficznym w Polsce usankcjonowano dopiero Polską Normą PN-82/N-01152.01 w 1982 r. [źródło]
O fabule Robota -- tego klasycznego dzieła polskiej fantastyki naukowej -- można sporo w internecie znaleźć. Tym, którzy lubią poczytać o fabule przed lekturą, szczególnie polecam recenzję Tomasza Chmielika, opublikowaną na podstronie poltergeista (polter.pl). Jeżeli komuś mało, zdecydowanie więcej fabuły zdradziła matylda_ab w swoim wpisie na blogu. Ja skupię się na czymś innym, co zupełnie zostało pominięte u wyżej wymienionych autorów.

A.Wiśniewski - Snerg skończył pisanie Robota w 1971 r. (a przynajmniej tak wynika z adnotacji po ostatnich słowach powieści). Pierwsze wydanie podpisano do druku 18 maja 1973 r., druk zaś ukończono w czerwcu 1973 r. W tym samym roku -- 1973 -- z oficjalną wizytą przebywał w Polsce przywódca ZSRR, I sekretarz KC KPZR Leonid Breżniew (11-12 maja), Polacy doświadczyli pierwszej wolnej soboty (21 lipca) oraz oficjalne uruchomiono linię produkcyjną Polskiego Fiata 126p, czyli "Malucha" (22 lipca). Rozumieją zatem P.T. Czytelnicy, że ukłon w stronę socjalizmu w wydaniu peerelowskim powinien zostać w każdej pracy oddany. Został -- i to całkiem głęboki.

Otóż w ostatnich -- skądinąd bardzo ciekawych -- rozdziałach zapisana została rozmowa głównego bohatera z Ranielem. W praktyce stanowi ona traktat filozoficzny, w którym obaj zastanawiają się z jednej strony nad stanem moralno-egzystencjalnym społeczeństwa, które przyszło im obserwować w dość nietypowych okolicznościach (szczegółów nie zdradzę, bo być może popsułbym tym komuś zabawę), z drugiej zaś strony podejmują zagadnienia typowo futurologiczne, dotyczące możliwości i kierunków rozwoju różnych istot (rozwinięta później przez Snerga Teoria Nadistot). W czasie tej rozmowy silnie przebija się pogarda dla hedonistycznego stylu życia, rozpasanego konsumpcjonizmu, który nie ustąpił nawet w tak niezwykłych okolicznościach.
Tak! Gdyż czuję się głęboko upokorzony. Wstydzę się za nich przed... tamtymi. Bo kiedyś - na Ziemi - wyobrażaliśmy sobie: porozumienie oraz współistnienie. W najgorszym razie - wojna światów. A co tu mamy? Korytko-karmnik. I rozkwiczany konsumpcyjny tucz. Taka to wojna światów! [s. 344]
Tutaj (...) perspektywiczny kryzys ideałów, którym oddajemy hołd, rzuca się w oczy aż nadto ostro. [s. 390]
Z rozmowy tej -- prowadzonej na wysoko abstrakcyjnym poziomie -- zaczyna przebijać w pewnym momencie "duch czasów", aż do całkowitego opadnięcia kurtyny -- na scenę wkracza niezakamuflowana, polityczna rzeczywistość epoki komunizmu [s. 389].
Socjalizm pokazał nam, że trzeba szukać innych wartości poza czysto konsumpcyjnymi, bo one mają zbyt krótkie nogi do długiej wędrówki w przyszłość. [s. 391]
Z jednej strony gatunek literacki, który w okresie cenzury mógł służyć za rodzaj języka ezopowego, z drugiej zaś tak otwarta / wyraźna deklaracja polityczna autora. Fragmentów otwarcie krytykujących religię oraz burżuazyjny ustrój państw kapitalistycznych, jak również tych wskazujących na wyższość systemu socjalistycznego jest w ostatnich rozdziałach całkiem dużo -- myślę nawet, że zdecydowanie więcej, niż wymagałoby tego zdobycie przychylności peerelowskiej cenzury, ale mogę się mylić. Zaś czas pracuje na niekorzyść stosunków imperialistycznych [s. 392].

Książka:
Adam Wiśniewski-Snerg: Robot, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1973. ISBN: brak.

środa, 24 sierpnia 2016

Życie na pełnej petardzie

Niedawno dostałem do przeczytania Życie na pełnej petardzie, czyli zapis rozmowy katolickiego publicysty Piotra Żyłki z ks. Janem Kaczkowskim. Niby nie do końca moje klimaty, ale w zasadzie dobrze się stało, bo byłem ciekawy, jaki był background tego -- jak na polskie warunki oraz standardy Kościoła katolickiego -- całkiem "otwartego" duchownego.

Pochodził z inteligenckiej, zlaicyzowanej rodziny, w której jednak temat religii nie był tabuizowany, a wręcz przeciwnie -- traktowało się go całkiem serio. Jego rodzice poznali się we Francji [s. 17] -- matka jest nauczycielką akademicką, ojciec (deklarujący się jako osoba niewierząca) przebywał przez jakiś czas na kontrakcie w Senegalu [s. 19]. Zresztą tenże niewierzący ojciec -- mający też epizod jako wiceprezydent Sopotu [s. 43] -- dzięki znajomości z Maciejem Płażyńskim, przez protekcję u arcybiskupa, ułatwił synowi dostanie się do seminarium [s. 43, 56]. Wcześniejsza prośba młodego Jana Kaczkowskiego o przyjęcie do nowicjatu zakonu jezuitów została kategorycznie odrzucona przez prowincjała zakonu [s. 42]. Babcia Wincentyna, która miała znaczny wpływ na rozwój duchowości religijnej młodego Jana, bardziej w swojej postawie religijnej przypominała członka Klubu Inteligencji Katolickiej, niż zagorzałą zwolenniczkę Rodziny Radia Maryja.

