Planeta K. Pięć lat w japońskiej korporacji

O Planecie K . usłyszałem pierwszy raz, o ile pamięć mnie nie zwodzi, chwilę po wydaniu tej książki na początku 2020 roku. Słuchałem wtedy rozmowy radiowej z Piotrem Milewskim -- trafiając na nią zapewne zupełnie przypadkowo, gdyż radia w wersji live słucham coraz rzadziej, oddając się namiętnie procederowi odtwarzania podcastów. Temat szeroko rozumianej perspektywy dalekowschodniej od dawna mnie delikatnie przyciąga (mam w zanadrzu kilka zagadnień, o których chciałbym kiedyś dowiedzieć się czegoś więcej -- zapisuję powoli na swoim koncie goodreads książki warte uwagi). Dlatego pomysł sięgnięcia po Planetę K. Pięć lat w japońskiej korporacji Piotra Milewskiego wydał mi się całkiem dobry. Pomyślałem też, że po -- bardzo fajnej skądinąd -- książce Zofii Trębacz Nie tylko Palestyna. Polskie plany emigracyjne wobec Żydów 1935-1939 przyda mi się chwila oddechu nad reportażem. W zasadzie czynnikiem decydującym o wyborze książki okazała się również pogoda. Chciałem w końcu ruszy...