poniedziałek, 25 września 2017

Kreacje przeszłości. Szkice z antropologii historii

Są książki, które biorę do ręki chcąc skonfrontować moją dotychczasową wiedzę lub poglądy z wizją autora lub autorki (ewentualnie podciągnąć się z tematu, uzupełniając swoje "zasoby"). Są też jednak książki, przy których wolę zamilknąć, wczytując się w to, co autor chce mi powiedzieć, chłonąc je jak uczniak. W związku z tym, że ani ze mnie antropolog, ani archeolog, próba dyskusji z tekstami dra. Jacka Kowalewskiego z książki Kreacje przeszłości. Szkice z antropologii historii mogłaby się zakończyć spektakularną klęską [jaka piękna katastrofa]. Ujmując to bardziej literacko -- przy okazji parafrazując słowa Konstantego Geberta z Podręcznika dialogu, skierowane w stronę prof. Baumana [s. 94] -- wiem, że wejście w tym przypadku w publiczną polemikę z Jackiem Kowalewskim byłoby szczególnie wyrafinowaną i perwersyjną formą samobójstwa.

Za to pozwolę sobie napisać, że Kreacje przeszłości. Szkice z antropologii historii to skarbnica wiedzy, podana pięknym i starannym, naukowym językiem (ale też -- ostrzegam lojalnie -- czasami dość trudnym dla osoby nieprzyzwyczajonej do naukowego żargonu [1]). Autor czerpie przy tym garściami ze współczesnego dorobku naukowego, opierając zajmowane przez siebie stanowiska w krytycznym odniesieniu do niego. Do książki mam nadzieję jeszcze wracać (przy okazji rozważań z zakresu historii, historiografii czy antropologii), a tutaj pozostawię dla siebie -- i potomnych -- jedynie kilka ciekawszych z mojego punktu widzenia cytatów. Idąc bowiem za radą Juliana Tuwima, Jane Austen (czy komukolwiek jeszcze przypiszemy te słowa): błogosławieni ci, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie oblekają tego faktu w słowa.

Książka stanowi zbiór niezależnych tekstów, dlatego można je czytać w dowolnej kolejności -- zamieszczę je jednak w takiej chronologii, w jakiej pojawiają się w publikacji.
Przyjmując realność istnienia wybranego przedmiotu badań i wykluczając konkretne zjawiska ze sfery zainteresowań poznawczych, rzecznicy danej dyscypliny wyznaczali konstruowanej zbiorowości rodzaj Lebensweltu, którego zakres określał nie tylko dyscyplinujące warunki przynależności do wspólnoty, ale również granice wolności zeń wykluczonych. (...) Jak trafnie konstatuje ów fakt Necdet Teymur: Fight for disciplinary territories is often no less vivious than that for land. [O dyscyplinarności humanistyki, s. 43]
Pamięć kulturowa, wspomnienia, które przyczyniają się do tworzenia znaczenia i tożsamości, zawsze niosą ze sobą niebezpieczeństwo zapomnienia, pomijania milczeniem i ukrywania tego, co mogłoby postawić pod znakiem zapytania tożsamość jednostki lub grupy: najczęściej własnej winy [O społecznym zaangażowaniu historii, s. 92]

Zdecydowane publiczne zaangażowanie historiografów konieczne jest z pewnością przy zakreślaniu społecznych granic anarchizmu interpretacyjnego, bowiem - jak słusznie mówi Szahaj - "niektóre interpretacje niektórych tekstów mogą być haniebne w sensie etycznym. [O społecznym zaangażowaniu historii, s. 103-104]

Zauważmy, iż zakorzeniając codzienność w przyziemnych aspektach życia, nie podejmuje się jednak prób dookreślenia, czym mają być owe przyziemne aspekty życia. W praktyce ich samo-oczywistość staje się często zrównywana z samo-oczywistością codzienności badacza. (...) Tomasz Szarota, rezygnując ostatecznie z operacyjnego zdefiniowania pojęcia codzienności, pisał wprost: "Osobiście powątpiewam [...], by definicja >>życia codziennego<<, pasująca do wszystkich epok, cywilizacji, grup narodowych, etnicznych czy zawodowych, w ogóle była możliwa". [Codzienność - lokalność - styl życia, s. 115]