Takie "pochodzenie" z pewnością ułatwiło rozwinięcie się u (późniejszego księdza) Kaczkowskiego świadomości konieczności krytycznego spojrzenia na rzeczywistość, co w przypadku -- prawdopodobnie każdej -- edukacji religijnej nie jest takie oczywiste. Zresztą sam wywiadowany daje w kilku miejscach mniej lub bardziej bezpośrednio asumpt do snucia tego typu rozważań [s. 58, s. 68].

W zasadzie gdyby chcieć podsumować tę książkę to można powiedzieć, że dostajemy w niej rozmowę z ciekawym człowiekiem, który całkiem serio traktował zarówno wyznawaną przez siebie religię, jak i swój zawód.

W związku z tym, że rozmawia w książce swój ze swoim (zaangażowany w życie Kościoła katolickiego publicysta oraz duchowny tego wyznania), niech PT.Czytelnicy nie szukają w publikacji kontrowersji -- bo być może ktoś właśnie z takim założeniem chce sięgnąć po tę książkę, znając czupurny charakter księdza Kaczkowskiego. Jego poglądy mieściły się w tzw. średniej katolickiej, czyli po odrzuceniu wszelkich katolickich skrajności znajdziemy mniej więcej ten właśnie punkt. Wciąż jest to jednak spojrzenie ze środka katolicyzmu ze wszystkimi tego konsekwencjami. Jedyną ciekawostką w temacie może być to, że ksiądz Kaczkowski odmówił udzielenia odpowiedzi na pytania dotyczące podejścia Kościoła katolickiego do stosowania środków antykoncepcyjnych [s. 131]. Widocznie nawet księdza, który wyćwiczył w sobie umiejętność krytycznego podejścia do rzeczywistości, niektóre elementy społecznej nauki Kościoła mogą uwierać. W kwestiach bioetyki zaś -- którą ksiądz Kaczkowski się parał -- nihil novi sub sole. W końcu duchowny to duchowny.

Książka z pewnością może zaciekawić katolików -- muszę przyznać, że ksiądz Kaczkowski miał smykałkę do mówienia o trudnych, teologicznych zagadnieniach, w całkiem ciekawy i przystępny sposób.  W całkiem ciekawy sposób opowiadał też o swoim podejściu do kwestii liturgicznych (wiele razy pojawia się wątek tzw. mszy trydenckiej w zestawieniu z formą posoborową, czyli zwyczajną formą rytu rzymskiego). Gdyby czytał to ktoś z Łodzi, kto chciałby przekonać się na własnej skórze o różnicach liturgicznych tych dwóch rytów, polecam wybranie się na liturgię niedzielną do kościoła św. Józefa przy ul. Ogrodowej w Łodzi -- msza święta w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego, zwanej potocznie mszą trydencką, odprawiana tam w każdą niedzielę o godz. 16.00.

Oczywiście dla osób niewierzących w osobowego boga / Boga, ewentualnie dla wierzących innych wyznań, część książki poświęcona katolickiej teologii oraz kwestiom liturgicznym może okazać się totalną abstrakcją.
Jeśli mój czas choroby właśnie dobija do czasu długiego przeżycia, to będę dziękował Niebiosom, jeśli przeżyję rok 2015 w dobrej kondycji. Jeżeli zlitowałaby się nade mną Opatrzność i dorzuciła mi jeszcze pół roku, tak żebym zobaczył wiosnę 2016 roku, to będę megaszczęśliwy. [s. 221-222]
Litość nad nim okazała się szczątkowa. Ksiądz Jan Kaczkowski zmarł wczesną wiosną (28 marca) 2016 r. w Sopocie.

Post scriptum
Jeżeli ktoś nie miał dotychczas okazji zetknąć się z osobą księdza Jana Kaczkowskiego, a przed sięgnięciem po książce chciałby dowiedzieć się o nim czegoś więcej, polecam rozmowę przeprowadzoną przez Przemysława Wilczyńskiego Sklepany przez Kościół, kocham Kościół (Tygodnik Powszechny, 19.11.2012, nr 48/2012).

Książka:
Życie na pełnej petardzie, czyli czyli wiara, polędwica i miłość. Rozmowa Piotra Żyłki z ks. Janem Kaczkowskim, wydawnictwo WAM, Warszawa 2015. ISBN: 978-83-277-1012-3.

sobota, 20 sierpnia 2016

Bóg i jego polska owczarnia w dokumentach 1939-1945

Bóg i jego polska owczarnia w dokumentach 1939-1945 pod redakcją Krzysztofa Jasiewicza to zbiór tekstów źródłowych, związanych z różnymi aspektami funkcjonowania kościoła katolickiego w Polsce w latach 1939-1945. Zdecydowana większość tekstów opublikowana jest w swojej oryginalnej formie, czyli jako skany maszynopisów sprzed kilkudziesięciu lat -- co od czasu do czasu utrudnia czytanie publikacji (zdecydowanie mniejsza czcionka z niewielką interlinią, niewyraźne fragmenty tekstu). Jest w tym jednak -- nie powiem -- jakaś namiastka smaczku obcowania z materiałem źródłowym. Mniej wyraźne testy zostały przepisane na strony książki (z wyraźnym tego zaznaczeniem -- jako podpis / informacja pod skanem oryginalnego dokumentu).

Publikacja przez samego autora jest przedstawiana jako aneks do jego monografii Krajowy Kościół Konspiracyjny na ziemiach polskich 1939-1945.
Zarówno bowiem najważniejsze osoby, jak i opisywane wydarzenia pojawiające się w dokumentach są szeroko opisane we wspomnianej monografii (tamże ze stosownymi przypisami). [ze wstępu, s. 17]
W przypadku monografii z pewnością trzeba przygotować się na zderzenie z silnie konserwatywnym punktem widzenia -- autora opracowania część z P.T. Czytelników może kojarzyć z materiałem opublikowanym w Focus. Historia Ekstra, na którego łamach rzeczony miał stwierdzić, iż na Holocaust pracowały przez wieki całe pokolenia Żydów (obrona tego człowieka niebawem nadeszła z kręgów wiadomych, mówiąc o "swobodzie naukowej" i nieuprawnionej napaści). Pozwolę sobie przemilczeć.

