Posty

W imię Boga. Fundamentalizm w judaizmie, chrześcijaństwie i islamie

Obraz
Nieczęsto zdarza mi się wracać do przeczytanych książek (w sensie -- czytać je ponownie od deski do deski ). Nie to, że nie warto -- po prostu odzywa mi się wtedy w głowie chochlik z listą książek, które nadal czekają na swoją kolej. Z tą publikacją jest inaczej. Kiedy tylko zobaczyłem ją na półce w krakowskim Dedalusie nie miałem wątpliwości, że jest to jedna z tych książek, które muszą znaleźć się na mojej półce (tym bardziej, że jak przystało na Dedalusa cena była niezwykle korzystna). "W imię Boga" Karen Armstrong to naładowana przystępnie przedstawioną wiedzą publikacja, w której autorka prowadzi czytelnika przez historię judaizmu, chrześcijaństwa i islamu od końca XV do czasów współczesnych (cenzusem czasowym jest rok 1999 -- książka została wydana w roku 2000). Na przykładzie ruchów protestanckich w Stanach Zjednoczonych, sunnickiego Egiptu, szyickiej Persji (Iranu) oraz diaspory żydowskiej (i późniejszego państwa Izrael) K.Armstrong pokazuje, jak w wi...

Alicja w Krainie Czarów

Obraz
Niektóre książki na półce dojrzewają długo, czekając na dobrą okazję lub sprzyjający im czas. Nie inaczej było z "Alicją w Krainie Czarów" Lewisa Carrolla , którą bardzo dawno temu przygarnąłem w Cetusie na Piotrkowskiej 82 . Paradoksalnie nie przyciągnęła mnie do niej pewność, ale wyobraźnia. Chciałem spróbować tej klasyki majaczeń sennych , książki ukrywającej pod płaszczykiem niewinnej opowieści psychodeliczne wizje alternatywnej rzeczywistości, literackiej zabawy poprzedzającej Psa Andaluzyjskiego czy Głowę do wycierania . Z filmami było całkiem nieźle, książka niestety nie zagrała. Albo wyrosłem z magii , albo ona wyrosła ze mnie. Inaczej być nie może. Ewentualnie może być to jeszcze kwestia tłumaczenia i kodów kulturowych. Nie, żeby tłumaczenie było złe -- wręcz przeciwnie. Moje wydanie (wydrukowane w Jugosławii , mniej więcej na rok przed początkiem jej rozpadu) tłumaczył Robert Stiller , którego miałem okazję "poznać" pod koniec 2013 roku przy ...

Ameksyka

Obraz
Samotnie spędzana niedziela to dobry czas, na nadrobienie zaległości.  Pogłoska o mojej śmierci była przesadzona . W dzisiejszym słowie na niedzielę wrócę na chwilę pamięcią do przeczytanej już jakiś czas temu "Ameksyki" Eda Vulliamy (kolejnego autora, o którym polska Wikipedia nie ma zbyt dużo do powiedzenia). Historia mojego związku z tą książką jest dość nietypowa. Myślę, że gdzieś w okolicach ukazywania się tej publikacji w Polsce (2012 lub 2013 r.n.e.) usłyszałem o niej przelotem, prawdopodobnie w jednej z audycji tok.fm . Temat ucichł, ale w głowie pozostał. Zdarzyło mi się nieco później ( Borze Tucholski, odkryłem wyszukiwarkę na facebooku: to był 11 stycznia 2014 roku ), że moje nogi, oczy, ręce i głowa z resztą balastu zawędrowały do sklepu wielkopowierzchniowego jednej z dużych sieci handlowych -- akurat do tego, z którym mi nigdy nie po drodze. Przechodziłem koło kosza, w którym -- jak w masowym grobie -- poniewierały się upodlone książki i zobaczyłe...

Jak wygrywać kampanie. Komunikacja dla zmian

Obraz
Czytając "Jak wygrywać kampanie. Komunikacja dla zmian" Chrisa Rose'a już po przeczytaniu wydanej w 2013 roku przez INSPRO "Kuźni Kampanierów"  odwróciłem logikę kolejności tych publikacji, przechodząc od praktyki do teorii. Choć być może stwierdzenie "teoria" w przypadku książki Chrisa Rose'a jest nieco na wyrost. "Jak wygrywać kampanie. Komunikacja dla zmian" ( spis treści oraz wstęp do książki są dostępne online ) ma formę poradnika. Choć w pracy jest dużo list / zestawień oraz schematów, nie jest to krótki przewodnik step-by-step, po przeczytaniu którego organizacja skutecznej kampanii będzie ograniczała się do odhaczania zadań z listy. Jak napisał Mateusz Kuryła Rozczarowani będą ci, którzy w książce Rose’a zaczną szukać prostej recepty na sukces polityczny i jednoznacznych wskazówek w stylu „Wygrywanie kampanii w pięciu krokach dla opornych” . Publikacja -- o czym również wspominał w swoim tekście cytowany wyżej autor...