U nizinnych Indian Dakota męski charakter wymaga twardego stawiania czoła wszelkim niebezpieczeństwom i przeciwnościom losu. Kiedy chłopiec skończy pięć czy sześć lat, domownicy świadomie starają się zrobić zeń stuprocentowego mężczyznę. Jeśli zapłacze, okaże nieśmiałość, spróbuje szukać w kimś oparcia lub zechce nadal bawić się z młodszym rodzeństwem bądź z dziewczynkami, otoczenie zinterpretuje to obsesyjnie jako dowód, iż malec rozwija się w niewłaściwym kierunku. Nie zaskakuje więc u Dakotów instytucja berdache - mężczyzny, który dobrowolnie rezygnuje ze sprostania męskiej roli, przewdziewa strój kobiety i oddaje się typowo kobiecym zajęciom. [Margaret Mead; Materialne wyznaczniki płci w dyskursie archeologii, s. 162]

Jednym z argumentów przemawiających za odrzuceniem przez ikonoklastów obrazów były nadużycia w sprawowanym kulcie ikon. Przedstawiciele ówczesnego ludu oraz wywodzący się zeń członkowie wspólnot monastycznych nie byli w stanie zrozumieć subtelności rozgraniczeń teologicznych pomiędzy okazywaniem szacunku (proskýnesis) a wielbieniem (latreía) obrazów przedstawiających postać Chrystusa i świętych. Gorszącą reformatorów idolatrię ikon obrazują ludowe praktyki wyboru obrazów na rodziców chrzestnych dzieci czy posługiwania się przez kapłanów podczas sprawowania komunii drobinami farb pochodzącymi ze świętych wizerunków. (...). [Obraz w kulturze ludowej wczesnego średniowiecza, s. 225]
Przypisy:
[1] Nie mogę sobie odpuścić, żeby nie zamieścić tu pewnego przepięknego wyrażenia: (...) przybierając ostatecznie kształt oczywistej, stanowiącej dziś swoiste, niepoddawane dyskusji residuum sądów fundamentalnych [O początkach pieniądza, s. 174].

Książka:
Jacek Kowalewski: Kreacje przeszłości. Szkice z antropologii historii, Instytut Historii i Stosunków Międzynarodowych UWM, Polskie Towarzystwo Historyczne / Chronos Anthropos, Toruń 2012. ISBN:

niedziela, 17 września 2017

Podręcznik dialogu. Zaufanie i tożsamość

Książkę Podręcznik dialogu. Zaufanie i tożsamość dostałem od M. po jej powrocie z ośrodka  „Pogranicze – sztuk, kultur, narodów” w Sejnach - Krasnogrudzie. Choć pamięć u mnie dziurawa jak sito, jak dziś pamiętam jej powrót stamtąd i fascynację, z jaką opowiadała o tym miejscu. Miejscu, które niezmiennie udowadnia, że tworzenie wspaniałej kultury i sztuki jest możliwe wszędzie tam, gdzie są ludzie, którzy są gotowi to robić -- bez udawania, markowania i chodzenia na skróty (tak, szukałem Sejn i Krasnogrudy na mapie).

Od tamtego czasu jestem skrytopodglądaczem sejneńskiego Wszechświata, licząc skrycie na to, że i mi będzie dane kiedyś tam dojechać -- doświadczyć tego miejsca, poznać tych ludzi i wypić z nimi herbatę w Dworze Miłosza w Krasnogrudzie - Międzynarodowym Centrum Dialogu (nie tylko z nazwy).