Tak czy inaczej materiał źródłowy jest materiałem źródłowym, także zawsze warto po niego sięgnąć (choć oczywiście przyjmuję założenie, że tak wyraziste poglądy autora mogły wpłynąć na jego dobór).

Materiały są dobrym uzupełnieniem dla  innych pozycji dotyczących omawianego okresu. We wpisie Przemoc i dzień powszedni w okupowanej Polsce wspominałem o tym, że na przełomie 1941 i 1942 r. znacznie większe obawy wywoływały ewentualne poczynania nacjonalistów litewskich, nie ukraińskich [1]. W pracy Krzysztofa Jasiewicza znajdziemy szereg relacji dotyczących zaogniających się relacji polsko-litewskich. W oficjalnym użyciu było sformułowanie "okupacja litewska", o której -- poza "okupacją sowiecką" -- wspomniał m.in. Kazimierz Papée w piśmie do Ministra Spraw Zagranicznych RP, informując o przygotowaniach memoriałów o stanie Kościoła w Polsce przez prymasa Augusta Hlonda [s. 63]. Innym dokumentem dotyczącym relacji polsko-litewskich jest kilkustronicowy memoriał o sytuacji Kościoła i Polaków na Litwie autorstwa hrabiego Stefana Tyszkiewicza z Landwarowa, opisujący wydarzenia z przełomu kwietnia i maja 1940 r. [s. 73-84]. Oczywiście ten tekst źródłowy -- jak każdy inny zresztą -- należy poddać krytycznej analizie oraz uzupełnić o inne źródła opisujące nie tylko ten okres, ale wcześniejszy czas, skutkujący tak gwałtowną reakcją Litwinów (Jedyną reakcją Polaków był godny spokój, s. 82).

Z tematów, które szczególnie zwróciły moją uwagę (częściowo z racji innych zainteresowań), to stosunkowo dużo miejsca poświęcanego reakcji Stolicy Apostolskiej na poczynania Niemców. 7 marca 1941 r. w piśmie przewodnim K.Papée (Ambasador RP przy Stolicy Apostolskiej) do MSZ RP pisał:
Nie poraz pierwszy dochodzą tu z kraju głosy, krytykujące bardziej lub mniej surowo postawę Stolicy Apostolskiej w obecnym konflikcie, specjalnie w stosunku do Polski. Poraz pierwszy dochodzi ta krytyka w tak rzeczowym opracowaniu, /poza kilku niedokładnościami i omyłkami/. [s. 114]
Jako przykład zarzutów kierowanych pod adresem Watykanu wskazać można opublikowaną odbitkę artykułu z warszawskiej prasy konspiracyjnej o papieżu Piusie XII, datowaną na 8-19 kwietnia 1941 r. o wiele mówiącym tytule Papież, czy włoski polityk [s. 126-127]. Jak z kolei zapisano w Raporcie II Oddziału Sztabu Naczelnego Wodza (wywiad) o postawach duchowieństwa pod okupacją sowiecką i niemiecką:
Wśród ludu szerzy się coraz silniej agitacja za kościołem narodowym, wybitnie antywatykańska, w związku z niedość silnym potępieniem okrutnego wroga i nieludzkiego jego terroru. [s. 147]
W raporcie tym znajdziemy jednak dalej inny kwiatek, który -- w moich oczach -- mocno podważa kompetencje osoby go składającej, ale o tym wspomnę później.
W celu przeciwdziałania "niegodnym napaściom i oszczerstwom, pochodzącym tak z kół niemieckich, jak i komunistycznych i masońskich" [Sprawozdanie z położenia Kościoła w Polsce za czas od 1 lutego do 15 marca 1941, s. 151] wydawano broszury i publikacje (np. Stanowisko Piusa XII wobec wojny i sprawy polskiej), w obronie papieża "robi się już dosyć dużo i planuje się jeszcze więcej" [Sprawozdanie z położenia Kościoła w Polsce za drugą połowę marca i kwietnia 1941, s. 159]. Od tego "antyklerykalizmu" nie miały być wolne -- szczególnie w oczach jezuitów, związanych ideologicznie z obozem Konfederacji Narodu -- kręgi rządowe w Londynie, tj. lewactwo i masoneria [por. list anonimowego jezuity do Generała Jezuitów, o. W.Ledóchowskiego w sprawie przeciwdziałania propagandzie antypapieskiej w Polsce, s. 214-217 oraz Raport Delegatury Rządu RP na Kraj o nastrojach i postawach duchowieństwa katolickiego w Polsce, s. 248], dlatego też rząd na uchodźstwie podejmował pewne starania, aby temu zaradzić. Z pisma MSZ RP do Prezesa Rady Ministrów RP przekazujące treść depeszy Ambasady RP w Watykanie o rządowym wsparciu Kościoła w Polsce, datowanego na 24 kwietnia 1942 r. (z popierającą adnotacją premiera Władysława Sikorskiego):
Watykan otrzymał ostatnio informacje z Polski o rozwoju antyklerykalizmu, od którego jakoby nie są wolne środowiska stojące blisko Rządu. Nieprzyjemne wrażenie zrobił pewien zapewne apokryficzny projekt organizacji szkolnictwa w przyszłej Polsce. W tym stanie rzeczy akcja pomagania biskupom w Polsce idąca oficjalnie przez Ambasadę i Sekretariat Stanu wzmocniłaby pozycję Rządu i równocześnie ze strony Watykanu tworzyłaby pewien rodzaju dług wdzięczności. [s. 223]
A w adnotacji premiera Sikorskiego do Ministra Skarbu, umieszczonej na cytowanym wyżej piśmie, czytamy:
Proszę z pieniędzy ameryk. wyznaczyć możliwie dużą sumę an ten cel zapytując się o jej wysokość Watykan. Depeszę i jej załatwienie proszę zreferować na Radzie Ministrów. Sikorski. 26.IV.1942. [s. 223]
Uzupełnieniem tematu wspomnianej (planowanej) reformy edukacji może być treść Tygodniowego meldunku Referatu Informacji Religijnej z 8 stycznia 1944 r. [s. 330-331], choć w jego treści zwierzchnicy kościelni jedynie oględnie wypowiadają się o planowanej reformie, nie formułując pod jej adresem żadnych skonkretyzowanych zarzutów (wiemy jedynie o tym, że koła kościelne obawiają się w szczególności tego, że przygotowuje się zamach na szkołę i na wzajemny dotychczasowy stosunek Kościoła i Państwa w dziedzinie szkolnictwa, s. 330).