Igrzyska Olimpijskie w Berlinie. Jak Hitler ukradł olimpijski sen

Obraz
Zacznę od wysokiego C , graniczącego z tzw. " nadużyciem semantycznym " -- ciekawie czytało się pracę Guy'a Waltersa o berlińskich igrzyskach olimpijskich z 1936 w kontekście kończącego się dzisiaj brazylijskiego "mundialu" . Nie, nie chcę porównywać nikogo do Hitlera ( reductio ad Hitlerum ), czym -- zgodnie ze świętym prawem Godwina -- odebrałbym wielu już w pierwszym zdaniu chęć do dalszej lektury. Na przykładzie letnich igrzysk olimpijskich z 1936 -- co, moim zdaniem doskonale wykazuje w autor -- widać jak na dłoni, że sport nigdy nie był "bytem autonomicznym". To, co oglądamy w czasie zawodów na stadionie -- czy to olimpijskim, czy piłkarskim -- to jedynie mały wycinek rzeczywistości, spektakl grany na oczach świata. Za kurtyną tego przedstawienia dzieją się zaś rzeczy, o których tzw. "świat" ( vel  "światowa opinia publiczna") najchętniej by zapomniał(-a). Tak dzieje się w przypadku tegorocznych Mistrzostw Świ...

Bogowie u władzy

Obraz
Coraz mniej czasu na czytanie, jeszcze mniej czasu na to, by napisać choć kilka słów o tym, co już się przeczytało. W ramach nadrabiania zaległości kilka słów o niezwykle ciekawej pracy Moniki Milewskiej "Bogowie u władzy" (w ramach kryptoreklamy -- niemal wszystko, co wydaje  słowo/obraz terytoria można brać do ręki w ciemno). Praca ta nie jest kompendium wiedzy na temat żadnego z opisanych przywódców. Historie Aleksandra Wielkiego , Juliusza Cezara , Kaliguli , Napoleona Bonaparte , Włodzimierza Lenina , Benity Mussoliniego , Adolfa Hitlera , Józefa Stalina , Nicolae Ceaușescu czy koreańskiej dynastii Kimów są jedynie egzemplifikacją, wskazaniem przenoszenia na nich (lub przypisywania sobie) cech przynależnych bogom. Boskie mity , legitymizujące oraz napędzające władzę od starożytności nie traciły na swej użyteczności z biegiem lat, zmieniały się jedynie uosobienia nieśmiertelnych bogów. Boskie pochodzenie Aleksandra Wielkiego, Juliusza Cezara czy Kaliguli ...

Inkwizycja

Obraz
Pamiętam pewne wakacje, choć trudno mi teraz będzie określić rok -- czy to było w czasie studiów, czy może jeszcze w liceum. Spędzałem je na wsi w bezpiecznej odległości od najbliższego ośrodka miejskiego, korzystając z dobrej pogody na rozwieszonym w ogrodzie hamaku zaczytywałem się w " Torqueamadzie "  Jerzego Cepika . Być może to sympatyczne wspomnienie wsi sielskiej, anielskiej ( nie mylić z Mickiewiczem ) sprawiło, że w czasie wizyty w księgarni Tak Czytam poza innymi książkami sięgnąłem po dość oryginalnie wyglądającą "Inkwizycję" A. Heusa. Nie dość, że pozycja wydana przez wydawnictwo, które absolutnie nic nie mówi (nawet z internetu trudno coś ciekawego wygrzebać na jego temat), to dodatkowo na okładce w prawym dolnym rogu ktoś zgrabnie umieścił ograniczenie wiekowe; książkowe Parental Advisory ? Bez żartów, młodsi i tak czytają tylko to, co muszą. O ile w ogóle. Także przygarnąłem książkę w promocyjnej cenie. W związku z tym, że autor pracy nies...