niedziela, 22 czerwca 2014

Bogowie u władzy

Coraz mniej czasu na czytanie, jeszcze mniej czasu na to, by napisać choć kilka słów o tym, co już się przeczytało. W ramach nadrabiania zaległości kilka słów o niezwykle ciekawej pracy Moniki Milewskiej "Bogowie u władzy" (w ramach kryptoreklamy -- niemal wszystko, co wydaje słowo/obraz terytoria można brać do ręki w ciemno).

Praca ta nie jest kompendium wiedzy na temat żadnego z opisanych przywódców. Historie Aleksandra Wielkiego, Juliusza Cezara, Kaliguli, Napoleona Bonaparte, Włodzimierza Lenina, Benity Mussoliniego, Adolfa Hitlera, Józefa Stalina, Nicolae Ceaușescu czy koreańskiej dynastii Kimów są jedynie egzemplifikacją, wskazaniem przenoszenia na nich (lub przypisywania sobie) cech przynależnych bogom. Boskie mity, legitymizujące oraz napędzające władzę od starożytności nie traciły na swej użyteczności z biegiem lat, zmieniały się jedynie uosobienia nieśmiertelnych bogów.

Boskie pochodzenie Aleksandra Wielkiego, Juliusza Cezara czy Kaliguli w zasadzie nie dziwi. Znanym motywem, poruszonym w książce, jest również aspekt wiecznie żywego Lenina (opisanego nie tylko w kontekście jego słynnego mauzoleum, ale również w świetle ludowych podań przenoszących do tundry jeden z założycielskich mitów radzieckiego komunizmu). Mniej dla mnie znany był aspekt "trzech okresów Napoleona" (boga wojny, świętego, antychrysta). Dobrze czytało mi się także o stosunku do religii Adolfa Hitlera, który sam stworzył system quasi-religijny, będąc otaczany kultem zbliżonym do boskiego (uroczyste ceremonie, nawiązujące do ceremoniału religijnego, nazistowskie wersje modlitw, przyjęcie przez Hitlera roli mesjasza -- zbawcy rasy aryjskiej i narodu niemieckiego).

Adolfie Hitlerze, Ty jesteś naszym wielkim Wodzem. Niech przed Twym imieniem zadrży nieprzyjaciel. Przyjdź Trzecia Rzesza Twoja. Bądź wola Twoja na ziemi. Pozwól nam na co dzień słyszeć głos Twój i rozkazuj nam jako wódz, tak byśmy byli Ci posłuszni do końca, nawet za cenę życia. Wychwalamy Cię! Heil Hitler! [s. 169]

Ciekawe było również podejście führera do samej religii, które w oryginalny sposób godziło coś, czego teoretycznie pogodzić się nie da.

Porównania z Jezusem zazwyczaj wypadały na korzyść Hitlera. Dlaczego jednak Hitler w ogóle zgadzał się na porównania z Jezusem z Nazaretu, Żydem z Galilei? (...) jak godził swój morderczy antysemityzm z żydowskimi korzeniami Mesjasza? (...) Zgodnie z dewizą nazistów, która brzmiała: 'To my decydujemy o tym, kto jest Żydem". Adolf Hitler zdecydował na przykład, że Żydem jest Franklin Delano Roosevelt, i wierzył głęboko w żydowskie pochodzenie większości brytyjskich arystokratów. W wypadku Chrysusa zdecydował zaś odwrotnie. Hitler doszedł do wniosku, że Jezus Chrystus był Aryjczykiem, gdyż jego ziemski ojciec wywodził się spośród ziemskich legionistów stacjonujących na terenie Galilei". [s. 166]

Oryginalne okazało się także wytłumaczenie tego, co stało się z nauką Jezusa po jego śmierci. Mesjasza pogardzanego przez Hitlera za słabość, poddanie się biczowaniu i ukrzyżowaniu, w którym Hitler wolał widzieć bojownika o wyzwolenie kraju spod... żydowskiego ucisku ("Przeciwstawiał się żydowskiemu kapitalizmowi i dlatego Żydzi go zlikwidowali", s. 167).

Nauką aryjskiego Jezusa po jego śmierci zawładnął jeden Żyd - Paweł z Tarsu, który wykorzystał jego doktrynę "dla zmobilizowania świata przestępczego". To on być prawdziwym twórcą chrześcijaństwa, zwanego przez Hitlera protobolszewizmem. [s. 167]

Abstrahując od kategorii boskości: nigdy nie miałem okazji przeczytać czegoś więcej na temat rumuńskiej dyktatury Nicolae Ceaușescu, jedynego przywódcy komunistycznego, obalonego w drodze krwawej rewolucji i potraktowanego w taki sposób, w jaki sam traktował swoich "poddanych" -- zabitego bez sądu i możliwości obrony. System, który stworzył wraz z małżonką Eleną był naprawdę wyjątkowy.

Specjalnym dekretem ustalił maksymalną temperaturę w mieszkaniu na 11 stopni Celsjusza w porze zimowej. (...) Aby poprawić statystyki, dzieci rejestrowano dopiero w drugim miesiącu życia, gdy pomyślnie przeszły pierwszy test odporności na rumuńską rzeczywistość. (...) Na mocy prezydenckiego dekretu każda rumuńska rodzina została zobowiązana do wydania na świat czwórki dzieci. [s. 226]

Trzeba będzie kiedyś sięgnąć po coś więcej.

[edit: o Rumunii z czasów Nicolae Ceaușescu przeczytasz P.T. Czytelniku / Czytelniczko więcej we wpisie z 30 kwietnia 2015 r. "Geniusz Karpat"]
Nazajutrz był 23 grudzień 
Nic nie było pewne jeszcze 
Pijany gniew przez ból wykrzykiwał pieśń 
Grudniowy blues o Bukareszcie.



ps. Biuro ds. Kultury Prezydenta Miasta Gdańska dwukrotnie przyznało autorce stypendium na przygotowanie oraz wydanie powyższej publikacji. Łódź widzi?

Książka:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zostaw słowo swoje.