Jednym z kluczowych -- i zarazem najciekawszych moim zdaniem -- tekstów związanych z relacjami z Watykanem, który rzuca nieco inne światło na zachowanie Piusa XII, jest Sprawozdanie Ambasadora RP przy Stolicy Apostolskiej o przebiegu audiencji u papieża w 21 stycznia 1943 r. [s. 258-262]

Pozatem - mówił Papież - napisał list do Metropolity Sapiehy (mowa o liście z 28 sierpnia 1942), który przeznaczony był właściwie dla całego Kleru polskiego. List ten dowodzi jasno mojej troski o Polskę. Metropolita przed jakimś czasem podziękował specjalnym pismem, ale równocześnie dał znać, że listu ogłosić nie może. Bo wiadomo, że to grozi dalszym prześladowaniem Kościołowi i wiernym. I o dalsze enuncjacje Metropolita nie prosi. A przecież człowiek tej wartości i tych zalet co Metropolita Sapieha - i to jeszcze będący na miejscu - jest chyba miarodajny. Inni Biskupi też tak myślą. [s. 259]
Fragment ten, dla przypomnienia: rozmowy przedstawiciela państwa polskiego z najwyższym przedstawicielem państwa watykańskiego, pokazuje, kto i w jaki sposób mógł ustawiać karty we wzajemnych relacjach. O ile oczywiście nie jest to jedynie wymówka Pisa XII. Inny fragment tej rozmowy brzmi bowiem:
Papież: "Kiedy wy nie chcecie rozumieć moich najsłuszniejszych argumentów! Jak z wami rozmawiać? a pozatem Polska nie jedna w Europie cierpi. I inne narody w Europie cierpią staszliwie!" [s. 260]
Relacji związanych z sytuacją mniejszości żydowskiej w dokumentach nie ma zbyt dużo -- a jeśli już jest, czasami pojawia się w dość nieoczekiwanym świetle. Oto we wspomnianym już wyżej raporcie II Oddziału Sztabu Naczelnego Wodza (wywiad) o postawach duchowieństwa pod okupacją sowiecką i niemiecką czytamy:
Żydowskie duchowieństwo, jak zawsze wobec silniejszego, współpracowało z Niemcami, o ile przy zasadniczym nastawieniu Niemców do żydów dopuszczane było do tej pracy. Nie było w tym zapewne nic ze szczerej lojalności, ale wypływało z odwiecznej polityki żydowskiej wobec gojów. Wyznanie żydowskie jednakże jako takie ucierpiało najmniej ze wszystkich, duchowieństwo to jako takie wcale nie było prześladowane - podlegało tylko wszystkim ogólnym rasistowskim szykanom [s. 148]
Raport ten datowany jest na 1 czerwca 1941 r. -- chyba nie trzeba dodawać, co działo się wówczas z polskimi Żydami. Co nie przeszkodziło napisać podpułkownikowi dyplomowanemu, panu Banachowi, tego, co powyżej.

W wiadomościach kościelnych w Polski za czas od 1 lutego do 15 marca 1941 r. czytamy z kolei:
W Warszawie był, i trwa dotąd, pewien zatarg z władzami okupacyjnymi w sprawie kościołów katolickich w dzielnicy żydowskiej. Mianowicie w terytorium wyznaczonym na getto pozostały trzy kościoły parafialne i kilka tysięcy wiernych. Władze robiły trudności z mieszkaniem tam lub dojeżdżaniem księży, żądając całkowitego zamknięcia tych kościołów. Dotąd kościoły te nie są zamknięte i sprawa nie jest definitywnie rozstrzygnięta. [s. 152]
Uzupełnieniem dla tego cytatu niech będzie fragment hasła na polskojęzycznej Wikipedii, dotyczącego Kościoła Wszystkich Świętych w Warszawie:
Podczas okupacji był jednym z trzech kościołów chrześcijańskich, które znalazły się na terenie getta (drugą taką świątynią był kościół św. Augustyna, a trzecią kościół Narodzenia Najświętszej Maryi Panny). Kościół Wszystkich Świętych służył wówczas chrześcijanom pochodzenia żydowskiego, którzy byli przetrzymywani w getcie. W czasie istnienia getta, proboszcz ks. prałat Marceli Godlewski, znany ze swojej przedwojennej antypatii do Żydów, zaangażował się w udzielanie im pomocy.
W haśle dotyczącym Adama Stefana Sapiehy na Wikipedii można było przeczytać [2], że:
2 listopada 1942 wystosował do generalnego gubernatora Hansa Franka list sprzeciwiający się terrorowi stosowanemu przez okupanta wobec Polaków i Żydów.
Warto zestawić zatem tę informację z fragmentem oryginalnego dokumentu, żeby przekonać się, że ta "obrona żydów" miała swój konkretny wymiar -- i bardziej mogło w niej chodzić o obronę dobrego imienia Polaków, niż rzeczywiste przeciwstawienie się władzom okupacyjnym w sprawie ich antysemickiej polityki.