 

Powstanie tego miejsca wiąże się ściśle z postacią i ideami Czesława Miłosza, który -- jak czytamy we wstępie do Podręcznika:
Podczas rozmowy z młodymi artystami Pogranicza (...) wydaje się troszczyć przede wszystkim o jedno: żeby ich idea nie zmieniła się w iluzoryczną utopię i nie zanikła pod ciężarem codziennych obowiązków (...). Konsekwentnie sprowadza artystów na ziemię, do wymiaru codziennej praktyki, nie tej na pokaz, tylko tej trwałej. [s. 10]
Ideą Pogranicza jest stworzenie przestrzeni Dialogu, który z jednej strony będzie odporny na mit Arkadii (nie idealizowanie i nie usuwanie ciemnych kart historii), z drugiej zaś strony na frazesy o historii regionu jako paśmie walk, wzajemnych animozji, plemiennych kłótni [s. 11-12]. Takie podejście wymaga olbrzymiego nakładu mądrze prowadzonej pracy, przy jednoczesnej świadomości braku punktu docelowego. Chodzi o ciągłe tworzenie, wspieranie przyrostu "tkanki łącznej" (określenie Czesława Miłosza [s. 11]), która będzie stanowiła przestrzeń do spotkania dla poszczególnych ludzi (jako oddzielnych komórek).
Założenie, że zrobiono już dostatecznie wiele na płaszczyźnie dialogu, a współczesna cywilizacja przygotowuje nas do życia w pokoju, jest całkiem mylne. Musimy czym prędzej zdać sobie z tego sprawę. Mówimy o "dialogu międzykulturowym", "spotkaniu Innego" i "więziach międzygranicznych", jakby były dostępne w sklepach w promocyjnych cenach. Lecz nikt nie daje długotrwałych gwarancji na cenne idee, a ten brak gwarancji nie trapi konsumentów szybkich przyjemności i egzotycznych wrażeń. Budowanie tkanki łącznej jest zaś pracą całego życia i wymaga poświęceń. Wówczas dopiero świadomość, że tworzy się coś niesłychanie delikatnego, wzmacnia jego wartość. [s. 12]
Etosem Pogranicza nie jest burzenie granic, ale rozwijanie i odkrywanie kompetencji ich przekraczania (border-crossing). [s. 11]
Całość publikacji składa się z tekstów konferencyjnych (wygłoszonych między 2005 a 2009 rokiem) oraz komentarzy do części z nich / zapisów polemik z ich treścią. I jak to z wystąpieniami konferencyjnymi bywa -- jedne mocniejsze, drugie słabsze, zaś większość (ze zrozumiałych względów) ślizga się po powierzchni. Nie zmienia to jednak tego, że lektura ponad 500 stron Podręcznika dialogu to dobra okazja do zatrzymania się i refleksji. Szczególnie szeroko eksploatowana jest w nich metafora mostu [1], choć ze względu na występujący w zestawieniu wielogłos nie podaje się jednego, obowiązującego sposobu jej rozstrzygnięcia -- a poszczególne propozycje potrafią się wykluczać. W tym też tkwi siła i wartość publikacji.

Lata powstawania opublikowanych w książce tekstów nadają wielu tym "głosom z przeszłości" specyficzny kontekst. Szczególnie uderzyło mnie to w przypadku tekstów dotyczących sytuacji w Gruzji, które pochodzą z konferencji w Tibilisi w 2005 r. [s. 144, 310 oraz 399]. Teksty te -- co oczywiste -- nie mogły uwzględniać sytuacji, jaka zaistniała w związku z wojną w Osetii Południowej w 2008 r.
Rosyjski powinien stać się językiem urzędowym w Gruzji lub przynajmniej być obowiązkowo nauczany w szkołach. Nic dobrego nie wyszło z antygruzińskiej histerii szerzonej w Rosji ani antyrosyjskiej w Gruzji. [s. 406, [2]  ]
Gdybym miał polecić kilka tekstów (ze względu na objętość nie każdy będzie chciał przebrnąć przez całość) odsyłam do Isabelli Thomas Żyć razem oddzielnie. Mądrości "multikulturowego" Londynu (Berlin 2009) [s. 171] i jej krytycznego (a jednocześnie mądrego i dojrzałego) spojrzenia na multikulturalną politykę w Wielkiej Brytanii.
Nie wystarczy stwierdzić, że dana polityka jest dobra. Trzeba przyjrzeć się rezultatom jej stosowania. Etos multikulturalizmu w Wielkiej Brytanii przyniósł rezultaty katastrofalne, chociaż jego intencje były dobre. [s. 173]
Świetnie współgra z tym tekstem wystąpienie Evy Hoffman Kilka refleksji na temat wielokulturowego kosmopolis dzisiaj (Wrocław 2007) [s. 491].

