poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Łódzka Fabryka Marzeń

Temat postu bezpośrednio przeniesiony z książki Michała Matysa, którą udało mi się skończyć czytać już jakiś czas temu, za książkę zaś podziękować mogę M., mojemu najlepszemu dilerowi łódzkiej wiedzy ;-).

Książkę czyta się stosunkowo dobrze -- szczególnie pierwszą część o Poznańskim -- chociaż na kolana nie powala. Druga część o Jerzym Dłużniewskim nadal niezła, choć chwilami ma się wrażenie "przegadania". Końcówkę opowieści o Mieczysławie Michalskim czyta się zdecydowanie zbyt opornie, co obniża ocenę książki. W końcu ile razy w jednym wydaniu można napisać o tym, jak wielkie to szczęście że współczesna Manufaktura jednak jest, oskarżony okazał się niewinnym a wszystko to była intryga. Z opowieści o Michalskim zrobiono laurkę dla centrum handlowego, na dodatek przesłodzoną.

Żeby tradycji stało się za dość, cytat.
Rewitalizacja - jak fachowo się to* określa - stała się modna na całym świecie.
*  to, czyli wskrzeszanie do życia starych fabryk - odnawianie ich i przebudowa na biura, galerie, mieszkania.

Czyli autor musi jednak jeszcze trochę doczytać.

Książka:
Michał Matys, Łódzka fabryka marzeń. Od afery do sukcesu, Oficyna Wydawnicza RYTM, Warszawa 2011.

ps. Wbrew twierdzeniom autora ze strony 231, Manufaktura w badaniach jeszcze nie wyprzedziła Piotrkowskiej (trzyma z nią w miarę równy poziom) -- zaś w dni bez handlu, takie jak dzisiaj, wiatr hula po jej pustym placu. Placu, który wg. autora zastąpił z powodzeniem miejski plac-rynek, którego Łódź nigdy nie miała.

5 komentarzy:

  1. Szanowny Panie,
    Przypadkiem natknąłem się na Pańską recenzję mojej książki "Łódzka fabryka marzeń". Miło. Dziękuję za zainteresowanie. Niestety, uświadomił mi Pan, że poniosłem porażkę. Książka zawiera dramatyczne historie trzech bohaterów z trzech różnych epok. Łączy je XIX-wieczna, fabryka włókiennicza w centrum Łodzi. Ale tak naprawdę to opowieść o powstaniu, rozwoju i upadku miasta. A także o jego totalnej transformacji - po plajcie fabryk włókienniczych Łódź rozpaczliwie walczy o przetrwanie. Jeśli jednak Pan zobaczył w książce tylko historię powstania jakiegoś centrum handlowego, którym jest Manufaktura, to rzeczywiście moja opowieść nie trafiła do Pana.
    A tak na marginesie, najciekawsze dla mnie jako dziennikarza jest to, że Manufaktura wciąż budzi kontrowersje w Łodzi (Pan na przykład nie może się pogodzić z tym, że cieszy się ona większym powodzeniem niż sławna ulica Piotrkowska i wbrew oczywistym faktom przekonuje, że wcale tak nie jest). Tymczasem w Europie podniesiona z ruin dawna fabryka Izraela Poznańskiego stała się symbolem udanej transformacji Łodzi. Pisały o tym Le Monde i polonijna Gazeta Paryska. Czemu nie potrafimy się z tego cieszyć, ale wciąż próbujemy negować?

    Na koniec dziękuję za krytyczne uwagi. Postaram się w przyszłości pisać sprawniej i ciekawiej.
    Pozdrawiam serdecznie
    Michał Matys

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzień dobry,
    Dziękuję za komentarz (niestety dopiero dzisiaj zauważyłem, przeglądając skrzynkę mailową).

    Co do alegorii rozwoju całego miasta w Pańskiej książce - pozwolę sobie zachować w tej kwestii własne odczucia. Niestety tę alegorię najsilniej odczuwałem w pierwszej "części", następne zaś coraz bardziej mnie skłaniały do przekonania, że pisze Pan o jednym miejscu w pewnym oderwaniu od reszty miasta (chociaż oczywiście sam upadek wielkiego zakładu przemysłowego to pewne doświadczenie wspólne dla większej części łodzian).

    Co zaś do Manufaktury - cóż, moich emocji nie wzbudza zapewne nawet częściowo w takim stopniu, jakie Pan podejrzewa (przynajmniej tak mi się wydaje). W Europie Manufaktura może wzbudzać zachwyt, bo Europa patrzy na nią "punktowo". "Perełka", która nagle pojawiła się w Łodzi. Gdyby ta transformacja (Łodzi?) o której Pan pisze była rzeczywiście udana, eldorado Manufaktury nie kończyłoby się na ulicy Ogrodowej. Stan otoczenia tego miejsca wskazuje na rzeczywiste oddziaływanie tego centrum handlowego na funkcjonowanie miasta.

    Zaś nazwanie renowacji rewitalizacją to zwyczajny błąd merytoryczny, który w Polsce zdarza się dość często.

    Z pozdrowieniami,
    Jarosław Góralczyk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ma Pan prawo do subiektywnych opinii. Nie będę się z nimi spierał. Choć wszystko, o czym pisze Pan powyżej, szczegółowo opisałem w książce (np. famuły po drugiej stronie ulicy Ogrodowej).

      Co do rewitalizacji i renowacji to niestety tkwi Pan w błędnym przekonaniu. Odsyłam do fachowej lektury. Polecam choćby wydawnictwo "Usines Reconverties" , L'Inedite, Paris 2006. Zawiera przegląd największych na świecie obiektów poprzemysłowych, które poddano rewitalizacji, a także dokładny opis na czym to polega. Bez problemu znajdzie Pan też wiele innych pozycji na ten temat.

      Życzę ciętego pióra w recenzowaniu oraz jak najmniej wpadek.
      Michał Matys

      Usuń
  3. Rzeczywiście - nie ma się co dziwić że rewitalizacja w Polsce wygląda jak wygląda, skoro jest o niej takie pojęcie ;-) Sam również mógłbym Pana odesłać do pewnej liczby publikacji opisującej to, czym w rzeczywistości jest realizacja projektu rewitalizacji i dlaczego tego, co stało się z Manufakturą rewitalizacją nazywać się nie powinno (przynajmniej jeżeli przez rewitalizację rozumiemy proces kompleksowy, nie w zakresie poprawy stanu architektury), ale wystarczy że zacznę do odesłania do strony urzędowej Warszawy. Myślę, że nawet od tego można zacząć zgłębiać temat.

    http://rewitalizacja.um.warszawa.pl/czym-jest-rewitalizacja

    W przeciwnym razie w Polsce nadal odnawianie fasad będzie się nazywać szumnie rewitalizacją.

    OdpowiedzUsuń
  4. ps. Podpowiem, że w kontekście rzeczywistej rewitalizacji określenie "obszar" zawężone do terenu jednego obiektu to jednak za mało. Właśnie to, co się stało -- albo raczej to, co się nie stało -- z obszarem przyległym do Manufaktury wskazuje na "ułomność" procesu w kontekście rewitalizacyjnym obszaru miasta, borykającego się z problemami, których rozwiązanie proces rewitalizacji z założenia powinien wspierać.

    OdpowiedzUsuń

Zostaw słowo swoje.