Nie chcę się dłużej rozwodzić o niesłychanych okropnościach stosowanych wobec żydów przez t.zw. "Baudienstjugend", którą się poprzednio alkoholizuje. W Tarnowie junaków, przeznaczonych do budowy dróg upojono i kazano im mordować ludność żydowską. Sceny te filmowano i rozpowszechniano film jako dowód znęcania się Polaków nad żydami, co wywołało odźwięk za granicą. [s. 232]
Inna sprawa, że w tym samym liście Książę Niezłomny pisze -- broniąc ludności polskiej przed stosowaną przez nazistów zasadą odpowiedzialności zbiorowej, realizowaną poprzez łapanki i masowe rozstrzelania -- że akty sabotażu dokonywane na Niemcach są dokonywane "przeważnie i wyłącznie (sic!) przez obce czynniki" i nie mają nic wspólnego (?) z polskim ruchem oporu.
Pomiędzy faktycznymi przestępcami, podlegającymi prawu wojennemu, a niewinnymi ofiarami owych łapanek, nie ma najmniejszej wspólnoty. A przy tym te akcje sabotażu są wykonywane przeważnie i wyłącznie przez obce czynniki, choćby się posługiwali w pojedynczych wypadkach nieodpowiedzialnymi osobnikami polskiego pochodzenia. [s. 231]
Pisząc te słowa 2 listopada 1942 r. arcybiskup Sapieha nie mógł mieć na myśli nieudanego zamachu Armii Krajowej na Friedricha Krügera z 20 kwietnia 1943 r. (odpowiadającego m.in. za aresztowanie profesorów krakowskich wyższych uczelni (Sonderaktion Krakau) i szkół średnich (Zweite Sonderaktion) czy przeprowadzenie wymierzonej w inteligencję AB-Aktion). Nie pisał również o dokonanym przez Żydowską Organizację Bojową prawie dwa miesiące po liście zamachu na kawiarnię "Cyganeria" (wówczas nur für Deutsche) przy ul. Szpitalnej w Krakowie (22 grudnia 1942 r.). Także być może rzeczywiście wszystkie wcześniejsze akcje były dokonywane jedynie przez element antypolski.

W opublikowanych w ramach wydawnictwa dokumentach nie znajdziemy nawet wzmianki o powstaniu w getcie warszawskim (nie wspominając już o stosunkowo niewielkim zrywie w getcie białostockim). Co jednak ciekawsze, pominięta została także kwestia powstania warszawskiego, które musiało mieć przecież olbrzymi wpływ na funkcjonowanie kościoła -- nie tylko w samej Warszawie. Ostatni z datowanych dokumentów to Sprawozdanie ze stanu Kościoła w Polsce za czerwiec 1944 (z 11 lipca 1944 r.). Po nim następuje kilka dokumentów bez daty i miejsca wytworzenia (głównie relacje z samego początku wojny) oraz niezwykle długi (i -- tak między nami mówiąc -- dość nużący) Referat o Kościele katolickim obrządku wschodnio-słowiańskiego w Polsce [s. 386-415], skrytykowany przez anonimowego autora w Uwagach do referatu o obrządku wschodnio-słowiańskim w Polsce [s. 416-417].

Odnosząc się jeszcze na koniec do sprawozdań ze stanu kościoła katolickiego w Polsce, których kilka (w większości anonimowych) zamieszczono w publikacji, na sam koniec zostawiłem fragment jednego, sporządzonego prawdopodobnie przez osobę powiązaną z zakonem Jezuitów (nazwijmy go wprost: obrzydliwy antysemita). Jest to tak paskudny fragment, że pozwolę pozostawić go bez dodatkowego komentarza.

Fragment Sprawozdania kościelnego z Polski za czerwiec i połowę lipca 1941 r. (lipiec 1941 r.)
"Co do sprawy żydowskiej - trzeba to uważać za osobliwe zrządzenie Opatrzności Bożej, że Niemcy, obok mnóstwa krzywd, jakie wyrządzili i wyrządzają naszemu krajowi, pod tym jednym względem dali dobry początek, że pokazali możliwość wyzwolenia polskiego społeczeństwa spod żydowskiej plagi i wytknęli nam drogę, którą mniej okrutnie oczywiście i mniej brutalnie, ale konsekwentnie iść należy. Jest to wyraźne zrządzenie Boże, że sami okupanci przyłożyli rękę do rozwiązania tej palącej kwestji, bo sam naród polski miękki i niesystematyczny, nigdy nie byłby się zdobył na energiczne kroki, w tej sprawie niezbędne." [s. 172]
Źródła:
[1] Przemoc i dzień powszedni w okupowanej Polsce, praca pod redakcją naukową Tomasza Chincińskiego, s. 276.
[2] Nie szukajcie tego fragmentu (w takiej formie) w Wikipedii. Już go poprawiłem na treść bardziej odpowiadającą rzeczywistej treści listu arcybiskupa Sapiehy.

Książka:
Bóg i jego polska owczarnia w dokumentach 1939-1945, wstęp i wybór Krzysztof Jasiewicz, Instytut Studiów Politycznych PAN, Oficyna Wydawnicza RYTM, Warszawa 2009. ISBN: 978-83-7399-252-8.

sobota, 13 sierpnia 2016

Ciągle po kole

Książkę wziąłem do ręki "na 1. sierpnia"-- trochę z przekory, choć przecież historia życia większości z tych bojowców połączyła oba warszawskie powstania.

Z przekory, bo 19 kwietnia na polskich, "narodowo-patriotycznych" stronach, nikt nie wznosi okrzyków "Chwała Bohaterom!" To takie "nie nasze" powstanie, niewystarczająco "prawomyślne", niekatolickie. W dodatku większość z zabierających w książce głos to przedwojenni socjaliści.