Innym wartym polecenia tekstem, tym razem z polskiego podwórka, jest wystąpienie Leszka Koczanowicza Powstanie postpostkomunizmu (Wrocław 2007) [s. 349], analizujące okres pierwszych rządów PiS z lat 2005-2007. Z dzisiejszej perspektywy to ciekawa retrospektywa, pozwalająca popatrzeć z ponad dziesięcioletniego dystansu na politykę PiS od 16 listopada 2015 r. (choć już wiadomo, że jeśli prezydent Andrzej Duda miał jakieś uwagi do składu rządu, powiedziałby o tym Prezesowi Kaczyńskiemu). To również dobra okazja na przypomnienie nieco młodszym Czytelnikom / Czytelniczkom o roli odegranej wówczas przez Romana Giertycha -- dziś znanego (?) / cenionego (?) komentatora tzw. mediów liberalnych.
Koniecznym warunkiem (...) jest zbudowanie modelu demokracji, który nie jest demokracją liberalną. PiS przedstawił dość spójny model demokracji nieliberalnej. Jego charakterystyczną cechą jest restrykcyjność - w polityce mogą uczestniczyć tylko osoby, które podzielają pewne narodowe i religijne wartości. Nie ma oczywiście mowy o zamiarze pozbawienia praw politycznych tych, którzy nie podzielają danych wartości, ale raczej chodzi o pozbawienie ich moralnego prawa do uczestnictwa w polityce. [s. 357]
Na wyróżnienie zasługuje także tekst Moha Ennaji Wielokulturowość, edukacja i demokracja. Debaty i spory w Maroku (Berlin 2009) [s. 467], stanowiący ciekawy obraz współczesnego Maroka, dla którego to obrazu istotnym kontekstem jest używanie w Maroku języka arabskiego, francuskiego i berberyjskiego. Załącznik graficzny z Algierii, ale przypadł mi do gustu.
Znaki kierujące m.in. do biblioteki, audytorium oraz rektoratu na terenie uniwersytetu im. Moulouda Mammeri w Tizi Wuzu, Algieria (napisy w języku arabskim, berberyjskim oraz angielskim). Autor: Vermondo. CC 3.0


Gdyby ktoś z P.T. Czytelników / Czytelniczek był zainteresowany publikacją (bądź poszczególnymi tekstami) odsyłam do wersji elektronicznej.
Smacznego!

Źródła / Przypisy:
[1] M.in. dla siebie odnotowuję, żeby mieć w pamięci wymianę zdać między Cezary Wodzińskim, Krzysztofem Czyżewskim, Tadeuszem Sławkiem, Atillą Pató i Marianą Assenową ze str.433-437. Metafora ta jest mi bliska ze względu na prowadzoną w Łodzi jeszcze dwa lata temu akcję sprzątania cmentarza żydowskiego "Mosty", w którą byłem zaangażowany.
[2] Zaliko Kikodze, Nowe Granice. Rejony pogranicza Gruzji, Tbilisi 2005.

Książka:
Podręcznik dialogu. Zaufanie i tożsamość. Praca pod redakcją Krzysztofa Czyżewskiego, Joanny Kulas i Mikołaja Golubiewskiego, Sejny 2012. ISBN: 978-83-61388-06-7.