sobota, 3 grudnia 2011

Toksyczna, nie zakazana

Miłość do tego miasta nie jest zakazana. Bardziej toksyczna, pożerająca człowieka od środka. Podobno z nim jest jak z dzieckiem z chorobą Downa -- nie można zbyt wiele wymagać, trzeba bardzo kochać. Ja wymagam, co jeszcze bardziej pożera.

Półtora roku temu przepowiedziane mi zostało to, co spełniać się ma z każdym dniem, co stać się ma esencją życia wielu z nas.
Już nie ma dla Ciebie nadziei. widzisz więcej i będziesz cierpiał - bardzo. Łódź Ci to zagwarantuje, bo nie można bezkarnie fascynować się tym miastem.
Ciągle "tym", choć coraz bardziej "moim". Może właśnie przez to, że tak trudnym? Trudnym do tego stopnia, że trzeba "zakazywać" miłości do niego, aby do tych kilku czytelników więcej dotarło te kilka słów na temat miasta, którego [już] nie ma.

Tęsknię za tą jego niewidoczną stroną. Tęsknię za Tobą, (łódzki) Żydzie.

"Skończyły się sobotnie spotkania na Śródmiejskiej 26 (...)."

...Dobry Boże - w którego wierzyli mój praojciec Abraham, mój praojciec Izaak, mój praojciec Jakub, Ty, który szybujesz w przestrzeniach ogromniejszych, niż zdoła je opanować myśl ludzka - powiedz mi:
     Dlaczego?...
     Dlaczego?!...
     Dlaczego?!!...
Książka:
Arnold Mostowicz, Łódź, moja zakazana miłość, wyd. Oficyna Bibliofilów, Łódź 1999.