Z przekory, bo gdy w Metro Warszawa Piotr Oracz, radny z Białołęki, z radością opowiadał o projekcie do warszawskiego budżetu partycypacyjnego pt. "Park Edukacyjny im. Zawiszaków", gdzie miałyby się bawić zapewne również jego dzieci
Przy szkole stanęłaby wieża ze zjeżdżalnią i ścianą wspinaczkową, nawiązującą do "bocianich gniazd" - punktów obserwacyjnych, z jakich korzystali młodzi harcerze, a także wiata rekreacyjna stylizowana na tramwajowy wagon z okresu okupacji oraz imitujący kanał tunel [1]

u Anki Grupińskiej mogłem przeczytać o tym, jak mało wspólnego z zabawą w małego powstańca (!?) miał ten czas Pokolenia Kolumbów.
Myśmy w tym kanale stali 48 godzin. (...) Doszliśmy do włazu na Prostej i tam czekaliśmy. Ale ten właz był mały, wszyscy nie mogliśmy tam stać. Zaznaczam, że właz to jedyne miejsce w kanale, gdzie nie ma wody; tam jest sucho. A jak szliśmy, to cały czas wodą. Szczury na nas skakały, kał pływał, i ten smród... Mieliśmy świece ze sobą, ale one się nie paliły, bo nie było tlenu. [rozmowa z Maszą Glajtman-Putermilch, s. 71]

Z przekory, bo część czytających Ludu mój, Do broni! w Byłeś jak wielkie, stare drzewo... K.K. Baczyńskiego nadal może myśleć, że to wiersz o Powstaniu Warszawskim.

Z przekory, bo zmartwieniem władz Polskiego Państwa Podziemnego w trakcie walk w warszawskim getcie było to, aby te rozruchy antyniemieckie nie rozlały się na resztę miasta oraz kraju. Choć oczywiście gdyby doszło do systematycznej, planowanej akcji eksterminacji Polaków "na wzór żydowski", "rozkazy do walk w obronie narodu zostaną wydane" [2].

Wziąłem, bo czasami myślę, że pewne rzeczy zbyt łatwo wracają -- i dlatego warto o nich sobie od czasu do czasu przypomnieć.
Ale klimat ulicy? Jak ulica przyjmowała prawicę endecką? Jaki był jej faktyczny wpływ?
Powiedziałabym, że była tolerowana. Wśród młodzieży mieli oni duże wpływy, to na pewno. Było to chyba przemieszanie postępującej faszyzacji z niezadowoleniem ekonomicznym - wcale nie było tak pięknie w międzywojniu, jak to się teraz przedstawia [3]. No i sporo było w tym szczeniackich wygłupów. Mówiło się: "Kto jest winien? Żydzi i cykliści!". [rozmowa z Adiną Blady Szwajgier, s. 183]

Rozbudowane przypisy umieszczone na końcu publikacji (przygotowane przez Ankę Grupińską i Pawła Szapiro) zdecydowanie pomagają, wyjaśniając w prosty sposób większość pojęć związanych z poruszaną tematyką. Czasami też uzupełniają narrację, korygują informacje lub odsyłają do innych publikacji. Trochę mierziła konieczność odwracania co jakiś czas kartek i przechodzenia na sam koniec książki (zdecydowanie pomocne będą dwie zakładki używane jednocześnie), ale zdecydowanie warto z nich skorzystać. W książce umieszczono również słownik biograficzny (biogramy), indeks osób oraz mapę getta warszawskiego z zaznaczeniem najważniejszych punktów. Zdecydowane plusy za to.

W czasie wydawania książki przez Wydawnictwo Książkowe Twój Styl (sic!) żyło ich siedmiu. To była ostatnia chwila, aby móc z nimi porozmawiać.

Halina Bełchatowska zmarła w 2002 r. Masza Glajtman-Putermilch umarła w listopadzie 2007 r. Po niej odszedł Marek Edelman (zmarł w 2009 r.). W 2011 -- prawie równocześnie zmarli Aharon Karm oraz Luba Gawisar (oboje w listopadzie). W 2013 r. odszedł Bronek Szpigiel, mąż Haliny.

Adina Blady-Szajger nie żyła już od lutego 1993 r. Zmarła w Łodzi. Została pochowana na ul. Okopowej w Warszawie.

Wciąż żyją Kazik Ratajzer (więcej o nim w książce Witolda Beresia i Krzysztofa Burnetki Bohater z cienia: losy Kazika Ratajzera) oraz Pnina Grynszpan-Frymer.

post scriptum
Dla osób mówiących o Marku Edelmanie jako "człowieku dialogu" polecam dwie rozmowy z nim -- otwierającą publikację (Co było znaczące w getcie? Nic! Nic! Nie mówcie bzdur!) i ją zamykającą (To wszystko nie ma żadnego znaczenia). Centrum dialogu jak się patrzy. Był z niego niezwykle ciekawy, ale też trudny rozmówca, o wyostrzonym poglądzie na rzeczywistość.

Kto wysłał ich do bocznych kanałów: ty czy Celina?
Jaaa. Ja za wszystko odpowiadam.

A czemu Celina mówiła, że to ona?
Niech sobie mówi, może dużo mówić. Nie jest tak, że ona miała coś do gadania. Nikt nie miał. Zapominasz, z kim masz do czynienia. Pytasz się i chcesz się dowiedzieć. Nie dowiesz się! Wszystko ja. Ja i koniec! [s. 291]

Źródła:
[1] Igor Nazaruk, Powstanie Warszawskie jako plac zabaw? Projekt białołęckiego radnego walczy o pieniądze z budżetu partycypacyjnego, Metro Warszawa, 15.06.2016 [dostęp: 09.08.2016].

Mogę polecić dobry komentarz do tego typu pomysłów autorstwa Kaliny Błażejowskiej: tekst Postańcze przebieranki, opublikowany w Tygodniku Powszechnym nr 33 /3501/ z 14 sierpnia 2016 r.

[2] Adam Puławski, Polityka informacyjna Polskiego Państwa Podziemnego w odniesieniu do Zagłady, [w:] Przemoc i dzień powszedni w okupowanej Polsce, praca pod redakcją naukową Tomasza Chincińskiego, s. 385.
[3] Zainteresowanym tematem obrazu polskiego międzywojnia polecam:

Książka:
Anka Grupińska: Ciągle po kole. Rozmowy z żołnierzami Getta Warszawskiego, Wydawnictwo Książkowe Twój Styl, Warszawa 2000. ISBN: 83-7163-187-1.

środa, 10 sierpnia 2016

Ponad nasze siły

10 sierpnia 2016 r. Dzisiaj Milena Jesenská obchodziłaby 120 rocznicę urodzin [1].

Powinienem zacząć klasycznie -- obiekt szaleńczej miłości Franza Kafki, bohaterka jego "Listów do Mileny", tłumaczka jego prac. Mógłbym dodać także za Egonem Naganowskim, że "(...) ze wszystkich kobiet, które przewinęły się przez krótkie życie Kafki, tylko ona jedna 'jest naprawdę godna uwagi ze względu na nią samą'." [2]

Zacznę inaczej -- czeska tłumaczka, wybitna publicystka, wnikliwa obserwatorka rzeczywistości, której teksty mimo upływu lat potrafią zachwycić celnością i ponadczasowością poczynionych obserwacji.

Jeśli zaś te -- niezwykle dla współczesnego odbiorcy aktualne -- obserwacje pochodzą z okresu rodzącego się totalitaryzmu i nadciągającej zawieruchy II wojny światowej, to nietrudno o przejście zachwytu w coś na pograniczu konsternacji i niepokoju. Wtóruję w tej obserwacji Bernadetcie Darskiej, krytyczce literackiej, która w 2010 roku pisała
Polecam. Zwłaszcza że wiele diagnoz Jesenskiej jest bardzo aktualnych i dzisiaj – choć minęło ponad pół wieku. [3]
Biorąc do ręki wydanie wyboru publicystyki Jesenskiej z lat 1937-1939, z którego ja korzystałem (wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2009), warto na samym początku poświęcić czas na uważną lekturę wstępu dra hab. Leszka Engelkinga -- filologa i literaturoznawcy, tłumacza ww. wydania tekstów. Wstęp ten pozwala lepiej zrozumieć przedwojenną rzeczywistość czechosłowacką oraz umiejscowić poszczególne tekst Jesenskiej w czechosłowackim kontekście historycznym.

Jest w tekstach Jesenskiej żywy konkret dni pełnych poruszenia, lęku, entuzjazmu i rozpaczy, dni w których nastroje Czechów  gwałtownie się zmieniały, przeskakiwały od lęku i najgorszych przeczuć do wiary we własne siły i postawę sojuszników a potem do poczucia osamotnienia, bezsiły i rezygnacji.  [ze wstępu, s. 15]
Publicystyka Jesenskiej z ostatnich, przedwojennych lat, to zapis zmagań tego niewielkiego państwa z rodzącym się totalitaryzmem nazistowskich Niemiec. Państwa będącego pacynką w przedwojennym teatrze "wielkich tego świata". Państwa zbyt słabego, aby było je stać na szaleńcze zrywy, kującego swój los w oparciu o mozolną pracę swoich obywateli. Państwa, w którym dominował spokój.
Nie, Czesi nie są narodem mającym skłonność do gestów. Mówię to z dumą: jesteśmy narodem pracujących ludzi. (...) Jesteśmy ludźmi o dłoniach pełnych odcisków, a pełne odcisków dłonie podpowiadają mózgowi trzeźwą i jasną miłość do prawdy. (...) Gest,, który mogliby uczynić czescy mężczyźni 15 marca 1939 [4], byłby jedynie gestem samobójczym. Być może pięknie jest umierać na próżno. Być może pięknie jest przelać krew za swoją ojczyznę, czyniąc bohaterski gest. Myślę jednak, że nie jest to specjalnie trudne. My jednak musimy robić coś całkiem innego. My musimy żyć. (...) Nie ma nas wystarczająco dużo na to, żebyśmy mogli sobie pozwolić na gesty. (...) Każdy z nas wziął na siebie 15 marca wielkie zadanie: być Czechem. [Trzeźwość i gesty, 29 marca 1939 r., s. 177]
Teksty Jesenskiej to również świadectwo opozycji wobec drugiego z dwóch totalitaryzmów europejskich początku XX wieku -- Rosyjskiej Republiki Radzieckiej (późniejszego Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich (Союз Советских Социалистических Республик). Lewicująca Jesenska miała romantyzm z komunizmem, z którego jednak skutecznie się wyleczyła.
Wyczulona na kwestie sprawiedliwości społecznej, Milena miała w swym życiu epizod komunistyczny. [ze wstępu, s. 12]

Ostatnim bodźcem do zerwania z partią są wieści o pierwszym pokazowym procesie moskiewskim, tzw. procesie piętnastu [nie mylić z powojennym procesem przywódców Polskiego Państwa Podziemnego, tzw. procesem szesnastu], w którym skazano m.in. Lwa Kamieniewa i Grigorija Zinowjewa (1936). Zerwanie to przynosi Jesenskiej ulgę. Jest ostateczne, Milena nie żywi już żadnych złudzeń co do systemu panującego w ZSRR, o czym przekonują m.in. takie teksty z 1938 i 1939 r., jak Co zostało z KPCz? i Dobra rada nie zawada. [ze wstępu, s. 14]

Wiele z ówczesnych tekstów Jesenskiej ciekawie czyta się w dzisiejszej perspektywie -- w czasach, które również na zbyt spokojne nie wyglądają. Przecież z jednej strony chciałoby się zachować dystans i chłodny osąd, wnioskując toutes proportions gardées, z drugiej jednak strony ciekawy czasami jestem, czy z podobnym dystansem nie chciało oceniać rzeczywistości z połowy 1938 r.
Wydaje się, że tylko jeden człowiek nie zapłacił ani halerza za ogromne szkody materialne, które wyrządziło przemówienie Henleina - tym kimś jest sam Konrad Henlein. [Ile kosztowało przemówienie Henleina w Karlowych Warach?, 22 czerwca 1938 r.. s. 73]
W Chebie dwie osoby zginęły. Henleinowcy mówią całkiem otwarcie - sama to słyszałam - wir brauchen nur einige Tote! Potrzebujemy tylko paru zabitych. Wtedy się zacznie. Potrzebujemy męczenników, potrzebujemy bohaterów. (...) Przy niesamowitym gniewie, bojkocie, organizowanym strachu i ciągłym jątrzeniu, przy bolesnych stosunkach w rodzinach, fabrykach i warsztatach, w atmosferze, w której obecnie zatraca się już jakakolwiek idea polityczna, a nawet narodowa i pozostaje tylko stan psychopatycznego opętania, to wielkie osiągnięcie, że dotąd nie było zabitych. [W poprzek rodzin, 1 czerwca 1938 r., s. 57]
Jak trafnie zauważyła cytowana wcześniej Bernadetta Darska: Nie króluje tu jednak żadna z ideologii, prym za to wiedzie człowiek i jego godność. O tę głęboką humanistyczną ideę walczy dziennikarka [3].
Przede wszystkim jednak musimy znać odpowiedź na inne pytanie, a mianowicie: co uczynimy my sami? I to nie w wielkiej, międzynarodowej skali, tylko właśnie w skali prywatnej, która swoim zasięgiem obejmuje trzy ulice i pół czwartej, drogę do domu i dwa pokoje z kuchnią. [Sędzia Lynch w Europie, 30 marca 1938 r., s. 39]
Na koniec zaś krótko o tym, że nieodkryta -- zaś w Polsce praktycznie nieznana -- Milena Jesenská jeszcze nie raz nas zaskoczy.
Młoda polska bohemistka, Anna Militz, odkryła nieznane dotąd listy dziennikarki, pisarki i tłumaczki Mileny Jesenskiej. Odnaleziona została jej korespondencja z więzienia i obozu koncentracyjnego w Ravensbrück do ojca, córki i byłego męża Jaromíra Krejcara [5].
Anna Militz chce poświęcić twórczości Jany Krejcarovej swoją pracę licencjacką. Ma nadzieję, że uda jej się napisać na ten temat książkę, ale potrzebuje na to więcej czasu. Odnalezioną korespondencję bohemistka przygotowała do druku wraz z Aleną Wagnerową, która przetłumaczyła ją z języka niemieckiego. Listy zostały opublikowane w najnowszym wydaniu czeskiego dwumiesięcznika "Listy" 2/2013. [5]
Dla zainteresowanych -- książka Ani víru ani ctnosti člověk nepotřebuje ke své spáse. Příběh Jany Černé (Do zbawienia człowiek nie potrzebuje ani wiary, ani cnoty. Historia Jany Černej) już się ukazała  [6]
Jej [Mileny Jesenskiej - JG] poglądy polityczne i polityczna działalność umotywowane były wyłącznie poczuciem moralnym; wartości ludzkie były dla niej ważniejsze niż program polityczny. [ze wstępu, s. 13]
I między innymi za te wartości zmarła 17 maja 1944 r. w obozie koncentracyjnym Ravensbrück.

Przypisy:
[1] Była też równolatką urodzonego zaledwie trzy miesiące później Klementa Gottwalda, jednego z założycieli Komunistycznej Partii Czechosłowacji, wprowadzającego w tym kraju stalinowski system rządów. Chory na syfilis i alkoholizm, zmarł niedługo po pogrzebie Józefa Stalina. Bezpośrednim powodem śmierci było pęknięcie tętniaka aorty i wylew wewnętrzny, będące efektem podróży lotniczej z Moskwy. Doprawdy -- Nona, Decima i Morta dziwnie przędą swą nić.
[2] Słowa Egona Naganowskiego przytaczam ze wstępu Leszka Engelkinga, który z kolei odwołuje się do tekstu Żywy ogień, opublikowanego w łódzkim miesięczniku Tygiel Kultury (nr 6-8 z 1998 r.)
[3] Bernadetta Darska, Los, którego się nie wybiera (M. Jesenska, Ponad nasze siły), 2010/03/21 o 22:52, dostęp: 30.06.2016. Swoją drogą zachęcam do obserwowania aktualnego bloga B.Darskiej.
[4] 15 marca 1939 r. -- wkroczenie wojsk niemieckich do okrojonych w wyniku układu monachijskiego Czech. Sejm słowacki proklamował niepodległość, zaś Czechy przekształcono w Protektorat Czech i Moraw (Zaolzie pozostało zajęte do września 1939 przez Polskę). Początek niemieckiej okupacji.
[5] Ewa Gajewska Nieznane listy Mileny Jesenskiej odnalezione przez Polkę, 22.04.2013 08:03. Dostęp: 04.06.2016.
[6] Książka Anny Militz o Janie Černej, CzechLit, 20.01.2016.

Polecam także:
Mariusz Surosz: Zajęłaś się płomieniem, Tygodnik Powszechny, tekst z wydania nr 20/2003 (opublikowany na starej stronie Tygodnika).

Książka:
Milena Jesenská: Ponad nasze siły. Czesi, Żydzi i Niemcy. Wybór publicystyki z lat 1937-1939 (cz. Nad naše síly - Češi, Židé a Němci 1937-1939), wyboru dokonali Václav Burian i Leszek Engelking; przełożył i przedmową opatrzył Leszek Engelking; wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2009. ISBN: 978-83-7536-158-2.